środa, 11 czerwca 2014

Poezja Ewy

Nagłe uderzenie palących upałów rozgrzewa miasto. Ornamenty z piaskowców w starych kamienicach promieniują ciepłem. Fala orzeźwienia nadchodzi od strony fontanny. Zostawiam samochód na przedpolu ścisłego centrum Wrocławia i idę w kierunku Rynku. Jest bardzo gorąco, ale nie odczuwam tego jako krzywdy. Wręcz przeciwnie. Wiele miesięcy czekałem na dni, w których moim strojem będą krótkie spodnie, T-shirt i sandały. Idę w głąb ulicy św. Mikołaja w poszukiwaniu pubu „Nagi Kamerdyner”. Za kilka minut zacznie się tam spotkanie z poetką Ewą Sonnenberg promujące książkę „Wiersze zebrane”, dorobek dwudziestu lat działań artystycznych.



Wrocław to moje miasto i niby je znam, ale czasami błądzę. W ostatnich latach wszystko szybciej się zmienia. „Nagi Kamerdyner” ukrywa swą nagość przed okiem przypadkowych przechodniów. Wreszcie znajduję. Lokal mieści się w wewnętrznym podwórku kamieniczki naprzeciwko Hotelu Sofitel. Zaraz za wejściem do klubu ze strip-tease'em. Ciekawe czy ktoś dziś pamięta, że trzydzieści lat temu podwórko to było niedostępne, a cała kamieniczka była siedzibą zarządu zakładów odzieżowych Intermoda? Tam gdzie dziś piętrzy się Sofitel był udeptany plac, po zburzonych w czasie wojny kamieniczkach. Plac pełnił funkcję dzikiego parkingu.



W „Kamerdynerze” grupa rozglądających się osób i wyczuwalny nastrój oczekiwania. Wchodzę w głąb pomieszczeń. Uderza mnie gorączka nieklimatyzowanych pomieszczeń. Wydaje mi się, że trudno będzie pogodzić ten piec z poezją. Nie jest tak źle. Dobrze zmotywowany organizm szybko adaptuje się do otoczenia. Gasną światła, pozostaje jedna lampka na stoliczku w rogu pomieszczenia. W powietrzu płyną pociągłe dźwięki kontrabasu. Dźwięki te wydobywają się z prawdziwego instrumentu, nie z odtwarzacza. Jest subtelna różnica między dźwiękiem oryginalnym, a tym odtwarzanym, zapisanym wcześniej na jakimś nośniku. Oryginalny dźwięk zniewala, buduje tło. Na tle muzyki dwie siedzące przy stole z lampką dziewczyny zaczynają czytać wybrane wiersze Ewy Sonnenberg.

Nasz fin de siécle zaczął się dzisiaj
przed chwilą dokładnie o piątej po południu
w Cafe de France przy głównej ulicy
ale czy to ma jakieś znaczenie
skuteczność muskularnych homoseksualistów
i melancholijnych bezpłciowych kobiet
w marynarkach po niedoszłych
przypudrowują błąd natury produkt uboczny
hormonów i sztucznych alienacji
farmakologiczne królestwo probówek

Zapominam już o tym, że nieopodal kilkadziesiąt metrów dalej dudni puls centrum upalnego, słonecznego, atrakcyjnego turystycznie miasta. Półmrok, piękne czytanie, muzyka izolują mnie od otoczenia. Z minuty na minutę robi się coraz bardziej podniosła atmosfera. Trochę jak w teatrze, trochę jak w kościele...


Mnie nie ma Po co
ten hałas zgiełk krzyk płacz jęki
piski klaksony syreny alarmowe
karmione odblaskową czerwienią
na przemian z bojaźnią Kierkegaarda
pukanie do drzwi przeliterowanie nazwiska
układanie form grzecznościowych: Szanowna Pani
telefon za telefonem jak woda w czajniku
głos bez twarzy: Kochanie

Po co sztandary flagi proporce rebelie rewolucje
wojny psychozy przewroty więzienia szpitale burdele
szkoły akademie …

W miarę narastania znaczeń zapisanych w czytanych utworach obijam się w procesach myśli własnych o konieczność sprawdzenia własnej tożsamości, hierarchia wartości domaga się reinterpretacji, czuję niepokój o wynik tych procesów. Co znajdę na dnie wywróconej podszewki świata? Ocieram się o uczucie osamotnienia, które towarzyszy tego typu niepokojom. Półmroczne pomieszczenie wypełniają słowa kolejnego wiersza.

Nawet nie wiesz
jak bardzo
samotna
włóczę się po dworcu
zaczepiana przez szyldy
oglądam kosmetyki
ten zapach
coś przypomina
kredki szminki cienie
pudry róże
myślę o tobie
lada z błyskotkami
kolczyki wisiorki bransoletki
pierścionki obrączki
obrączki
znów myślę o tobie
patrzę na ceny
jabłka pomarańcze mandarynki
właśnie odjechał pociąg
do …



Kiedy prezentacja wybranych, starszych utworów zakończyła się kilka lamp rozświetliło lekko pozostałe kąty lokalu. Miejsce dziewczyn czytających poezję zajęła jej autorka Ewa Sonnenberg i Marcin Czerwiński, redaktor naczelny pisma Rita Baum, w bibliotece którego wydane zostały „Wiersze zebrane”. Tom pokaźny, zawierający na ponad pięciuset stronach wiersze z dziesięciu zbiorów.
Następuje prezentacja twórcy i część trudna chyba dla tych, którzy wiersze piszą - pytania: Dlaczego poezja? Czym jest poezja? Co to znaczy być poetą?... A później dla rozluźnienia atmosfery: Co robisz kiedy nie piszesz wierszy? Co lubisz robić poza pisaniem?...
Ewa mówiąc o sobie nazywa w pewnym momencie swoją poezję smutną... Refleksyjną – poprawia się w następnym zdaniu. Czyta najnowsze utwory z ostatniego przygotowywanego do wydania jako tomik poezji zbioru „Azra.pl”.

Napisać coś takiego
By pozostał wiersz a potem długo długo nic
Bo żadne inne słowo nie potrafiłoby mu sprostać
Jego metafory byłyby czymś nieosiągalnym
Jak dar wykradziony bogom
Jak głos kogoś kto przybył z odległej planety

Dobrze, że w wieczór promujący książkę poetycką wkomponowana została wprost poezja, że przybyli mogli spotkać się nie tylko z autorką, ale także bezpośrednio z jej wierszami. Nawet jeżeli na sali w jakiejś części obecni byli znajomi poetki, znający wcześniej jej utwory, to na pewno przyjemnie było im uczestniczyć w zaaranżowanej poetyckiej ceremonii.



Mógłbym napisać wiele słów o niezwykłym obrazowaniu w poezji Sonnenberg, o poetyckiej analizie sensów przez łączenie słów przyległych i odległych, należących do sfer wysokich, uświęconych i tych niskich, przyziemnych, czasami prymitywnych i wulgarnych wręcz, o potrzebie nieustannego potwierdzania własnej tożsamości i konieczności odbudowywania rozpadającej się hierarchii wartości. Mógłbym... Zachęcam przede wszystkim do indywidualnej lektury poezji, do osobistych odczytań.
Sama poetka napisała w notce na czwartej stronie okładki: Może jest to ostatnia książka poetycka. O każdym wierszu mogłabym napisać opowiadanie: o tym jak powstał, dlaczego powstał, jakie były okoliczności jego powstania. Bo każdy z tych wierszy ma osobną historię, osobliwą, wyjątkową i niepowtarzalną. Wiąże się z ludźmi, których kiedyś kochałam, i spotkaniami, które niekiedy zdarzają się raz na wiele stuleci. Każdy wiersz niesie przesłanie, jak rysować mapę wrażliwości i wiedzy, jak dostrzegać rzeczy poza zasięgiem codzienności. Jak pisał Paul Klee: „Sztuka nie tworzy niewidzialnego świata, sztuka czyni niewidzialne widocznym”.

W tekście cytuję fragmenty wierszy Ewy Sonnenberg: Fin de siécle, Szczekanie z radości. Najdłuższy dzień w roku, *** (Nawet nie wiesz...), *** (Napisać coś takiego...)





2 komentarze:

  1. Wczoraj dwie osoby zapytały mnie o wiersze Ewy, a tu proszę... coś było na rzeczy :)

    Gruba księga. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa relacja ze wspaniałego spotkania z poezją...

    OdpowiedzUsuń