niedziela, 26 stycznia 2014

Potrzeba kreacji

Najwyraźniej fakt pojawienia się dialogu dwóch wierszy został potraktowany przez niektórych jako zaproszenie do dalszych parafraz. Spotkałem się już z takimi reakcjami. Wierszyk jest tu impulsem do pisania jego wariacji albo impulsem do napisania wersowanego tekstu od siebie z podobnym motywem, wizją, emocjami. Oczywiście z reakcjami tego typu spotkałem się tylko na blogach wprost literackich lub blisko-literackich. Dwa lata temu zrezygnowałem definitywnie z udzielania się na blogach społeczno-publicystycznych, bo nie jest moim obywatelskim obowiązkiem oddawanie daniny politykom. Potrafię udzielać się w takich przestrzeniach, ale to nie moja bajka. 
Kiedyś napisałem wierszyk na zbiorczym blogu i zauważyłem, że w ciągu dwudziestu czterech godzin eksplodowały wiersze opublikowane przez innych użytkowników. Nie jest istotne czy powstaje w ten sposób wielka literatura czy nie. Nie o to chodzi. Każdy wierszyk ten lepszy i ten gorszy wyzwala nas z wszechogarniającego języka polityków i przyklaskujących im mediów. Każdy wierszyk tego typu odrywa nas od manipulującego nami języka reklamy.  Dlatego też nie oceniam publikowanych tekstów - wartością jest dla mnie to, że tego typu teksty w ogóle pojawiają się w blogowych przestrzeniach.
Trochę inaczej wygląda rzecz z publikowaniem krótkich tekstów prozatorskich. Początkowo jak umieściłem na blogu coś w rodzaju krótkich opowiadań z trzecioosobowym narratorem zauważyłem, że czytelnicy pogubili się. Mocno tkwią w schemacie, że blog to pamiętnik, a podmiot tekstu to autor. 

Najpierw do dialogu wierszyków dopisała się Inusia:

Codzienność
Dziś piątek.
Nie boli mnie głowa.
Farba zakrywa srebro skroni.
Mój mąż chce być mój, co ja na to poradzę.
Dzień jak dzień, taki sam jak inne.
Monotonia.
Czy będę dziś coś malować ?
Nie.
Bóg namalował wszystko lepiej.


Wczoraj w komentarzu swój tekst dodała Rybcia:
  
piątek jest tuż przed sobotą
pachnie rozkoszą
spełnieniem nadziei
oczy wpatrzone w cudowny dzień
znajdują słońce
dłoń, jak pędzel mistrza
maluje rozkosz
Ty i ja, jak bóg
tworzymy boską kreację
…i spełnia się

A przed chwilą pojawił się jeszcze tekst Sylwii, który nie będąc już parafrazą ma w treści coś korespondującego z poprzednimi wierszami:

Kolejna pauza do wypełnienia sobą
Może z samotnym kubkiem w dłoni
Swiat poza mną już nie jest taki zły
Może to tylko taka nazwa
Ot, nic nie znaczący poemat
Wyczekiwanie następnych chwil

Pies tak samo na mnie spogląda
Kot w swym przewrotnym pędzie
Gdzieś, po coś lub bez celu
I ja z nutą zagubionej niedzieli

Zatrzaskując hałaśliwą powszedniość
Doganiam nieodgadnione niebo
Na schodach spotykam prawdę niemą
I zrzucam nic nie znaczący rząd słów

Może już jutro, za tydzień
Może kiedyś, gdy jakieś potem
Przeminie, prześmignie jak cień

Może niedziela jest tylko snem
Może wydarza się ”po”
A może jeszcze ”przed”
Tylko czy w trakcie potrafię zgadnąć
Że jest.




Nie wiem skąd bierze się potrzeba literatury. Nikt tego nie wie. Lista odpowiedzi jest długa i będzie dłuższa. Prowadzenie rozważań o źródłach potrzeby kreacji literackiej samo zamienia się w literaturę. Znam objawy tego stanu. Kiedyś napisałem o tym w komentarzu do blogu, w którym rzecz tyczyła się sklepu papierniczego. Napisałem tak:

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa – chyba druga lub trzecia klasa podstawówki – religia była jeszcze przy kościołach, a nie w szkole. Chodziliśmy któregoś dnia rano na katechezę, bo szkoła była od jedenastej. Wracając zachodziliśmy zawsze do sklepu papierniczego i gapiliśmy się w lady. Wszystko tam kusiło – i to czym można było pisać, rysować, malować. I to – na czym można było pisać… Za ladami stały ekspedientki w czerwonych fartuszkach z tlenionymi, tapirowanymi, ogromnymi fryzurami. Co takiego kuszącego było wśród akcesoriów sklepu papierniczego? Chyba to, że nie oferował skończonych, finalnych produktów. Raczej środki do osiągania czegoś… Rósł apetyt na pisanie.



3 komentarze:

  1. Komentarze są też tu: http://zwierciadlo.pl/uzytkownicy/Pawel6/blog/129780

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna akcja i wymiana. Zaliczam się do tych, którzy boją się pisać wierszy, by nie bezcześcić tego aktu. Tworzyłam je w liceum (przyczyna: "fatalne zauroczenie") i dziś się z nich śmieję. Dla mnie proza jest miejscem na wszystko, z każdego materiału da się ją ulepić. Poezję też, ale to inny rodzaj rzeźbienia. Wiersze są jak ulotne święto, a w kilku słowach i ich grze ze sobą da się zawrzeć całe światy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja - podobnie jak Marta - nie mam śmiałości, odwagi, by pisać (a co dopiero pokazywać światu!) wiersze. Większość kiedyś napisanych przeze mnie wierszy również była podyktowana "fatalnym zauroczeniem" :D. A tak poza tym to nie czuję też ostatnio potrzeby, by je tworzyć. Wolę czytać cudze poezje i bardzo lubię to robić :)

    OdpowiedzUsuń