poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Celuloidowe obrazy


Od kilkunastu dni wolne chwile poświęcam prawie wyłącznie na przeglądanie starych zdjęć. Do wielu z nich wróciłem po raz pierwszy od trzydziestu lat. Wszystko wzięło się stąd, że postanowiłem zrobić dobry użytek z możliwości technicznych nowych urządzeń, dzięki którym stare fotografie zamieniać można na postać cyfrowych obrazów bezpośrednio z negatywów. Negatywów fotograficznych nigdy nie wyrzucałem. Zawsze wydawało mi się, że kiedyś przyjdzie chwila gdy do nich wrócę. Negatywy leżały, świat się zmieniał, mijały kolejne dekady. Przyszła wreszcie chwila, w której wyciągnąłem stare błony fotograficzne z zakamarków domowego magazynu. Wiele zdjęć tam przechowywanych od dawna nie ma papierowych pozytywów. W ogóle od czasu eksplozji możliwości jakie daje fotografia cyfrowa ta starsza, światłoczuła, nie tylko poszła w odstawkę, ale w ogóle wszystkie wcześniejsze fotografie zniknęły w szafach, bo nie można ich udostępniać zdalnie, a powielanie stało się albo kosztowne albo czasochłonne. Dopiero zakup skanera do negatywów dał mi impuls do eksploracji taśm celuloidowych.
Kontakt z fotografiami sprzed lat rodzi zazwyczaj mieszane uczucia, przyjemność miesza się z jakąś nieokreśloną przykrością, podniosłe stany euforii przeplatają się z melancholią. Uświadamiam sobie, że ekonomika myślenia zostawia nam w głowie jakieś zarysy wyglądów ludzi, obiektów i przedmiotów. Obiekty i przedmioty są względnie niezmienne, ludzie nie. Dopiero kontakt z fotograficznymi obrazami unaocznia nam zmiany jakie nastąpiły w wyglądzie osób z rodziny czy znajomych. Nie wszystkich można w ten sposób porównać. Widzę na fotografiach szkolnych kolegów, z którymi nie mam kontaktu od ponad dwudziestu lat. Nie wiem jak dziś wyglądają. Widzę też osoby, których już nie ma. Dotyczy to nie tylko osób starszych, które w naturalny sposób odeszły, ale także tych wszystkich, którzy zmarli przedwcześnie. Robi się ich coraz większa grupa.
Zdjęcia zadają trochę kłam historii. Schematyczne myślenie, że kiedyś było gorzej teraz jest lepiej nie wytrzymuje próby. To narzucony stereotyp, który nie trzyma się kupy. Nie da się myśleć narzuconym poglądem, że teraz mamy nowy lepszy świat, a wcześniej była niewola, bieda i brak wszelkich możliwości. Kiedy patrzę na zdjęcie kolegów zrobione na licealnej wycieczce do Trójmiasta widzę postacie swobodne, pełne werwy, jakiejś wewnętrznej energii. Chłopcy z Liverpoolu nie mieli lepszego zdjęcia pomimo tego, że pochodzili ponoć z lepszego, wolnego świata. Patrząc na zdjęcia uświadamiam sobie, że zrobiłem je mniej więcej sześć miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego. Aby moja licealna klasa pojechała na wycieczkę trzeba było starać się o pozwolenie w jakimś urzędzie. Obowiązywała godzina milicyjna. Ulice Gdańska patrolowały grupy zomowców. Nic w treści zdjęcia na to nie wskazuje. Bo wolność jest w nas.


Kiedy patrzę na zdjęcia robione na ulicach mojego miasta widzę znajome obiekty, ale widzę też, że ogólny obraz miasta się zmienił. Mam przed oczami zdjęcie z innej już epoki. Przestrzeń centrum miasta wyglądała inaczej, była mniej ludna, ale to nie znaczy, że ludzie nie bywali tam w czasie wolnym w celu relaksu. Prawda, że inicjatywa imprez miejskich była centralnie sterowana, pluralizm w tej sferze zwiększył ilość inicjatyw, a przez to wydarzeń, ale nie wiem czy założony poziom kulturowy tych wydarzeń jest dla wszystkich konsumentów kultury zadowalający... ?

Kamienne zabytki niewzruszenie trwają w zmieniającej się przestrzeni miejskiego krajobrazu niewrażliwe na wahania politycznych barometrów. Nie ma tu większego znaczenia fakt, że dziś wnętrza gotyckich kościołów bardziej rozbrzmiewają wielojęzykowymi zwrotami przybyłych.

Kiedy docieram do fotografii z górskich wędrówek przypominam sobie to, że ta przestrzeń była wówczas miejscem ucieczki, dystansu do problemów codzienności. Równocześnie była to przestrzeń spotkań, kontaktów, nowych przyjaźni, przygód, często nowych sympatii, miłości. Była to zarazem przestrzeń równości i bezpośredniości. Ludzi nie dzielił status majątkowy, gdy szli w góry to po to, aby się tam spotykać, poznawać, rozmawiać, wychodzić razem na wędrówkę, śpiewać piosenki przy ognisku, rozkoszować się poczuciem luzu i wolności. Może dziś nadal są takie miejsca? Wolę nie zakładać tego, że nie ma, bo świat jest całkowicie inny.  













4 komentarze:

  1. Na pierwszym zdjęciu drugi od prawej to Marek Krajewski. Dziś znany autor często czytanych czarnych kryminałów... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowna seria! Fotografia, która stanowi nie tylko zapisek historii, ale też swoistą manifestację. Dziękuję też za pokazanie świata, Twojego świata, z roku, w którym miałam okazję na niego przyjść ('87). Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wygrzebywanie fotografii niegdyś zrobionych, zachowanych w negatywach stanowi niezwykłą podróż w czasie. Dzięki za odwiedziny. :)

      Usuń
  3. Z przyjemnością przeczytałam Twoje wspomnienia, fotograficzne perełki :) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń