czwartek, 16 października 2014

Underground



Od kilku dni codziennie o tej samej popołudniowej porze obserwuję samolot, który obniża lot przygotowując się do lądowania. Każdego dnia linie lotnicze, do których należy maszyna dostarczają na miejskie lotnisko grupę osób z jakiegoś europejskiego portu. Lista osób zamknięta zostaje w segregatorze lotniczego biura. W miarę upływu czasu listy sumują się z setek w tysiące, w końcu w miliony. Rosnące cyfry dają obraz obrotów handlowych firmy. Prawdziwi ludzie schodzą z pokładu maszyny i dają się wchłonąć miastu.
Kiedy samolot przelatuje po niebie kolejny samochód transportowy dociera do hal firmy kurierskiej, w której tymczasowo pracuję. Tak jak rośnie liczba podróżnych podniebnego przewoźnika, tak narasta w miliony liczba przesyłek przechodzących przez kurierski węzeł. Po powrocie z Pomorza dałem się ponieść wydarzeniom i zareagowałem pozytywnie na propozycję kolegi, który załatwił nam na najbliższy czas zajęcie w centrum logistycznym. Jestem więc w nowej przestrzeni i w nowym środowisku. Hala jest wielka, odcięta od otoczenia systemami ochrony. Jest jak miasto w mieście. Gdyby nie aktywność mojego kolegi sam z siebie bym się tu nie znalazł. Bo w miejscu tym wykonywana jest zwykła praca wynikająca ze zwykłych potrzeb społeczności. Każdego dnia podmioty gospodarcze i instytucje przygotowują przesyłki, które kierują do swoich adresatów. Te zwykłe prace, wynikające ze zwykłych potrzeb, są jakby poukrywane gdzieś. Jeżeli patrzymy na rynek pracy przez pryzmat pracy oferowanej w ogłoszeniach to można odnieść wrażenie, że poza informatykami potrzebni są przede wszystkim magicy od sprzedaży. Tacy, którzy bez skrupułów wcisną klientom każdy tandetny produkt lub usługę, której sprzedaży oczekuje ich mocodawca. Zrobią to bez skrupułów, nie myśląc o wątpliwej jakości tego, co sprzedają i wynikającej stąd miernej korzyści dla klienta. Zrobią to posługując się wyuczoną i wyuczaną umiejętnością wywierania wpływu na innych. Tymczasem wokół pełno jest osób, które nie mają tego handlowego drygu, a gdzieś pracować muszą. Tacy ludzie pracują między innymi tu, w obserwowanym przeze mnie miejscu - trochę na uboczu, trochę w izolacji. To swoiste podziemie, do którego trafiają ci, którzy nie konkurują w wyścigu o zaszczyty i honory. Wydaje mi się, że kiedyś takie miejsca były bardzie widoczne. W trakcie studiów dorabialiśmy korzystając ze zleceń w studenckiej spółdzielni. Można było pracować przy tłoczni w firmie metalowej, w cegielni lub przy taśmie w Pollenie. Dziś praca w takich miejscach to swoisty underground. Ze zdwojonym więc zainteresowaniem przyglądam się ludziom. Widzę sporo osób w średnim wieku. Widzę panie o rozłożystych biodrach, których nie zatrudniłby współczesny pracodawca, bo nie nadają się ani na hostessę, ani na asystentkę prezesa. Widzę mężczyzn, których współczesny biznesmen nie ośmieliłby się zatrudnić w charakterze swojego reprezentanta. Nie chciałby ich też widzieć w swoim biurze. Starzejący się ludzie są przecież tacy nieestetyczni.
W centrum pracuje wiele osób w wieku około i ponad pięćdziesięciu lat. Ale widzę też grupę bardzo młodych osób. Dla wielu z nich praca w sortowni to jedyna możliwość pracy w ogóle. W dodatku taka praca jest też często zajęciem wyłącznie z polecenia.
Pracuję z małym Rafałem. Zaskoczył mnie podwójnie. Najpierw zaskoczył mnie jego głos. Mówi nie używając przepony, gardłowo, wysoko. Mówi jak gimnazjalista, który przechodzi mutację. Tymczasem Rafał wyraźnie zaczął czwartą dekadę życia. Zaskoczył mnie też kontaktem. Jest otwarty, pozytywy, przyjazny i bardzo chętny do pomagania przy wdrażaniu się do zajęć. Można by odnieść wrażenie, że życiowo grzeszy naiwnością, a takich przecież współczesny świat nie lubi i nie hołubi.
Kurierzy przywożący przesyłki dzielą się wyraźnie na dwie grupy. Pierwsza do grupa zamkniętych w sobie dupków, którzy podstawiają samochód, otwierają go i uciekają licząc na to, że ktoś ich za nich rozładuje. Druga to ci, którzy od razu ruszają do opróżniania luku towarowego, są kontaktowi, rozmowni. Tym chce się pomagać. Widać wyraźnie, że lubią rozmawiać w trakcie pracy, korzystają z możliwości poznania kogoś i są nastawieni na przyjazną relację.
W tej części hali, w której sortowane są przesyłki i obrabiane dokumenty pracuje sporo kobiet. Wiele z nich ma słuchawki na uszach. Słuchają muzyki lub radia. To dobry sposób na odizolowanie się od monotonnego hałasu. Można dzięki temu przebywać równocześnie w dwóch sferach, w tej roboczej i tej, którą stwarza pobudzona muzykę wyobraźnia. Nie ma tu miejsca na rozmowy, bo charakter pracy na to nie pozwala. Ale krążą uśmiechy jako główna platforma komunikacji między sobą. Uśmiechające się kobiety są piękne bez względu na wiek.

Kiedy kończy się popołudniowa zmiana miejski autobus odwozi pracujących do centrum. Pora roku nie sprzyja już rozrywkom. Autobus przecina skrzyżowania opustoszałego już miasta.  

3 komentarze: