piątek, 2 stycznia 2015

Cyganek



las przenika zielonością w czarne oczu plamy
pies węszy zapisany w liściach starego ogniska żar
wózek terkocze na rżysku w rytm melodii strun
motor niesie jeźdźców ku złotej poświacie
pył skrywa uciekających z miasta w przestrzeń snu
klucze gęsi zaciemniają niebo nad beżem ściernisk
dym sączy się w oddali

pradziad jeździł tam gdzie słońce nad piachem zwisa
wiadro kołysało się pod jego wozem
konie parskały, kobiety wykrzykiwały nad kartami
dzieci śmiały się, woźnica posypiał

trudno wysiedzieć w mieście
ściany domu płuca duszą
ten sam widok z okien myśli przestrasza
kamienice zasłoniły las
ulice długie i szerokie bez pól pejzażu
ciepły kaloryfer nie grzeje żywym płomieniem
i rzadko ciało porywa ekstaza dźwięków nagłych
z niecierpliwych instrumentów

nie dla mnie monotonia biur i sklepów
nie dla mnie ławeczki, galeryjki, przysmaki, rynku gwar
maszynę ściskam kolanami
jej pomruk wiezie mnie za linią wzgórz
tam gdzie stryjeczny dziad patelnie sprzedawał
cień jego spotkam znów

3 komentarze: