niedziela, 24 listopada 2013

Mieszkanka

(Blog Zwierciadła - 2013.05.22)
Możliwość przebywania w prywatnej sferze czyjegoś mieszkania bywa dla mnie czymś niezwykłym. Bardzo lubię swoje miasto, jego zakamarki, klimatyczne zakątki, ale zawsze mam świadomość, że poza tym co widać, co dostępne dla wszystkich, ukrywa się wielka zbiorowość prywatnych, osobnych przestrzeni domowych, przestrzeni pełnych znaków kierujących umysł i emocje do czasów minionych. Często układ przedmiotów sprawia, że widzę świat taki, jakim widziałem go będąc kilkuletnim chłopcem. Ożywiają wspomnienia, obrazy, zapachy, przed oczami stają postacie z przeszłości, czuję rodzaj serdeczności w jakim niegdyś się pławiłem i wszystko jest przez chwilę takie intensywne, chciałoby się powiedzieć namacalne.
Odwiedziłem niedawno małżeństwo, które swoje dzieci dawno już wypuściło w świat. Państwo mieszkają w bloku na osiedlu w bezpośrednim sąsiedztwie centrum miasta, w bloku, który wybudowany został gdzieś na początku lat siedemdziesiątych. Na osiedlu tym dziś mieszkają już tylko seniorzy. Nie widać dzieci w piaskownicy na placu zabaw, rzadko kiedy jakiś malec korzysta z huśtawki. Czasami można zobaczyć matkę popychającą wózek po chodniku ciągnącym się od sklepu do klatki schodowej budynku. Pamiętam te miejsca z czasów, gdy dziecięcy gwar wypełniał całą wewnętrzna przestrzeń podwórka.
W mieszkaniu zwróciłem uwagę na rodzaj mebli z innej epoki, komplety meblowe zgodne ze starym polskim wzornictwem. Żadna tam Ikea czy BRW. No i rekwizyty: kryształowe kieliszki w witrynce, świecznik z metaloplastyki, postać Matki Boskiej z Lourdes. Pierwotnie był to tylko pojemnik na wodę ze świętego źródła. Ale ta buteleczka od lat w wielu domach pełnił funkcję figurki Maryi. W biblioteczce dużo starych książek, takich jakie były nowościami wydawniczymi ponad trzydzieści lat temu. I jeszcze hebanowa sylwetka murzynki z nagim biustem i reprodukcje z martwą naturą na ścianach. Herbata w szklankach na robionych szydełkiem serwetkach. No i urok spokoju i jakiegoś wyciszenia, bo gospodarze żyją wolniej. W ich domu czas się dawno temu zatrzymał, pęd życia nie ma tu dostępu. Korzystają oczywiście z komórek i komputera z internetem, ale te elementy współczesności znajdują się gdzieś obok, są elementem niezauważalnym, wypchniętym na margines życia domowego. Gospodarze nie starają się w rozmowie kreować na nikogo, nie pozują, nie przechwalają się… Są raczej zainteresowani tym co ode mnie mogliby usłyszeć, bo ja tu jestem dla nich przybyszem ze świata. A ja nie mam wielkiej ochoty na opowiadanie im o możliwościach jakie daje technologia szybkiego przesyłu informacji, o zamienianiu się świata w globalną wioskę, o tym, że dożyliśmy czasów, w których żeby pracować nie potrzeba wychodzić z domu… Patrzę na nich i przypominam sobie postacie swoich cioć i wujków, które jako dziecko odwiedzałem z rodzicami, i których mieszkania były takie jak to, podobne w wystroju, a przede wszystkim w klimacie. Spotykaliśmy się, aby porozmawiać – nie po to by wspólnie pooglądać telewizję. Każdy uczestnik spotkania mógł poczuć się kimś ważnym w oczach innych. W rozmowach dużo było wspomnień odnoszonych do teraźniejszości. Wspomnienia były ważne, bo dzięki nim najmłodsi uczestnicy rozmowy dowiadywali się historii swoich najbliższych. Teraźniejszość była budowana z przeszłości, a przyszłość budowało się z elementów takiej właśnie nasączonej historią teraźniejszości.
Moi rozmówcy opowiadają mi o tym czym się zajmują, z jakich rozrywek korzystają. Zapisali się niedawno na kurs tańca. Aby sobie przypomnieć… ale przecież przy okazji kursu można dużo potańczyć, prawda… Byli w kinie, studyjnym, i opowiadają o filmie, który obejrzeli i który noszą jeszcze pod powiekami. Emocje bohaterów są jeszcze dziś ich emocjami. Snują refleksje, bo nie wystarczy przecież pójść do kina – o filmie trzeba porozmawiać.
Zapraszają mnie do wizyty w Narodowym w niedzielę, bo – mówią – po dwudziestu latach odtworzono tam galerię malarstwa europejskiego i w niedzielę właśnie będzie można zwiedzać ją z przewodnikiem, który opowiadać będzie o tym co zostało udostępnione. To w ramach działań edukacyjnych instytucji. Uczenie się i poznawanie jest przecież jedną z życiowych przyjemności.
Coraz bardziej intensywnie przypominam sobie rzeczy, o których nie wiedziałem – bo zapomniałem, że istnieją. Ożywiła się pamięć przeszłości i poczułem niezwykłą rzecz – istnienie przeszłości w teraźniejszości. Słyszę głosy niegdyś spotykanych ludzi, rozróżniam barwę tych głosów. Dziwne, bo przypominam sobie zapachy, każdy dom ma swój zapach i te zapachy też zostały gdzieś w pamięci zapisane. Nie ma czasu. Nie ma tego co było i tego co jest. Przeszłość cały czas istnieje równolegle, obok nas, tylko trzeba umieć ją dostrzegać. Czuję się jakbym skorzystał z jakiegoś azylu od współczesności, jakbym wypadł z pociągu codzienności. Dziwię się, że świat nie pędzi. Dziwne jest to, że w ogóle jest to możliwe. Pęd zdarzeń można spowolnić. Jak ocalić to wrażenie i nie dać się znowu porwać temu co na zewnątrz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz