niedziela, 24 listopada 2013

Powrót do...

(Blog Zwierciadła - 2013.07.10)
Letni poranek. Przeglądam rzeczy, którymi zajmę się dziś. Te, którymi zajmę się, bo chcę i te, którymi będę się zajmował, bo wzywa mnie do tego obowiązek. Układam rzeczy, którymi nie zajmowałem się przez ostatni tydzień z powodu koniecznego pobytu w szpitalu, z konieczności zrobienia serii badań, które miałyby wykluczyć, bądź potwierdzić stan jakiejś patologii. Badania przeszły, na razie nic poważniejszego nie znaleziono. W przeciwieństwie do innych osób, które podobnie jak ja musiały zameldować się na badaniach, nie mam absolutnie żadnego poczucia krzywdy z powodu tych kilku letnich dni spędzonych w szpitalu. Mam zupełnie inne refleksje. Te kilka dni dały mi możliwość dystansu do wszystkiego i wszystkich. Możliwość pozostawienia świata z boku. Pobyt nie wiązał się z żadnymi inwazyjnymi badaniami i wynikającym stąd dyskomfortem związanym z dolegliwościami fizycznymi. Wymyślono takie maszyny, które emitując najprzeróżniejsze fale budują obraz tego, co mamy w środku bezboleśnie. Nie czułem, że jestem pacjentem, bo nie musiałem kursować w piżamce i szlafroczku. Dni były letnie, upalne – moim strojem był t-shirt, szorty i gumowe klapki lub sandałki. Mogłem wychodzić na werandę, mogłem też chwile wolne od badań spędzać w starodrzewiu znajdującym się z tyłu obiektu. Czułem się bardziej jak w sanatorium niż szpitalu.
Widziałem na oddziale kilka osób zniecierpliwionych, wyczekujących wypisu, przeżywających koszmarną nudę. To nie było moim udziałem. Na nudę będę miał czas później, jak wyjdę, jak wrócę do rzeczywistości i jak wrócę do wymuszonych, codziennych czynności – w pracy. Chciałem wykorzystać czas na to, aby poczytać jakieś książki i aby pooglądać filmy, które zgrywałem sobie niegdyś na pendriva z telewizji i od wielu miesięcy obiecywałem sobie ich obejrzenie. Miałem tam swojego laptopa i mogłem, wyposażywszy go w słuchawki, oglądać kolejne obrazy. Obejrzałem ich chyba z dziesięć. Były tam obrazy o charakterze przede wszystkim rozrywkowym, ale było kilka produkcji poważnych, kina artystycznego. Wśród nich dwa filmy zapisały mi się w pamięci. Była to „Melancholia” Larsa von Thiera i „Morfina” Aleksieja Bałabanowa, film, który powstał na podstawie autobiograficznych opowiadań Michała Bułhakowa. (Co za tytuły? Jak można oglądać coś takiego w czasie pobytu w szpitalu? Nie wybierałem – wziąłem pierwsze z brzegu pliki filmów zapisanych niegdyś w komputerze). Filmy odmienne, różne, warte obejrzenia. Ten pierwszy z lekko fantastyczna fabułą daje bardzo sugestywny wgląd w depresję. Uwaga wrażliwcy – można się wczuć… Drugi to klimatyczna historia lekarza z rosyjskiej prowincji z czasów początków rewolucji. Piękne zdjęcia w historycznej scenerii. Tu też wrażliwi odbiorcy muszą uważać, bo reżyser sfilmował dwa razy drastyczne sceny medyczne.
Ten mój pobyt szpitalny to też rozmowy, nowi ludzie, nowe kontakty. Szczególnie jeden. Zagadnąłem odpoczywającą pod drzewami dziewczynę, która przebywała na tym samym oddziale co ja tylko w sali na wyższej kondygnacji. Jakoś tak spodziewanie, bądź nie rozmowa rozwinęła się i trwała trzy dni w kolejnych odcinkach. Chyba się tego spodziewałem, bo zagadując ją spostrzegłem coś interesującego w jej mimice, oczach. Nie wiem w czym rzecz, ale przeczucia tego typu często potwierdzają się. Rozmowa była niezwykła w swojej zwykłości. Zwykłość polegała na tym, że w tym miejscu nie musieliśmy w rozmowie nikogo odgrywać. Mogliśmy być sobą. Niezwykłe jest rozmawiać w poczuciu braku ciśnienia na odgrywanie jakiejś roli. Pojawiło się poczucie jakichś punktów wspólnych wynikających z – być może – podobnej wrażliwości, zbieżnych doświadczeń i trosk. To poczucie pozwoliło na prowadzenie rozmowy naturalnie i szczerze. Dobrze było rozmawiać mając świat z boku, w poczuciu delikatnego zainteresowania się sobą, w atmosferze wyczuwalnej sympatii.
Teraz wróciłem do domu, próbuję wpasować się na powrót w stare rytmy. Jak wspomniałem nie mam poczucia krzywdy z powodu konieczności oddania kilku dni na medyczne zniewolenie. Doskwiera mi jednak poczucie braku z powodu przerwania prowadzonego dialogu. Szybko przywiązuję się do rzeczy miłych, do rozmów z ludźmi, do delikatnej wymiany emocji. Odczuwam później żal, że wszytko przemija.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz