poniedziałek, 30 czerwca 2014

Przedświt




wstaję nad ranem do świata pogrążonego
w żelazną moc sennego otępienia
w przekonanie, że daje to odprężenie

podnoszę się pobudzony muzyką parku
dobiegającą z uchylonego okna
zapachem nie zważonej upałem
zieleni

to pora lekkich myśli
pędzących zwyczajowo w kilku
dziwnie nie kolidujących w tym momencie
symultanicznych wątkach

z przestrzeni informatycznych sieci
docierają do mnie wersy
wczorajszej refleksji poetów

biegnę ścieżkami wyciętymi w chaosie ziemskim
siłą ich szczególnej imaginacji

są jak legenda o dawnym świecie
jak odwieczne marzenia o spełnieniu
wbrew presji złej epoki i ludzkiej nieprzychylności

naładowany energią mentalną
z łatwością przenoszę się w krąg spraw codziennych
bez lęku, bez buntu

powietrze ma rześką świeżość letniego poranka
… i stanie się dzień


piątek, 27 czerwca 2014

Lśnienie


Ewa Sonnenberg



piersi rozstrzelane pociskami
malującymi przestrzeń złocistych smug
pustynnych burz...
arcykapłani promieni słońca
depcząc świat nieboski zamierają
wchłaniani w ruchome piaski

kontemplując beduinów wędrówkę
rozświetlasz umysł błyszczącą poświatą
rozszczepiasz świadomość w atomy wiatrem gnane
opuszczasz oazę chwili bieżącej
idąc za wzrokiem utkwionym w wydmy
zostawiasz powidokę fatamorgany


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Port



Wiemy z dziejów starożytnych, że wielki myśliciel Platon w swojej wizji Państwa nie widział miejsca dla poetów. Wygnałby ich stamtąd jako element szkodliwy. Czy współczesny Platon miałby zrozumienie dla roli poetów? Poświęcają dużo energii na działania tak wątpliwie produktywne. Nie da się zmierzyć ich pracy rosnącymi słupkami zysku finansowego, gorzej – czytający lub słuchający wytworów ich umysłu ludzie zapadają w dziwny letarg, który może być groźny dla wskaźników ekonomicznych obliczonej na produkcję rzeczy użytecznych w materialnej gospodarce. Kiedy sztab zawodowych coachów walczy każdego dnia o holistyczną konstrukcję idealnego pracownika, którego mózg realizuje wyłącznie wyuczone algorytmy, a zdolności manualne spożytkowane są na pracę idealnego automatu, który każdą kalorię energii poświęci dla realizacji nadrzędnego dobra... Kiedy sztab profesjonalnych coachów trudzi się, aby w skali społecznej nie została uroniona najmniejsza drobina osobowej produktywnej energii, wkrada się poeta, który niweczy ich dzieło. Przebywający pod jego wpływem ludzie zaczynają rozmyślać w sposób niekontrolowany, zaczynają marzyć, tok ich myśli tworzy dziwne konstrukcje nazywane refleksjami, umysł oddala się od fizycznego tu i teraz. Gdyby współczesny Platon rozważył to wszystko mógłby podobnie jak jego starożytny odpowiednik dojść do wniosku o koniecznym wygnaniu poetów. Gdyby poeci wygnani zostali w sobotę 21 czerwca 2014 roku to w swojej tułaczce na pewno zawitali by do Chorzowa, do Sztygarki, na zlot osób takich jak oni, na dwunastą edycję Portu Poetyckiego.


O Porcie Poetyckim wiem od kilkunastu dni, chcę oderwać się od spraw bieżących, od powszednich ważnych problemów, od codziennego rytmu pracy zawodowej... Po siódmej rano wsiadam więc do ekspresowej linii komunikacyjnej, autokar wiezie mnie z Wrocławia w kierunku górnośląskiej aglomeracji. Czas podróży poświęcam na lekturę kilku ulubionych literackich witryn internetowych. Rozmawiam też na komunikatorze z kimś, kto nie mógł towarzyszyć mi na ten poetycki zlot. Budujemy wyobrażenie spotkania poetów. Rozmawiam i czytam, dojeżdżam, wyskakuję na katowicki bruk. Stamtąd dwa przystanki autobusem miejskim i kilkadziesiąt kroków do kompleksu Sztygarki. Pojawiam się na dziesięć minut przed planowanym początkiem warsztatów poetyckich. Witam się ze znaną mi z sieci poetką Małgorzatą Południak, widzę organizatorów Portu. Przede mną stoi Barbara Janas-Dudek, w wejściu do budynku Jacek Dudek rozmawia z pracownikiem ośrodka. Poznaję się z przybyłymi uczestnikami, słyszę imiona Wojtek, Ewa, Leszek, Adam, Mariola... W sali teatralnej trwają ostatnie prace przygotowujące popołudniowe zdarzenie główne i towarzyszące mu wystawy plastyczną i fotograficzną. My udajemy się na tyły budynku, gdzie w sali na piętrze zasiadamy przy podłużnym stole. Prowadzący warsztaty Jerzy Suchanek prosi pierwszą osobę o przeczytanie przygotowanego utworu. Słuchamy w skupieniu. Strząsamy z siebie resztki pośpiechu. Czas zaczyna płynąć inaczej. Znalazłem się w grupie osób, które spotkały się po to, aby rozważyć każde słowo, jego adekwatne użycie w stosunku do oznaczanej rzeczy, zjawiska, uczucia. Chcemy zbadać to w jaki sposób słowo może być nośnikiem sensów trudnych, subiektywnych, subtelnych, albo też emocji gwałtownych, stanów ducha euforycznych bądź niskich. Czy poezja może być nośnikiem treści publicystycznych? W jakich proporcjach żeby nie powiało mentorstwem? Czy wystarczy użyć w wierszu nazwy przedmiotu wywołującego dźwięk, aby dźwięk ten słyszalny był, a wraz a nim odczuwalny był taki a nie inny nastrój? W jaki sposób wyjąć słowo z jego utrwalonego związku frazeologicznego, żeby w nowym układzie nie wyszło sztucznie, banalnie czy niezamierzenie śmiesznie? W jaki sposób podjąć w poezji temat trudny taki jak niepełnosprawność dziecka, aby w efekcie wyszło poważnie i emocjonalnie, ale nie tkliwie?


Przychodzi czas pauzy. Papieros, kawa, herbata... Przenosimy się do kawiarni. W planie mieliśmy powrót. Nie udało się, bo kawiarnia i poezja dobrze się przecież komponują. Kontynuujemy warsztaty. Poruszamy tematy w zasadzie fundamentalne. Którzy poeci wyznaczyli punkty milowe polskiej twórczości lirycznej. Jaka jest rola twórczości poetyckiej w kodyfikacji, konserwacji i rozwoju polskiej mowy. Co nowego w sposobie mówienia wierszem.



Za oknem rośnie tłum przybywających gości. Za kilkanaście minut rozpocznie się zasadnicza część tegorocznej edycji Portu Poetyckiego. Zajmujemy miejsca w sali widowiskowej, gasną światła, krótkie powitanie i zaczyna się. Główni goście prezentują swoją twórczość. Znowu cisza, kontemplacja, aktywny odbiór, aktywny bo przekładający się na osobiste refleksje, na poszukiwanie bodźców kierujących myśl na nowe tory, wewnętrzne poszukiwanie pól wspólnych między światami czytającego i słuchającego.



Czytaniu towarzyszą dwie wystawy plastyczne, krótką mową wprowadzającą zaprezentowane zostają dwie artystki: Barbara Trzybulska i Anna Wołoch. Prace ceramiczne Trzybulskiej miałem okazję poznać wcześniej za sprawą tego, że obrazy tych prac używa Małgorzata Południach jako ilustracje do tekstów swojego blogu. Prace ciepłe, bo emanujące często czerwonawym kolorem wypalonej glinki. Fotografie Anny Wołoch wprowadzają widza w ciekawy świat, gdzie pozornie zwykłe obiekty, takie jak przykładowo poręcz krętych schodów, budują przestrzeń emanującą niezwykłością i zdają się otwierać okno do świata baśni. I nie ma w tym nic banalnego.
Kiedy na scenę wchodzi Joanna Vorbrodt i zaczyna się koncert jej piosenek, poetycki klimat portowego zlotu potężnieje. Nie tylko za sprawą wykorzystania w jednym z utworów tekstu poetki Magdaleny Gałkowskiej. Prezentowana muzyka, sposób jej wykonania, teksty tworzą dobry przerywnik i ilustrację zarazem do poetyckich prezentacji.



W kuluarach Portu robi się swobodniej, rozmowy, wymiana informacji pomiędzy tymi, którzy dawno się nie widzieli. Herbata, piwo... Miejscowi twórcy porzucają literacką polszczyznę na rzecz tej gwarowej, śląskiej. Słucham chciwie. Przed nami ostatnia część wieczoru Hyde Park i prezentacje kolejnych twórców. Czytanie z estrady, w świetle reflektorów, do mikrofonu, kierując słowa z jasnej sceny w kierunku ciemnej przestrzeni, ciemnej, ale bardzo osobowej. Trwa rotacja - widzowie wchodzą po kolei na estradę, schodzący ze sceny wracają na widownię.

Jest środek nocy gdy mój autokar rusza i wjeżdża w ciemność opuszczając Górny Śląsk, kierując się w stronę tego Dolnego. W głowie układają się słowa...




 Fot. Paweł Dąbrowski i Leszek Sobeczko

Lista uczestników XII Portu Poetyckiego - tu



sobota, 14 czerwca 2014

Kwartalnik

Od dziś dostępny jest nowy numer kwartalnika sZAFa a w nim moje 3 gr.


Hugo Giza


Zawartość
POEZJA:

Stanisław Dłuski, Kamila Gołębiowska, Izabela Kawczyńska, Mariusz Kusion, Paweł Lekszycki, Anna Musiał, Krystyna Myszkiewicz, Bartosz Popadiak, Adam Pluszka,
Aleksandra Słowik, Omir Socha, Jacek Świerk, Włodzimierz Szymczewski, Maciej Taranek, Janusz Taranienko

PROZA:

Wojciech Burda, Jacek Durski, Ewa Frączek, Mirosław Gabryś, Bartosz Popadiak, Beata Zdziarska, Ryszard Lenc, Karol Maliszewski

LAUREACI KONKURSU - VIII OGÓLNOPOLSKI KONKURS LITERACKI „OKNO” - POEZJA:

Protokół pokonkursowy, Łowca pieśni, Cicha marzycielka, Szetlandk, Anakin, Jusia, Klocki Lego, Realistka, Taneczna aktorka

LAUREATKA KONKURSU "CZAS SZKOŁY - CZAS DOJRZEWANIA"

Alicja Ćwiklińska

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO:

Mirek Antoniewicz, Glenn Brady, Małgotrzata Bieniek-Strączek, Władysław Gałczyński, Piotr Kamieniarz, Piotr Kolanko, Hugon Lasecki, Ewa Miler, Witold Pazera, Raymond Salvatore Harmon, Kateryna Sokolenko, Wojciech Wojtkielewicz

sZAFa Presents:

Ewa Frączek - Nike Joanny Bator – chwilami było ciemno, chwilami prawie noc. Ale światełko też było.
Hugon Lasecki - Andrzej - wspomnienie o Andrzeju K. Waśkiewiczu
Karol Maliszewski - Dwaj poeci jednego języka
Marta Kołodziejska - Grafika da się lubić – cykl tekstów niekoniecznie poważnych o najpoważniejszej niepoważnej przygodzie,
jaka mi się w życiu przytrafiła.
Paweł Łęczuk - Kolędnicy [7 i 8]
Maja Staśko - Treny Jana Kochanowskiego – arcydzieło kinematografii (II)

ESEJ-FELIETON-RELACJE:

Paweł Dąbrowski - Do poetyckiego klasztoru
Ewa Frączek - Platon wygania poetów ze swojego Państwa. Oni jego też.
Michał Kurkowski - Ja Wokół Brzydkiego kaczątka Hansa Christiana Andersena
Karol Maliszewski - Dlaczego ludzie piszą
Maja Staśko - Maja i Dycio

TEATR, FILM:

Izabella Bartnicka - Żałosne czy śmieszne...?
Natalia Pecyna - Återträffen – nagrodzony Złotym Żukiem zjazd absolwentów
Joanna Roś - O tym, co pierwsze

KRYTYKA LITERACKA-RECENZJA:

Dorota Bucka - Szaleństwa dziewięćdziesiątych nocy, czyli recenzja książki Dziewięćdziesiąte Sławomira Shuty
Oliwia Betcher - Gra (sama w sobie) nie jest widowiskowa, Maciej Taranek, Repetytorium
Rafał Derda - To co we mnie prawdziwie wymówił, czyli na temat Imitacji życia i innych wierszy Petera Gizzi. * O poprawność polskiej poezji, czyli na temat W wierszu i
między wierszami. Szkice o twórczości Bohdana Zadury
Ewa Frączek - Dzieci północy Salmana Rushdiego
Natalia Pecyna - Walka pamięci z zapomnieniem - Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek Jonasa Gardella
Alx z Poewiki - Misirlou – czytanie w oczach Ewa Solska Misirlou
Małgorzata Południak - Po dwóch stronach, o tomiku Aleksandry Słowik Pomiędzy kwartałami śpieszył sie i zwlekał * Antypody, czyli o Fantomie Magdaleny Gałkowskiej
Klaudia Raczek - Sztuka pozorów. O książce naukowej Sztuka jako pozór? Ewy Majewskiej * Mordor o Mordorze
Teresa Radziewicz - Bachmann i Celan * Poproszę Owoce noża, czyli o książce Michała Murowanieckiego
Rafał Różewicz - Rzeczy Rzeczywiste i dalej, Zygmunt Krukowski,
Rzeczy R
Jakub Sajkowski - Przerwana Lekcja Oddychania. O debiucie Ewy Świąc * Prostsze (i lepsze) niż szczęśliwe zakończenie. Adam Pluszka, Zestaw do besztań.
Maja Staśko - Sławianie, my lubim sie (o Dziewięćdziesiątych Shutego)
Kataryzna Tchórz - Nie(spokojne) zbliżenie
Marcin Włodarski - Brzydka czy piękna? O Polsce w nowej książce Andrzeja Stasiuka.

WYWIADY:

Mateusz Grzeszczuk - rozmawia z członkami zespołu Dagadana
Małgorzata Południak - rozmawia z Darasem Bareyą
Marcin Włodarski rozmawia z Adamem Pluszką

środa, 11 czerwca 2014

Poezja Ewy

Nagłe uderzenie palących upałów rozgrzewa miasto. Ornamenty z piaskowców w starych kamienicach promieniują ciepłem. Fala orzeźwienia nadchodzi od strony fontanny. Zostawiam samochód na przedpolu ścisłego centrum Wrocławia i idę w kierunku Rynku. Jest bardzo gorąco, ale nie odczuwam tego jako krzywdy. Wręcz przeciwnie. Wiele miesięcy czekałem na dni, w których moim strojem będą krótkie spodnie, T-shirt i sandały. Idę w głąb ulicy św. Mikołaja w poszukiwaniu pubu „Nagi Kamerdyner”. Za kilka minut zacznie się tam spotkanie z poetką Ewą Sonnenberg promujące książkę „Wiersze zebrane”, dorobek dwudziestu lat działań artystycznych.



Wrocław to moje miasto i niby je znam, ale czasami błądzę. W ostatnich latach wszystko szybciej się zmienia. „Nagi Kamerdyner” ukrywa swą nagość przed okiem przypadkowych przechodniów. Wreszcie znajduję. Lokal mieści się w wewnętrznym podwórku kamieniczki naprzeciwko Hotelu Sofitel. Zaraz za wejściem do klubu ze strip-tease'em. Ciekawe czy ktoś dziś pamięta, że trzydzieści lat temu podwórko to było niedostępne, a cała kamieniczka była siedzibą zarządu zakładów odzieżowych Intermoda? Tam gdzie dziś piętrzy się Sofitel był udeptany plac, po zburzonych w czasie wojny kamieniczkach. Plac pełnił funkcję dzikiego parkingu.



W „Kamerdynerze” grupa rozglądających się osób i wyczuwalny nastrój oczekiwania. Wchodzę w głąb pomieszczeń. Uderza mnie gorączka nieklimatyzowanych pomieszczeń. Wydaje mi się, że trudno będzie pogodzić ten piec z poezją. Nie jest tak źle. Dobrze zmotywowany organizm szybko adaptuje się do otoczenia. Gasną światła, pozostaje jedna lampka na stoliczku w rogu pomieszczenia. W powietrzu płyną pociągłe dźwięki kontrabasu. Dźwięki te wydobywają się z prawdziwego instrumentu, nie z odtwarzacza. Jest subtelna różnica między dźwiękiem oryginalnym, a tym odtwarzanym, zapisanym wcześniej na jakimś nośniku. Oryginalny dźwięk zniewala, buduje tło. Na tle muzyki dwie siedzące przy stole z lampką dziewczyny zaczynają czytać wybrane wiersze Ewy Sonnenberg.

Nasz fin de siécle zaczął się dzisiaj
przed chwilą dokładnie o piątej po południu
w Cafe de France przy głównej ulicy
ale czy to ma jakieś znaczenie
skuteczność muskularnych homoseksualistów
i melancholijnych bezpłciowych kobiet
w marynarkach po niedoszłych
przypudrowują błąd natury produkt uboczny
hormonów i sztucznych alienacji
farmakologiczne królestwo probówek

Zapominam już o tym, że nieopodal kilkadziesiąt metrów dalej dudni puls centrum upalnego, słonecznego, atrakcyjnego turystycznie miasta. Półmrok, piękne czytanie, muzyka izolują mnie od otoczenia. Z minuty na minutę robi się coraz bardziej podniosła atmosfera. Trochę jak w teatrze, trochę jak w kościele...


Mnie nie ma Po co
ten hałas zgiełk krzyk płacz jęki
piski klaksony syreny alarmowe
karmione odblaskową czerwienią
na przemian z bojaźnią Kierkegaarda
pukanie do drzwi przeliterowanie nazwiska
układanie form grzecznościowych: Szanowna Pani
telefon za telefonem jak woda w czajniku
głos bez twarzy: Kochanie

Po co sztandary flagi proporce rebelie rewolucje
wojny psychozy przewroty więzienia szpitale burdele
szkoły akademie …

W miarę narastania znaczeń zapisanych w czytanych utworach obijam się w procesach myśli własnych o konieczność sprawdzenia własnej tożsamości, hierarchia wartości domaga się reinterpretacji, czuję niepokój o wynik tych procesów. Co znajdę na dnie wywróconej podszewki świata? Ocieram się o uczucie osamotnienia, które towarzyszy tego typu niepokojom. Półmroczne pomieszczenie wypełniają słowa kolejnego wiersza.

Nawet nie wiesz
jak bardzo
samotna
włóczę się po dworcu
zaczepiana przez szyldy
oglądam kosmetyki
ten zapach
coś przypomina
kredki szminki cienie
pudry róże
myślę o tobie
lada z błyskotkami
kolczyki wisiorki bransoletki
pierścionki obrączki
obrączki
znów myślę o tobie
patrzę na ceny
jabłka pomarańcze mandarynki
właśnie odjechał pociąg
do …



Kiedy prezentacja wybranych, starszych utworów zakończyła się kilka lamp rozświetliło lekko pozostałe kąty lokalu. Miejsce dziewczyn czytających poezję zajęła jej autorka Ewa Sonnenberg i Marcin Czerwiński, redaktor naczelny pisma Rita Baum, w bibliotece którego wydane zostały „Wiersze zebrane”. Tom pokaźny, zawierający na ponad pięciuset stronach wiersze z dziesięciu zbiorów.
Następuje prezentacja twórcy i część trudna chyba dla tych, którzy wiersze piszą - pytania: Dlaczego poezja? Czym jest poezja? Co to znaczy być poetą?... A później dla rozluźnienia atmosfery: Co robisz kiedy nie piszesz wierszy? Co lubisz robić poza pisaniem?...
Ewa mówiąc o sobie nazywa w pewnym momencie swoją poezję smutną... Refleksyjną – poprawia się w następnym zdaniu. Czyta najnowsze utwory z ostatniego przygotowywanego do wydania jako tomik poezji zbioru „Azra.pl”.

Napisać coś takiego
By pozostał wiersz a potem długo długo nic
Bo żadne inne słowo nie potrafiłoby mu sprostać
Jego metafory byłyby czymś nieosiągalnym
Jak dar wykradziony bogom
Jak głos kogoś kto przybył z odległej planety

Dobrze, że w wieczór promujący książkę poetycką wkomponowana została wprost poezja, że przybyli mogli spotkać się nie tylko z autorką, ale także bezpośrednio z jej wierszami. Nawet jeżeli na sali w jakiejś części obecni byli znajomi poetki, znający wcześniej jej utwory, to na pewno przyjemnie było im uczestniczyć w zaaranżowanej poetyckiej ceremonii.



Mógłbym napisać wiele słów o niezwykłym obrazowaniu w poezji Sonnenberg, o poetyckiej analizie sensów przez łączenie słów przyległych i odległych, należących do sfer wysokich, uświęconych i tych niskich, przyziemnych, czasami prymitywnych i wulgarnych wręcz, o potrzebie nieustannego potwierdzania własnej tożsamości i konieczności odbudowywania rozpadającej się hierarchii wartości. Mógłbym... Zachęcam przede wszystkim do indywidualnej lektury poezji, do osobistych odczytań.
Sama poetka napisała w notce na czwartej stronie okładki: Może jest to ostatnia książka poetycka. O każdym wierszu mogłabym napisać opowiadanie: o tym jak powstał, dlaczego powstał, jakie były okoliczności jego powstania. Bo każdy z tych wierszy ma osobną historię, osobliwą, wyjątkową i niepowtarzalną. Wiąże się z ludźmi, których kiedyś kochałam, i spotkaniami, które niekiedy zdarzają się raz na wiele stuleci. Każdy wiersz niesie przesłanie, jak rysować mapę wrażliwości i wiedzy, jak dostrzegać rzeczy poza zasięgiem codzienności. Jak pisał Paul Klee: „Sztuka nie tworzy niewidzialnego świata, sztuka czyni niewidzialne widocznym”.

W tekście cytuję fragmenty wierszy Ewy Sonnenberg: Fin de siécle, Szczekanie z radości. Najdłuższy dzień w roku, *** (Nawet nie wiesz...), *** (Napisać coś takiego...)





poniedziałek, 9 czerwca 2014

Kowalik



- Kot się bawi ptaszkiem - usłyszałem głos syna stojącego kilka kroków dalej w ogrodzie. Rzeczywiście. Nasza kotka leżała w trawie, a przed jej pyszczkiem siedział oszołomiony kowalik. Ptaszek nie poruszał się, ale żył. Kotka najwyraźniej traktowała go jako zabawkę. Jak tylko ptak próbował się poruszyć osadzała go łapą na miejscu. Postanowiliśmy popsuć kotu zabawę i uratować kowalika. Podczas gdy mój Maciek zajął się kotką i odwrócił jej uwagę ja ująłem ptaszka w dłoń i zabrałem. Z drugiej strony ogrodu postawiłem go na leżących tam kawałkach drewna do ogniska. Stworzenie siedziało w ptasim stuporze i nie ruszało się. Wyciągnąłem telefon i zacząłem robić zdjęcia. Ogłupiały ptaszek po drugim zdjęciu podfrunął i usiadł mi na trzymanym w dłoni smartfonie. Siadł na nim jak na żerdzi. Miałem go trzydzieści centymetrów od twarzy. Siedział i nie ruszał się. Przyglądaliśmy się sobie. Po kilku minutach przefrunął na znajdujący się blisko stolik. Siedział i obserwował otoczenie. Trwał w szoku. Trwał w szoku tak bardzo, że można go było palcem głaskać po główce. Wydawało mi się, że powoli mija mu napięcie. Coraz więcej osób zaczęło podchodzić, bo wydarzenie było niecodzienne. W pewnym momencie ptak poderwał się do lotu i pofrunął, aby wlecieć w przestrzeń między stojącymi w kącie ogrodu skrzynkami a żywopłotem.
Wydawałoby się, że na tym przygoda z ptakiem zakończyła się.



Kilka godzin później zobaczyłem jak moja córka niesie w dłoni tego samego kowalika tłumacząc, że znowu zabrała go kotu. Ponownie sprawdzaliśmy, czy kotka nasza nie uszkodziła fizycznie ptaszka. Ponownie stwierdziliśmy, że nie i ponownie próbowaliśmy ocucić tkwiące w lękowym bezruchu stworzenie. Trwało to chwilę. Zanieśliśmy później ptaka na stojącą na podwórku brzozę, bo widzieliśmy wcześniej, że na drzewie tym kowaliki często urzędowały. Ptak trzymał się kory i mrugał do nas czarnym oczkiem. Tak go zostawiliśmy.



Może jednak w beznadziejny sposób próbowaliśmy poprawiać naturę. Może ptak raz złapany przez kota traci instynkt samozachowawczy i staje się później łatwą ofiarą tego samego lub innego drapieżnika. Może stan szoku tak mocno utrwala się w umyśle ptaszka, że ma on już „popsute w głowie”.

A jak to jest u ludzi? Czy u nas też stan bardzo silnego lęku i szoku wywołanego nagłym zdarzeniem zewnętrznym psuje coś w głowie? Czy nam też mocno traumatyczne przeżycia niszczą instynkt samozachowawczy? Z kolei czy tkwiąc w stałym stresie zachowujemy się tak jak ten ogłupiały ptaszek próbując trzymać się jakoś pazurami rzeczywistości, łypiąc na straszny świat czarnym oczkiem?


poniedziałek, 2 czerwca 2014

W półmroku



w półmroku chłodnego poranka
oczy mocno otwierając wyplątałem się z embrionu pościeli
hipnotycznego ubezwłasnowolnienia

wielokrotnie pomyślałem, że ciąg wydarzeń
jest niesamoistny i wymaga ukierunkowania, mojej ręki
to postanowienie miałem utrwalić jak sugerowali

drżącą dłonią nalewałem wrzątek do kubka
ciemnobrązowy miał uniósł się i opadł
chciałem położyć się na podłodze – ot tak!

uczyli, że z rękami mocno rozłożonymi, wyciągniętymi do niebios
ustami rozciągniętymi w jakby-uśmiechu
nie można być chmurnym

idioci...