wtorek, 4 lutego 2014

Do światła



Mocne słońce - jakby nie zimowe już - kusi do tego, aby wyjść z pomieszczeń, oderwać się od spraw bieżących i pozwolić sobie na chwilowe chociaż przemierzanie jasnej przestrzeni. Taka myśl pojawia się w głowie na widok rozświetlonego dnia. Z tą myślą walczy myśl druga, nie wprost, lecz w tle, podskórnie. Myśl druga nakazuje trwać w zastanym punkcie, bo takie wyjście oznaczałoby podjęcie działań antynawykowych, antynałogowych. Bo nałogiem jest podejmowanie działań, które dowodzą zaangażowania w pracę. O nałogowym wykonywaniu tych czynności najlepiej przekonać się można w okresie gdy z przyczyn niezależnych, zewnętrznych efektywność pracy skazana jest na porażkę. Mocno odczuwalne jest to zwłaszcza wówczas, gdy z efektami działań zawodowych powiązane jest zjawisko sezonowości o dość wyraźnej i mocnej amplitudzie. Zaczyna się więc szereg mocno automatycznych czynności typu przeglądanie notatek, baz danych, kontaktów, listy zadań bieżących, list zadań archiwalnych. Wszystko to w głupim przeświadczeniu, że można tam znaleźć coś, co będzie źródłem nowego efektu zapisanego po stronie przyszłego sukcesu. W okresie nie-sezonu trudno o taki bodziec. Poza tym obietnica prezentu w postaci rozbudowującej się listy sukcesów też jest mocno napompowana jakimiś hormonami motywacyjnymi. Prawdziwa satysfakcja rzadko kiedy wynika z sukcesów zawodowych. No chyba, że komuś udaje się robić w pracy to, co lubi, co stanowi pasję i koloryt życia, jeżeli komuś udaje się zbliżyć do siebie pracę i pierwsze hobby. Może tak raz na kilkadziesiąt tysięcy zatrudnień jest to możliwe?



Uświadamiam sobie, że najprawdopodobniej moja aktywność koncentruje się na czynnościach, których celem jest zachowanie pozorów. Zostawiam więc wszystko i idę nabrać dystansu.



Powietrze jest dużo chłodniejsze niż wskazywałby na to obraz dnia oglądany przez szybę z ciepłego wnętrza. Duża wyższa niż zwyczajowo temperatura ma jednak wpływ na rośliny. Ze zdziwieniem oglądam nabrzmiałe pąki magnolii, które wydają się za chwilę wybuchnąć.

Już po kilku minutach od wyjścia z „klatki” odczuwam odprężenie i unormowanie wszelkich procesów myślowych. Światło jest mocne, kontrastowe. Idę pod słońce, wchłaniam fotony, rejestruję zmieniające się obrazy na linii wzroku. Próbuję nie myśleć... w ogóle. 



6 komentarzy:

  1. Początek fenomenalny gdybyś rozwiną wątek myśli wypierających się i dołożył monolog nie opis było by wspaniałe.Pomysl nad taką alternatywą.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale coś mi się od kilku dni ciężko myśli... :(
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Gdy dopadają mnie nieznośne, męczące myśli, też tak lubię wyjść z "klatki" - to zawsze pozwala mi nabrać dystansu... :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Styczeń i luty, to miesiące w których zupełnie odpuszczam podejmowanie decyzji, przemyślenia również przychodzą z trudem. Mam nadzieję, że spacer pozwolił Ci na kalrowniejszą myśl :)

    OdpowiedzUsuń