poniedziałek, 23 czerwca 2014

Port



Wiemy z dziejów starożytnych, że wielki myśliciel Platon w swojej wizji Państwa nie widział miejsca dla poetów. Wygnałby ich stamtąd jako element szkodliwy. Czy współczesny Platon miałby zrozumienie dla roli poetów? Poświęcają dużo energii na działania tak wątpliwie produktywne. Nie da się zmierzyć ich pracy rosnącymi słupkami zysku finansowego, gorzej – czytający lub słuchający wytworów ich umysłu ludzie zapadają w dziwny letarg, który może być groźny dla wskaźników ekonomicznych obliczonej na produkcję rzeczy użytecznych w materialnej gospodarce. Kiedy sztab zawodowych coachów walczy każdego dnia o holistyczną konstrukcję idealnego pracownika, którego mózg realizuje wyłącznie wyuczone algorytmy, a zdolności manualne spożytkowane są na pracę idealnego automatu, który każdą kalorię energii poświęci dla realizacji nadrzędnego dobra... Kiedy sztab profesjonalnych coachów trudzi się, aby w skali społecznej nie została uroniona najmniejsza drobina osobowej produktywnej energii, wkrada się poeta, który niweczy ich dzieło. Przebywający pod jego wpływem ludzie zaczynają rozmyślać w sposób niekontrolowany, zaczynają marzyć, tok ich myśli tworzy dziwne konstrukcje nazywane refleksjami, umysł oddala się od fizycznego tu i teraz. Gdyby współczesny Platon rozważył to wszystko mógłby podobnie jak jego starożytny odpowiednik dojść do wniosku o koniecznym wygnaniu poetów. Gdyby poeci wygnani zostali w sobotę 21 czerwca 2014 roku to w swojej tułaczce na pewno zawitali by do Chorzowa, do Sztygarki, na zlot osób takich jak oni, na dwunastą edycję Portu Poetyckiego.


O Porcie Poetyckim wiem od kilkunastu dni, chcę oderwać się od spraw bieżących, od powszednich ważnych problemów, od codziennego rytmu pracy zawodowej... Po siódmej rano wsiadam więc do ekspresowej linii komunikacyjnej, autokar wiezie mnie z Wrocławia w kierunku górnośląskiej aglomeracji. Czas podróży poświęcam na lekturę kilku ulubionych literackich witryn internetowych. Rozmawiam też na komunikatorze z kimś, kto nie mógł towarzyszyć mi na ten poetycki zlot. Budujemy wyobrażenie spotkania poetów. Rozmawiam i czytam, dojeżdżam, wyskakuję na katowicki bruk. Stamtąd dwa przystanki autobusem miejskim i kilkadziesiąt kroków do kompleksu Sztygarki. Pojawiam się na dziesięć minut przed planowanym początkiem warsztatów poetyckich. Witam się ze znaną mi z sieci poetką Małgorzatą Południak, widzę organizatorów Portu. Przede mną stoi Barbara Janas-Dudek, w wejściu do budynku Jacek Dudek rozmawia z pracownikiem ośrodka. Poznaję się z przybyłymi uczestnikami, słyszę imiona Wojtek, Ewa, Leszek, Adam, Mariola... W sali teatralnej trwają ostatnie prace przygotowujące popołudniowe zdarzenie główne i towarzyszące mu wystawy plastyczną i fotograficzną. My udajemy się na tyły budynku, gdzie w sali na piętrze zasiadamy przy podłużnym stole. Prowadzący warsztaty Jerzy Suchanek prosi pierwszą osobę o przeczytanie przygotowanego utworu. Słuchamy w skupieniu. Strząsamy z siebie resztki pośpiechu. Czas zaczyna płynąć inaczej. Znalazłem się w grupie osób, które spotkały się po to, aby rozważyć każde słowo, jego adekwatne użycie w stosunku do oznaczanej rzeczy, zjawiska, uczucia. Chcemy zbadać to w jaki sposób słowo może być nośnikiem sensów trudnych, subiektywnych, subtelnych, albo też emocji gwałtownych, stanów ducha euforycznych bądź niskich. Czy poezja może być nośnikiem treści publicystycznych? W jakich proporcjach żeby nie powiało mentorstwem? Czy wystarczy użyć w wierszu nazwy przedmiotu wywołującego dźwięk, aby dźwięk ten słyszalny był, a wraz a nim odczuwalny był taki a nie inny nastrój? W jaki sposób wyjąć słowo z jego utrwalonego związku frazeologicznego, żeby w nowym układzie nie wyszło sztucznie, banalnie czy niezamierzenie śmiesznie? W jaki sposób podjąć w poezji temat trudny taki jak niepełnosprawność dziecka, aby w efekcie wyszło poważnie i emocjonalnie, ale nie tkliwie?


Przychodzi czas pauzy. Papieros, kawa, herbata... Przenosimy się do kawiarni. W planie mieliśmy powrót. Nie udało się, bo kawiarnia i poezja dobrze się przecież komponują. Kontynuujemy warsztaty. Poruszamy tematy w zasadzie fundamentalne. Którzy poeci wyznaczyli punkty milowe polskiej twórczości lirycznej. Jaka jest rola twórczości poetyckiej w kodyfikacji, konserwacji i rozwoju polskiej mowy. Co nowego w sposobie mówienia wierszem.



Za oknem rośnie tłum przybywających gości. Za kilkanaście minut rozpocznie się zasadnicza część tegorocznej edycji Portu Poetyckiego. Zajmujemy miejsca w sali widowiskowej, gasną światła, krótkie powitanie i zaczyna się. Główni goście prezentują swoją twórczość. Znowu cisza, kontemplacja, aktywny odbiór, aktywny bo przekładający się na osobiste refleksje, na poszukiwanie bodźców kierujących myśl na nowe tory, wewnętrzne poszukiwanie pól wspólnych między światami czytającego i słuchającego.



Czytaniu towarzyszą dwie wystawy plastyczne, krótką mową wprowadzającą zaprezentowane zostają dwie artystki: Barbara Trzybulska i Anna Wołoch. Prace ceramiczne Trzybulskiej miałem okazję poznać wcześniej za sprawą tego, że obrazy tych prac używa Małgorzata Południach jako ilustracje do tekstów swojego blogu. Prace ciepłe, bo emanujące często czerwonawym kolorem wypalonej glinki. Fotografie Anny Wołoch wprowadzają widza w ciekawy świat, gdzie pozornie zwykłe obiekty, takie jak przykładowo poręcz krętych schodów, budują przestrzeń emanującą niezwykłością i zdają się otwierać okno do świata baśni. I nie ma w tym nic banalnego.
Kiedy na scenę wchodzi Joanna Vorbrodt i zaczyna się koncert jej piosenek, poetycki klimat portowego zlotu potężnieje. Nie tylko za sprawą wykorzystania w jednym z utworów tekstu poetki Magdaleny Gałkowskiej. Prezentowana muzyka, sposób jej wykonania, teksty tworzą dobry przerywnik i ilustrację zarazem do poetyckich prezentacji.



W kuluarach Portu robi się swobodniej, rozmowy, wymiana informacji pomiędzy tymi, którzy dawno się nie widzieli. Herbata, piwo... Miejscowi twórcy porzucają literacką polszczyznę na rzecz tej gwarowej, śląskiej. Słucham chciwie. Przed nami ostatnia część wieczoru Hyde Park i prezentacje kolejnych twórców. Czytanie z estrady, w świetle reflektorów, do mikrofonu, kierując słowa z jasnej sceny w kierunku ciemnej przestrzeni, ciemnej, ale bardzo osobowej. Trwa rotacja - widzowie wchodzą po kolei na estradę, schodzący ze sceny wracają na widownię.

Jest środek nocy gdy mój autokar rusza i wjeżdża w ciemność opuszczając Górny Śląsk, kierując się w stronę tego Dolnego. W głowie układają się słowa...




 Fot. Paweł Dąbrowski i Leszek Sobeczko

Lista uczestników XII Portu Poetyckiego - tu



12 komentarzy:

  1. takie spotkania są wyjątkowe i dają nadzieję - istnieją też inne wrażliwości pod powierzchnią dnia codziennego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trzeba co jakiś czas wchodzić pod powierzchnię dnia codziennego. :)

      Usuń
  2. Świetne wydarzenie, na pewno jeszcze bardziej uaktywniło wyobraźnię :) A'propos pierwszego akapitu - młody poeta, Rafał Krause, żartuje z takiego podejścia i tworzy wykresy, jak prosperuje jego poetyckie przedsiębiorstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poetyckie przedsiębiorstwo... - muszę to przemyśleć... :)

      Usuń
  3. Świetny wstęp o Platonie, coachach i poetach! :) Bardzo ciekawa relacja! To musiało być wspaniałe wydarzenie!

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe wydarzenie , świetny pomysł z tym Portem, wspaniałe połączenie różnych dziedzin sztuki.Dzięki Tobie Pawle czuję sie prawie uczestniczką tego przedsięwzięcia, dziękuję :) Bardzo oryginalnie je przedstawiłeś ! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, jak wspaniale opisany nastrój spotkania, aż chciałoby się w tym klimacie oddychać, wsiąknąć w tą niezwykłą atmosferę. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń