sobota, 17 maja 2014

Kiedy



kiedy wyszłaś pozbierałem szkła z podłogi
plamy burgunda wżerały się w gładź ściany w salonie
zostaną jako wspomnienie dnia ostatecznego niezrozumienia
światów odległych jak droga mleczna

dziś na ulicy owionęła mnie staromodna woń Coco Chanel
zapachu pobudzającego męskość gotową do zaspokajania
zmysłów twoich bezdennych potrzeb
zapach ten będzie moim przekleństwem dalej niż kres andropauzy
niż zmierzch świata mojej dotykowej wyobraźni

słoneczna ulica pełna jest roześmianych dziewcząt
ich oczy emanują szczęśliwością chwili rozwiniętej młodości
pożeram wzrokiem subtelne smukłości
zmysłowe krzywe
przewrotna wrażliwość dojrzałego mężczyzny
realizuje się w kontemplacji młodzieńczych rozkwitów
i w stabilnej dojrzałości kobiet
rodzącej spokój i zrozumienie
że nie wszystko stracone
jeszcze


9 komentarzy:

  1. Najbardziej spodobała mi się pierwsza zwrotka i jej dwa początkowe wersy, tak obrazowe mimo pewnej oszczędności, minimalizmu. Przyciągnęły moją uwagę. Wywołała we mnie zabawne wspomnienie, jak dawno, dawno temu, przez przypadek zalałam śnieżnobiałą ścianę winem... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co na to właściciel ściany...? :)

      Usuń
    2. Wręczył mi zestaw, w który wchodziły cif i gąbka. Mało romantycznie. Podczas szorowania okazało się, że wino nie schodzi i wtedy zamalował poplamioną część ściany. Taki ze mnie szkodnik... :)

      Usuń
  2. Bo właściwie tylko dojrzały mężczyzna jest w stanie zrozumieć młodość z jej radością. I docenić wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń