poniedziałek, 9 czerwca 2014

Kowalik



- Kot się bawi ptaszkiem - usłyszałem głos syna stojącego kilka kroków dalej w ogrodzie. Rzeczywiście. Nasza kotka leżała w trawie, a przed jej pyszczkiem siedział oszołomiony kowalik. Ptaszek nie poruszał się, ale żył. Kotka najwyraźniej traktowała go jako zabawkę. Jak tylko ptak próbował się poruszyć osadzała go łapą na miejscu. Postanowiliśmy popsuć kotu zabawę i uratować kowalika. Podczas gdy mój Maciek zajął się kotką i odwrócił jej uwagę ja ująłem ptaszka w dłoń i zabrałem. Z drugiej strony ogrodu postawiłem go na leżących tam kawałkach drewna do ogniska. Stworzenie siedziało w ptasim stuporze i nie ruszało się. Wyciągnąłem telefon i zacząłem robić zdjęcia. Ogłupiały ptaszek po drugim zdjęciu podfrunął i usiadł mi na trzymanym w dłoni smartfonie. Siadł na nim jak na żerdzi. Miałem go trzydzieści centymetrów od twarzy. Siedział i nie ruszał się. Przyglądaliśmy się sobie. Po kilku minutach przefrunął na znajdujący się blisko stolik. Siedział i obserwował otoczenie. Trwał w szoku. Trwał w szoku tak bardzo, że można go było palcem głaskać po główce. Wydawało mi się, że powoli mija mu napięcie. Coraz więcej osób zaczęło podchodzić, bo wydarzenie było niecodzienne. W pewnym momencie ptak poderwał się do lotu i pofrunął, aby wlecieć w przestrzeń między stojącymi w kącie ogrodu skrzynkami a żywopłotem.
Wydawałoby się, że na tym przygoda z ptakiem zakończyła się.



Kilka godzin później zobaczyłem jak moja córka niesie w dłoni tego samego kowalika tłumacząc, że znowu zabrała go kotu. Ponownie sprawdzaliśmy, czy kotka nasza nie uszkodziła fizycznie ptaszka. Ponownie stwierdziliśmy, że nie i ponownie próbowaliśmy ocucić tkwiące w lękowym bezruchu stworzenie. Trwało to chwilę. Zanieśliśmy później ptaka na stojącą na podwórku brzozę, bo widzieliśmy wcześniej, że na drzewie tym kowaliki często urzędowały. Ptak trzymał się kory i mrugał do nas czarnym oczkiem. Tak go zostawiliśmy.



Może jednak w beznadziejny sposób próbowaliśmy poprawiać naturę. Może ptak raz złapany przez kota traci instynkt samozachowawczy i staje się później łatwą ofiarą tego samego lub innego drapieżnika. Może stan szoku tak mocno utrwala się w umyśle ptaszka, że ma on już „popsute w głowie”.

A jak to jest u ludzi? Czy u nas też stan bardzo silnego lęku i szoku wywołanego nagłym zdarzeniem zewnętrznym psuje coś w głowie? Czy nam też mocno traumatyczne przeżycia niszczą instynkt samozachowawczy? Z kolei czy tkwiąc w stałym stresie zachowujemy się tak jak ten ogłupiały ptaszek próbując trzymać się jakoś pazurami rzeczywistości, łypiąc na straszny świat czarnym oczkiem?


5 komentarzy:

  1. Miałam podobny przypadek. Do domu wleciał mi kopciuszek a kiedy chciałam go złapać aby wypuścić, stał się "sztywny". Wyniosłam go na balustradę. Długi czas jeszcze wyglądał jak kukiełka, w końcu odfrunął.
    Dla ptaszka to był ogromny szok, który jak sądzę skraca mu poważnie długość życia. Myślę też, że trochę mu to "popsuło w łebku" tak jak człowiekowi sytuacja traumatyczna psuje. W końcu niewiele się różnimy, wszyscy jesteśmy dziećmi Matki Natury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam doświadczenia z ptakimi, zupełnie. Mój kot zabijał, taki był, żadnego przyduszania, straszenia, od razu mord.

    Myślę, że żaden lęk nie spływa po człowieku, zwierzęciu czy innym organiźmie, każdy ma inny ośrodek bólu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj rano wyprosiłam z domu kolejnego kopciuszka. Ten jednak był żywotny i od razu odfrunął. Młodziak. Jeszcze nie zna terenu. Był cieplutki i bał się ogromnie ale nie wpadł w aż takie przerażenie, żeby się nie ruszać.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał szczęście! Nie zdążył się zdenerwować... :)

      Usuń