wtorek, 26 listopada 2013

Zimowe kapcie

Trochę się zapóźniłem w tym roku i dopiero pierwsze płatki śniegu zmusiły mnie do wizyty u wulkanizatora celem zmiany opon w samochodzie z letnich na zimowe. Przyszedł najwyższy czas wyposażenia samochodu w zimowe kapcie. Termin zimowe kapcie słyszałem wielokrotnie z ust różnych osób wokół mnie. Jest w takim określeniu coś miękkiego i ciepłego zupełnie wbrew wulkanizacyjnej rzeczywistości. Po pierwsze pora roku nieprzyjazna – zimno, ciemno z powodu szybko zapadającego zmroku, dodatkowo wilgotno, a przez to temperatura subiektywnie odczuwalna dużo niższa jest niż ta mierzona termometrem. Wielokrotnie przekonałem się, że bardziej się marznie w porze wilgotnego listopada niż później kiedy dosypie śniegu i złapie lekki przymrozek. Po drugie wreszcie zakłady wulkanizacyjne nie są z reguły miejscami ciepłymi i przytulnymi. Nie myślę oczywiście o wielkich serwisach oponiarskich wyglądających jak autoryzowane stacje obsługi topowych marek samochodów. Te serwisy to obszerne hale o wykafelkowanych podłogach i ścianach. Podatek od możliwości przejechania samochodem po glazurze widoczny jest oczywiście w cenniku usług. Tak, wiem, że zdjęte opony wkładane są tam do czegoś w rodzaju pralki celem ich odpiaszczenia i umycia. Zakłady wulkanizacyjne, z których korzystam to zazwyczaj kawałek zaadaptowanego baraku, czy większego garażu. Pomieszczenia sprawiają wrażenie wiaty raczej, bo zdjęcie kół z samochodu odbywa się na betonowym podjeździe, a tylko demontaż i montaż nowych opon bardziej w głębi. Wieje chłodem i trochę poraża brudem, bo to nieczysta praca. Podziwiam zawsze charaktery pracujących w zakładzie, ubranych wielowarstwowo mężczyzn. Mają zaczerwienione od chłodu twarze i trwale przybrudzone dłonie. Wiem na czym polega ich praca, bo zawsze wtedy gdy korzystam z samochodu wyposażonego w opony sezonowe na drugim niezależnym komplecie felg, to funduję sobie zazwyczaj samodzielną zmianę kół na własnym podwórku , z szarpaniem się celem poluzowania śrub, z podnoszeniem samochodu na lewarkach itd. Wiem jak pękać potrafi kręgosłup kiedy trzeba dźwignąć koło aby włożyć je na śruby wystające z tarcz i bębnów, zwłaszcza wówczas gdy koła mają nieco większe rozmiary.
Tak więc w zakładach, które odwiedzam pracują mężczyźni o mocnych kręgosłupach i silnych dłoniach, twardych charakterach i specyficznym lekko topornym poczuciu humoru. Te cechy dotyczą zazwyczaj całego zespołu pracowników. Bardziej delikatny chłopak, który chciałby się tu nająć celem dorobienia nie pasowałby do obrazka. Sam nie lubię być milczkiem - próbuję więc zagajać jakąś rozmowę. Żadnych intelektualnych wycieczek, żadnych subtelności. Trzeba zejść na określony poziom i odzywać się określonymi zwrotami, najlepiej krótkimi zdaniami lub pojedynczymi słowami. Bezpieczne jest mówienie o polityce – zwłaszcza źle, albo o ostatnim zakrapianym spotkaniu z kumplami.
Zauważam więc dużą opozycję między miękkością i rodzajem ciepła zawartego w określeniu zimowe kapcie a twardą rzeczywistością przestrzeni usług wulkanizacyjnych. Jest w tej przestrzeni jeden stały element odwołujący się do innych wyobrażeń i innego świata. Zauważyłem, że we wszystkich zakładach, w których byłem, znajduje się przypięty gdzieś na ścianie plakat ładnej dziewczyny w stroju toples, bogato obdarzonej w kobiece wypukłości. Albo plakat dziewczyny w stringach fotografowanej od tyłu, siedzącej na jakimś wspaniałym motorze i eksponującej czarująco wyglądającą w tej pozycji pupę. Zastanawiałem się czy patrząc na plakaty powinienem odczuć chłód wynikający z troski, że porozbierane dziewczyny przeziębią się w tym chłodnym klimacie, czy też wręcz przeciwnie odczuwać powinienem przypływ ciepła kontemplując niezwykłe kształty kobiecego ciała, urodę ich twarzy i magię ich spojrzeń. W każdym bądź razie, ci którzy tu pracują, w chwilach gdy wzrok i pada na plakat, rekompensują sobie najwyraźniej cały ten chłód, brud i trud miejsca pracy.

2 komentarze:

  1. Zakończenie notki jest najlepsze ;) Miałam dobrą zabawę przy czytaniu. Sama nie korzystam z takich usług, a opis warsztatu działa na wyobraźnię! I sceneria, i charaktery pracowników, i plakaty ze współczesnymi pin-up girls (nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że w takich przybytkach wiszą zdjęcia a'la Pamela Anderson z lat '90). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą Pamelą to dobre spostrzeżenie... ;-) Pozdrawiam.

      Usuń