piątek, 10 stycznia 2014

Kartka

Niespodzianka jaka mnie dziś spotkała uzmysłowiła mi coś, co do mojej świadomości pukało już wielokrotnie. Ale do rzeczy – po pierwsze: Niespodzianką jest kartka pocztowa jaką przyniósł mi dziś listonosz. Kartka niezwykła, bo dostałem ją od zapoznanej w przestrzeni blogów poetki i redaktorki pism artystycznych Małgorzaty Południak. Zaglądam do jej blogu Pierwszy Milion Nocy.
Kartka dotarła z Irlandii, gdzie dziś Małgosia mieszka. Oglądam teraz zdjęcie z odpoczywającymi na pastwisku owieczkami, udziela mi się ich wełniany spokój, czytam treść, oglądam odręczne pismo. Pamiętam wiersz i piosenką śpiewaną niegdyś przez Ewę Demarczyk, w której pada prośba: „...kiedy piszesz do mnie nie wystukuj wszystkiego na maszynie...”. W tym przypadku odczuwam dużo więcej, bo kartka została najpierw wybrana w kiosku czy księgarni, później wypełniona indywidualną treścią poetycką i wreszcie nadana pocztą. Przebyła fizyczną przestrzeń dzielącą mnie od Irlandii i teraz stoi przede mną na regaliku z książkami. Kartka jest - jak na kartkę przystało - z tekturki, z nadrukowanym zdjęciem, jest materialna. Ślad tuszu z długopisu jest materialny i znaczki pocztowe są materialne, została hojnie ostemplowana prawdziwymi pieczątkami.
W związku z kartką tą uświadamiam sobie względność wirtualnego świata. Często spotykam sąd, że prawie wszystko to, co dotyczy internetu i tworzonych tam przestrzeni wirtualnych, cechuje iluzja, są to byty nieprawdziwe, wymyślone, wykreowane... Jednak zawsze wtedy gdy przy okazji aktywności na blogach poznaję nowych ludzi, rozmawiam z nimi, wymieniam się zarówno tym, co publikowane w postach, jak i komentarzami; kiedy zaczynam korespondować prywatnie wiem, że nie są to kontakty z widmami, a z realnymi osobami. Odczuwam często intensywnie, materialnie i zmysłowo przestrzeń zdarzeń opisywanych w tekstach, czasami załączone zdjęcia pozwalają mi, jak przez okno, zajrzeć w świat autora blogu.
Wiele lat temu, w czasach bez komputerów i netu (rzeczywistość dla najmłodszych niewyobrażalna) utrzymywałem kilka kontaktów z ludźmi dzięki listom. Kiedy świat przyśpieszył w swoim nibyrozwojowym pędzie zwyczaj pisania listów zaczął zanikać, bo wydawało nam się, że nie mamy na nie czasu. Później paradoksalnie (i dobrze!) sztuka epistolarna odżyła z mailach. Do tego doszła możliwość szybkiej wymiany zdań, poglądów, tekstów literackich, galerii zdjęć w przestrzeniach blogów i portali społecznościowych. Korzystamy z możliwości wymiany informacji szerzej niż w listach do indywidualnego odbiorcy. Przelatują między nami wiązki elektroniczne bajtów zawierające literki, obrazy, dźwięki. Ale dobrze jest czasami dostać coś tak materialnego jak wypełniona ręcznie kartka pocztowa. A światy wirtualne znam od zawsze, chociaż niegdyś inaczej się nazywały, bo były to po prostu światy literackie.

Dziękuję Ci Małgosiu.




2 komentarze:

  1. Mam - co do światów wirtualnych - podobne odczucia :) . Kartka, list (papierowy, w kopercie) - to miłe niespodzianki. Lubię je dostawać i wysyłać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę :) Kiedy spierałam się z Paddym, że to dobry pomysł, a on dziwnie mi się przyglądał, kiedy z zapałem odmuchiwałam ślad od stempla, zaczynałam wątpić, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Lubię pobudzać, lubię ten rodzaj kontaktu z ludźmi, właśnie. Nie lubię być tylko iluzją. Dlatego czasami spotykam się z ludźmi poznanymi na blogu. Również Ci dziękuję i posyłam uśmiechy ode mnie i od Paddy'ego.

    OdpowiedzUsuń