niedziela, 7 grudnia 2014

Zew przestrzeni

Michał Nogaś i Andrzej Stasiuk

W jakim celu pisarz podróżuje? Czy szuka materiałów do nowej powieści? Czy gna go w podróż chęć poznania ludzi z odległych krajów, z odległych kultur? Tak mniej więcej wyglądają pytania-zagadnienia, z których Andrzej Stasiuk spowiadany był przez Stanisława Beresia przez kilkadziesiąt minut, w trakcie spotkania w ramach Wrocławskich Targów Dobrej Książki.


Na targi wybierałem się bez przekonania. Na szczęście myliłem się. Wybrałem najważniejszy dzień z odbywającej się od czwartku do niedzieli imprezy, czyli sobotę. Obejrzałem z grubsza ofertę wydawniczą, przeleciałem wzrokiem wszystkie stoiska z książkami. Paradoksalnie nie z powodu kiermaszu księgarskiego przychodzę na targi. Książki mam w księgarniach, ofertę na witrynach internetowych wydawnictw. Ważniejsza jest dla mnie otoczka imprezy, czyli liczne spotkania z autorami książek. Spotkania, a nie tak zwane podpisywanie książek. Nie jestem łowcą autografów. Sobotni dzień wypadł szóstego grudnia. Między stoiskami spacerował więc Święty Mikołaj, a anioły rozdawały dzieciom cukierki. Czemu anioły, a nie tradycyjna świta Mikołaja – nie wiem.


Zaszedłem do sali, gdzie rozpoczęło się właśnie spotkanie z Ignacym Karpowiczem, autorem nominowanej do nagrody Nike „Sońki”, powieści o trudnym wojennym romansie wiejskiej dziewczyny z Niemcem, esesmanem. Rzecz rozgrywała się na granicy Polski i Białorusi, romans wpłynął na całe życie Sońki. Historię poznajemy oczami bohatera, reżysera teatralnego, który po latach spotyka ją wtedy, gdy na jakimś pustkowiu psuje mu się samochód. Karpowicz mówi, że powieść powstawała z przerwami około ośmiu lat. Była wielokrotnie poprawiana. Sam wkład pracy sprawia, że jest to dla niego książka najważniejsza. W spotkaniu z autorem uczestniczy blisko sto osób, wyraźnie widać było, że wśród przybyłych tu kobiet wiele już powieść czytało. Mimika ich twarzy, świadczyła o emocjonalnym odbiorze prowadzonego wywiadu.

Olga Tokarczuk podpisuje "Księgi Jakubowe"

































Godzinę później próbuję wejść na spotkanie z Olgą Tokarczuk, promujące jej nową książkę „Księgi Jakubowe”. Najwyraźniej intensywna promocja książki, prowadzona od kilku tygodni przez wydawcę sprawiła, że w sali ciasno jest jak na sumie w kościele. Nie mieszczę się. Odpuszczam więc. Uczestniczyłem w spotkaniu z Tokarczuk rok temu, kiedy „Księgi Jakubowe” były jeszcze pisane przez nią. Kilka informacji o przygotowywanej książce padło wówczas w toku rozmowy o kulisach warsztatu pisarskiego.

Nadia Szagdaj i Jacek Antczak
Odwiedzam salę, gdzie dziennikarz Jacek Antczak rozmawia z Nadią Szagdaj, autorką kryminałów w stylu retro z kobietą detektywem w roli głównej. "Kroniki Klary Schulz" to sprawnie napisane powieści, przyjemne czytadła dla pasjonatów gatunku. Kłopotem autorki jest nieuchronne konfrontowanie jej z Markiem Krajewskim, który ponad dziesięć lat wcześniej rozpoczął swoją serię, dobrze przyjętych przez czytelników kryminałów, osadzonych w scenerii przedwojennego Wrocławia. Jak widać wielu autorów może osadzać fabułę swoich powieści w scenerii Londynu czy Nowego Jorku określonego czasu, wielu też może osadzać akcję powieści w niemieckim jeszcze Wrocławiu.


Wychodząc ze spotkania z Nadią Szagdaj zobaczyłem Andrzej Stasiuka w asyście dziennikarza radiowej Trójki Michała Nogasia. Spotkanie ze Stasiukiem miało odbyć się w sali, w której podpisywała jeszcze swoje książki Tokarczuk. Długa, zawijana kolejka po podpisy do autorki „Ksiąg Jakubowych” zmusiła organizatorów do zorganizowania spotkania z pisarzem w sali targowej kawiarni. Przestronna sala przyozdobiona pięknymi kasetonami, mieszcząca się nad wejściem na stację Wrocław Główny (bo w obiekcie stacji odbywają się od dwóch lat targi) jest ponad dwa razy większa niż ta sala, w której planowano rozmowę. Kiedy wszedłem do środka zobaczyłem, że pomieszczenie jest pełne. Paradoksalnie spotkanie ze Stasiukiem będzie pewnie najliczniejszym spotkaniem z autorem w grupie wszystkich tegorocznych spotkań. Rozmowa związana była z książką „Wschód”.

Andrzej Stasiuk i Stanisław Bereś
Dlaczego jeździ tak daleko? - Nie jestem typem reportera, nie jeżdżę w celu spisywania relacji z podróży – mówi Stasiuk. - Jestem pisarzem i ważna jest dla mnie relacja między światem a mną samym. Ważne jest to, co pojawia się w mojej głowie na skutek wyjazdu kilka tysięcy kilometrów poza linię horyzontu. Prowadzący spotkanie Stanisław Bereś nie odpuszcza. Pyta czy może spotkanie ma na celu kontakty, poznanie nowych ludzi, odmiennych kulturowo. Pada drastyczne wyznanie Stasiuka – Ja nie lubię ludzi, nie jadę tam po to, aby ich poznawać. Zdarzało mi się zabierać kogoś na stopa jadąc przez Kazachstan, ale nie wykorzystywałem tego do wypytywania, do tropienia w głowie podwożonego jakiegoś niezwykłego wspomnienia do niezwykłej opowieści. Żeby zdobyć takie zwierzenia nie trzeba przecież wyjeżdżać z domu w przestrzeń odległą o tysiące kilometrów. Zresztą mój rosyjski jest raczej kiepski, a ich rosyjski jeszcze gorszy – żartuje pisarz – Jak więc mielibyśmy rozmawiać.


Pojawia się pytanie czy tropi tam daleko polskość. Stasiuk przyznaje, że podobnie jak wielu jest spętany polskością, jadąc na wschód rozmyśla nad szlakami dziewiętnastowiecznych zesłańców, ale zasadniczo stroni od poszukiwania polskich akcentów. W formie anegdoty opowiada jak kiedyś, kilkanaście lat temu, pojechał na Bukowinę Rumuńską, gdzie jak wyspy na morzu, pozostało kilka polskich wiosek, a w wioskach tych mieszkańcy o imionach Gerwazy, Protazy... - W trakcie spotkania wspominaliśmy, stworzyliśmy nową Warszawę – mówi – I co? Popiliśmy się strasznie i to wszystko. Dlatego dziś omijam polskość.
Próbując przybliżyć czytelnikom sens wyjazdów zwraca uwagę Stasiuk na ograniczenie przestrzenne naszego kraju. Mówi, że wielkie powieści powstawały w Rosji i Ameryce, w miejscach rozległych przestrzennie. Pewnie to gna go w tą bezkresną przestrzeń.
W ramach głosów z sali zapytuję, czy powodem wyprawy nie jest może chęć ucieczki od świata takiego jaki jest tu na miejscu, od natłoku informacji, szumów związanych z codziennym życiem, które mogłyby blokować umysł pisarza. Zaprzecza, mówi, że od szumów ociekł już dawno temu przecież. Miejsce gdzie mieszka ciche jest i puste. Mówi, że tam gdzie wyjeżdża, przemierzając kontynent, słońce inaczej świeci, powietrze inaczej pachnie, świat jest zupełnie inny i dzięki temu łatwiej mu myśleć, i łatwiej mu pisać.

Wychodząc myślę sobie, że jest to jednak w jakiejś formie restart stanu umysłu pisarza.




4 komentarze:

  1. Muszę kupić sobie Księgi Jakubowe :) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  2. O tym, co mu dają podróże na Wschód, pisze Andrzej Stasiuk stale w "Tygodnikowych" swoich felietonach. Swoją drogą te krótkie formy jego to poezja czysta jest:)
    Fajny reportaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uznanie. Też wydaje mi się, że sporo jest żywiołu poetyckiego w prozie Stasiuka :)

      Usuń