niedziela, 24 listopada 2013

Wojna światów

(Blog Zwierciadła - 2013.08.11) 
Wojna żywiołów rozpoczęła się krótko przed północą i trwała całą noc. Zapowiedzią wydarzeń była niezwykła parność sierpniowego dnia i bardzo wysoka temperatura powietrza. Wiedział, że byłoby trudno przetrwać ten atak dusznego upału gdyby nie pracująca pełną mocą klimatyzacja w domu i gdyby nie kąpiel w przydomowym basenie. Wybudował go kilkanaście tygodni temu wiosną, jako ukoronowanie inwestycji restauracji starego pałacyku. Wcześniej funkcjonował tu dom dziecka. Placówka była na tyle duża, że posiadała własny oddział szkolny. Do dyspozycji dzieci był jeszcze kilkunastohektarowy park okalający z boków i od tyłu pałacyk. Wszystko działało dopóki rzutki dyrektor był w stanie wyprosić pieniądze na eksploatację, niezbędne remonty i funkcjonowanie placówki. Później tak nieruchomość, jak i park uległ dewastacji. Dom dziecka zamknięto, podopiecznych rozparcelowano po innych mniejszych ośrodkach. Przez dziesięć lat, zanim obiekt wystawiono na sprzedaż, pałac zamienił się w ruinę, park obrosły chaszcze. Kupił to wszystko, bo pokusa była wielka. Zawsze marzył o takiej posesji dla swojej rodziny. Rok trwający remont przywrócił budynek do dawnej świetności, przejrzał też park. Założyciele ponad sto lat temu nasadzili tam kilkadziesiąt gatunków drzew i krzewów. Dziś całość otoczył nowy metalowy parkan. Dla wygody swojej i rodziny zainstalował wszystkie możliwe systemy inteligentnego budynku, inteligentnej posesji. Niedawno potrójnie filtrowana ozonowana woda wypełniła basen. Całe szczęście, bo dziś cały dzień mógł spędzić z dziećmi w wodzie chroniąc się przed upałem. Basen zwiększył intensywność poczucia wakacyjnego czasu.
Pod wieczór na wypalane słońcem trawy nasunął się cień. Ciemniało szybko, aż do zapadnięcia zmroku. Późnym wieczorem szum gałęzi dał znać o wzmagającym się wietrze. Pierwsze błyski rozświetliły niebo w momencie gdy dzieci już spały. Coraz mocniej i częściej przestrzeń przeszywał dźwięk piorunów. Burza dotarła w godzinę i zatrzymała się nad głową. Grzmoty następowały prawie dokładnie w tym samym momencie, w którym pojawiał się błysk przecinający niebo zygzakiem i rozświetlający otoczenie tak, jakby na chwilę wrócił dzień. Nagle zgasło światło. Wyłączyły się wszystkie urządzenia. Ciemno zrobiło się także w obiektach osiedla sąsiadującego z posesją. Trzy minuty później światło wróciło, dzięki agregatom prądotwórczym, które właśnie włączyły się. Zostawił boczne światło w salonie i z niepokojem patrzył na taras. Dziwna to była burza, bo nie towarzyszył jej deszcz, a jedynie silny wiatr. Bał się, że obserwowane nad głową wyładowania mogą zaznaczyć się gdzieś na dole. Pioruny mogłyby uderzyć w dom lub w pobliskie drzewa. Siła wyładowań, błyski im towarzyszące i grzmoty tworzyły atmosferę przebywania obok linii frontu w okopach wojennych. Pamiętał film, w którym akcja toczyła się we frotowym dowództwie, a błyski i odgłosy stanowiące tło tego co ukazane były bardzo podobne. Burza stała w miejscu jak działa nieprzyjaciela. Tak było do wczesnych godzin rannych. Dopiero o piątej przyszedł krótkotrwały silny deszcz, w zasadzie ściana deszczu, który w parę chwili zalał wszystko wokół. Prądu z elektrowni nie było nadal. Co gorsza po sześciu godzinach agregaty zakończyły pracę z powodu braku ropy. Dlaczego założył, że jakakolwiek możliwa awaria będzie krótsza? Brak energii niepokoił go. Rankiem próbował wyjechać z posesji, ale drogę tarasowała mu otwierana na pilota brama. Musiał pojechać do bocznego wyjścia, obok wartowni ochroniarzy. Ochroniarzy nie zastał, bo z powodu wyłączenia systemu monitorującego obiekt udali się na fizyczną inspekcję. Czekał, aż wrócą żeby otworzyć wyjazd. Kamery ważne są ze względu na otoczenie. Po sąsiedzku w kilkunastu, wielorodzinnych zazwyczaj domach, żyją ludzie wyglądający brzydko i biednie. Nieład charakteryzuje otoczenie domów. Widać tam wiele przedmiotów, czasami jakiś starych maszyn, czy elementów samochodów, które gromadziły się tam kilkadziesiąt lat. Bałagan narastał i dziś jest to zbiorowisku rzeczy różnych, będących świadectwem kultury materialnej minionej epoki. Obok budynku po drugiej stronie ulicy, na przeciw bramy wyjazdowej zobaczył starszego mężczyznę, który stał, opierał się na lasce i wpatrywał się mu wnikliwie. Ten wzrok drażnił go. Nie utrzymywał kontaktów z sąsiadami i raczej obawiał się ich. Wiedział, że wielu z nich boryka się z bezrobociem. – Na pewno żyją z tego, co ukradną – myślał. Z placu po drugiej stronie ulicy wyjechał samochód. Podobnie inne auto ruszyło spod kolejnego budynku. Oba samochody zniknęły w dole ulicy. On tymczasem stał uwięziony za zamkniętą bramą, znosząc wzrok starego mężczyzny. A czas naglił. Chciał pojechać do zakładu energetycznego, aby wymóc szybsze włączenie energii. W wewnętrznym układzie domu pozostały resztki energii w akumulatorach systemu monitorowania i podtrzymania życia. Trzeba pojechać i sprawić, aby normalność wróciła. Nie można przecież ryzykować życia i zdrowia najbliższych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz