poniedziałek, 8 września 2014

Ucieczka



Pozwoliłem sobie na eksperyment diametralnej zmiany trybu życia i wykonywanego zajęcia. Wiedząc, że moi znajomi wybierają się zarobkować przy montażu ocieplenia postanowiłem do nich dołączyć. Nie powiem żeby decyzja wyjazdu na budowę przyszła mi łatwo. Skostniałem mocno w zajęciach wykonywanych od kilku lat, straciłem zarobkową elastyczność. Od chwili gdy zadeklarowałem udział w pracach do momentu wyjazdu zaczęły mnie męczyć nocne koszmary. Widziałem siebie jako kogoś starego, niesprawnego, słabego, kulawego, jednym słowem byłem siwym inwalidą. Z drugiej strony przyjęcie zlecenia było perspektywą pewnego rodzaju ucieczki. Ucieczki od tu i teraz, od codzienności pełnej przeróżnych niemożności i niedostatków, od presji bycia kimś, mierzenia się w hierarchii statusów społecznych. Nagle dotarło do mnie, że mogę walnąć to wszystko, wyjechać i zniknąć gdzieś na chwilę. Zająć się prostymi czynnościami fizycznymi i dać odpocząć zmęczonej głowie. W przeddzień wyjazdu odczuwałem równocześnie niepokój i pokusę.
Przyszedł dzień wyjazdu. Miejsce pracy odległe jest od mojego domu o ponad trzysta kilometrów. To średniej wielkości miasteczko w zachodniopomorskim województwie.
Wchodzimy na plac dużej budowy. Całość inwestycji dotyczy modernizacji zakładów komunalnych. Równolegle pracuje tam kilkanaście firm wykonawczych. Podczas gdy jedne obiekty są remontowane, budowane, wyposażane, inne są częściowo wyburzane. Jest jak na poligonie, bo w wyburzeniach używane są materiały wybuchowe. Przedmiot naszej pracy to duże okrągłe zbiorniki o obwodzie stu pięćdziesięciu metrów, które trzeba obłożyć styropianem. Pierwszego dnia rankiem wpadamy do sklepów z odzieżą ochronną. O dziwo szybko udaje się skompletować wszystko. Dziwię się, bo jestem niewymiarowy. Razem ze mną pracuje Przemek, podobny do mnie w wysokim wzroście. Dla niego też tego typu zajęcie nie jest czymś powszednim. W ciągu kilku pierwszych godzin udaje nam się znaleźć rytm pracy. Przedziwnym wydaje nam się to, że każda chwila naszej pracy i każdy metr kwadratowy położonego ocieplenia ma zamieniać się w zarobek na podstawie prostego wzoru, prostego przełożenia. To zdziwienie wynika stąd, że różnego rodzaju zajęcia jakimi paraliśmy się w ostatnich latach, charakteryzowały się tym, że energia włożona w pracę przekładała się najpierw w nadzieję na zarobek, a dopiero później - znacznie później - w ewentualny zarobek. Nadzieją trudno się wyżywić. Dotyczy to zwłaszcza pracy na takich stanowiskach jak reprezentant handlowy, doradca klienta, doradca techniczno-handlowy itp. Stworzono system wyglądający racjonalnie, którego głównym celem jest wyzyskiwanie współpracujących z firmami naiwniaków. Właśnie się zbuntowałem przeciwko temu systemowi i wyskoczyłem z niego do zwykłej pracy fizycznej. 
Stoimy z Przemkiem przy ścianie, przygotowujemy klej, nakładamy go na styropian, którego arkusze umieszczamy na ścianie. Po kilku godzinach widać przyrost białych płaszczyzn. Mogę pracować półautomatycznie nie angażując w to zbyt mocno umysłu. Ten wolny od codziennej presji wędruje swoimi ścieżkami. Doznaję odprężenia psychicznego. Czuję analogię tego typu pracy do łażenia po górach. Podobne zmęczenie, podobne zakwasy w mięśniach, w podobny sposób trzeba się przemóc, aby po dwóch dniach pokonać fizyczny kryzys, który nadchodzi. Nadchodzi, ale mija pokonany. Potem paradoksalnie pojawia się lepsze samopoczucie, rośnie poczucie sprawności i siły. Pojawia się nawet lekka euforia. Umysł zwolniony ze stresu penetruje szare komórki pamięci i wyciąga niespodzianki. W głowie gra mi muzyka. Nie potrzebuję słuchawek w uszach z dźwiękami z radia czy odtwarzacza, bo muzykę mam w sobie. Słyszę „Aqua de Beber” Astrud Gilberto. Dlaczego ten utwór dawno niesłuchany? Nie wiem. Ale wiem, że dzięki temu co mi w głowie gra lekko mi się pracuje.



Doświadczeniem towarzyszącym wykonywaniu zlecenia jest konieczność częściowej rezygnacji z własnej prywatności. Mieszkamy zbiorowo całym teamem budowlanym w wynajętej kwaterze. Pierwszy kontakt z typowymi budowlańcami może odstręczyć, bo mocno klną, sporo piją, sprawiają wrażenie prostaków. Drugiego dnia dołącza do nas mężczyzna wyglądający na kogoś mocno po pięćdziesiątce. - Giovani jestem – przedstawia się wszystkim. Wszystkich zaczepia, cały czas coś mówi. Wyraźnie widać, że skracał czas podróży jakimś alkoholem. - Zamęczy nas – myślę sobie. Giovani gada i gada, nawet wtedy gdy śpi. Mnie udało się go nie słyszeć, ale od kolegów dowiaduję się, że nocą opowiedział całe swoje życie. Skąd to imię? Przecież chyba nie prawdziwe tylko wybrane? Może wyjeżdżał do pracy do Włoch i taka sympatia to włoskiego nazewnictwo mu została? Coś w tym musi być, bo zorientowałem się następnego dnia, że nie jestem już Paweł tylko Paulo.
Okazało się, że Giovani potrafi mówić mniej, a nawet milczeć. Więcej - zaobserwowałem, że jest ciekawy ludzi i zdarzeń. Czymś go zaintrygowałem, bo mnie obserwuje. Widzę jak pojawiają się w jego oczach figlarne ogniki, gdy coś dojrzy, albo gdy spodoba mu się moja reakcja na coś. Zastanawiam się czy pod skorupą prostego robotnika budowlanego nie ukrywa się ktoś wrażliwy, któremu życie nie wyszło. On jest trochę jak Falstaff ze sztuk Szekspira.

Po tygodniu pracy wróciłem do siebie. Po dwóch dniach zaczęły pukać do mnie stare stresy. Rozmawiałem przez telefon z kolegami , którzy po weekendzie wrócili na budowę. Ja nie mogłem, bo mam kilka spraw, których nie mogę zaniedbać. Ale mogę pojechać tam w przyszłym tygodniu. Myślę wracać tam dopóki mnie chłody nie zniechęcą.  





8 komentarzy:

  1. Czasami praca fizyczna resetuje i pozwala nabrać dystansu do świata otoczenia... i ciekawość ludzi, wciąż można się czegoś o sobie dowiedzieć, o innych :)

    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po świata miał być przecinek... dodam, że świetnie wyglądasz!

      Usuń
    2. Zauważyłem tam przecinek domyślny :)
      Niektórzy znajdują dużą przyjemność w przebierankach. Zauważyłem, że coś w tym jest...

      Usuń
  2. Przeczuwałam, że Twój pobyt na budowie zaowocuje również tekstem :) Ale może ważniejsze, że ta praca spowodowała napływ nowej energii. Nie pamiętam, kto powiedział/napisał, że należy wychodzić ze strefy komfortu w nowe obszary, że tylko wówczas człowiek się rozwija. Podziwiam, że miałeś w sobie tyle odwagi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, odwaga potrzebna jest do wyjścia w inne przestrzenie. Takie wyjście daje nowy ogląd świata. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Taka zmiana doskonale wpływa zarówno na stronę fizyczną jak i psychiczną. Stosuję coś podobnego chociaż w mikroskali. Po pracy (głównie umysłowej) lecę a to na wykopki do sąsiadów, a to karczuję chwasty na terenie przeznaczonym pod przyszłe szaleństwo kwiatowo-warzywne. To są tylko godziny ale powtarzają się często. Pisałeś o lekkiej euforii - to znak, że umysł się resetuje, restartuje, wypoczywa. Zaczyna mu się chcieć myśleć na inne tematy niż codzienność. Pozwolę sobie (rzadko sobie na to pozwalam) wrzucić link do wiersza, który napisałam właśnie w czasie tego czasu, czasu odpoczynku od pracy umysłowej.
    http://ziarna.blogspot.com/2014/09/przemiana.html
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reset jest potrzebny od czasu do czasu. Zazwyczaj nie wiemy jak go uruchomić. Być może taka zmiana trybu zająć sprzyja właśnie rekonstrukcji samego siebie.
      Dzięki za wiersz :)

      Usuń