wtorek, 6 stycznia 2015

Jarema


Pamiętam, że dwa lata temu wiadomość ta zastała mnie w windzie, w budynku TVP we Wrocławiu. Był podobnie jak teraz początek stycznia. Dzwoniła Kasia, koleżanka z liceum i przekazała mi informację, że kilka godzin wcześniej zmarł Jarema. Z Jaremą Klichem chodziliśmy do jednej klasy. Zanim dał się poznać jako wirtuoz gitary klasycznej, zanim publiczność poznała go także jako wdzięcznego konferansjera, znaliśmy go jako naszego kolegę, z którym wspólnie wkuwaliśmy wiedzę niezbędną do matury. On miał trochę trudniej, bo równolegle uczęszczał do szkoły muzycznej drugiego stopnia. Najbardziej lubił grać godzinami na gitarze - mówił o tym wprost, tak po prostu - konieczność poświęcania się nauce do egzaminów była dla niego sporym dyskomfortem, chociaż uczył się dobrze.
Mijaliśmy się później jako studenci w akademickim Wrocławiu. Poświęcił się gitarze klasycznej. Należał do pierwszego pokolenia muzyków, którzy tu, we Wrocławiu, pokazali jak fascynującą muzyką jest ta wydobywająca się z trącanych i szarpanych strun instrumentu. Decyzja o wyborze gitary była wówczas dyskusyjna. Cel maksymalistyczny kształcenia się na Akademii Muzycznej to możliwa kariera muzyka instrumentalisty. Po latach nauki i ćwiczeń można było zyskać etykietkę doskonałego pianisty czy skrzypka. Nie było jeszcze tradycji muzyki gitarowej we Wrocławiu. Trudno więc było wyobrazić sobie późniejszy los wirtuoza tego instrumentu.
Po studiach spotykałem Jaremę w klubach i salonach, w których organizowane były koncerty muzyki kameralnej. Był to czas gdy Jarema koncertował także ze swoim kolegą akademickim Krzysztofem Pełechem. Niezależnie od indywidualnych projektów współpracowali później wspólnie przez cały długie lata, realizując tradycję duetów gitarowych, nagrywając płyty, koncertując w kraju i za granicą.


Od czasu jak na trwałe wpisały się do wrocławskiej oferty kulturalnej takie zdarzenia jak festiwal Gitara+, czy koncerty eksponujące gitarę, wchodzące w szerszy program innych wydarzeń muzycznych, muzyka tego typu stała się czymś naturalnym we wrocławskiej ofercie koncertowej. Nie byłoby tego gdyby nie fascynacje wrocławskich gitarzystów, fascynacje przelewane na innych, na słuchaczy i uczniów. Głośno zrobiło się o organizowanych w Krzyżowej warsztatach gitarowych, coraz większa ilość młodych, muzycznie uzdolnionych ludzi chciała pójść w ślady Jaremy Klicha i Krzysztofa Pełecha.
Informacja o śmierci Jaremy była dla mnie zaskoczeniem. Nie wiedziałem, że chorował, nie wiedziałem, że to choroba śmiertelna. Pamiętam go nie tylko z koncertów, których słuchałem, pamiętałem go przede wszystkim ze sfery prywatnej, ze spotkań grupy licealnych przyjaciół. Utkwiło mi w głowie szczególnie jedno spotkanie. Jesienią 2003 roku postanowiliśmy spędzić weekend w schronisku młodzieżowym w Kuraszkowie. Chcieliśmy wrócić w miejsce klasowego rajdu jaki miał miejsce kilkanaście lat wcześniej, bezpośrednio przed wejściem w kierat przygotowań do matury. Wróciliśmy w miejsce miło przez wszystkich wspominane, siedzieliśmy przy ognisku, rozmawialiśmy, Jarema grał nam zwykłe piosenki turystyczne do późnych godzin nocnych. Takim go zapamiętałem. Mam jeszcze jeden, osobisty powód do powracania myślą do tamtego wyjazdu. Kilka miesięcy po spotkaniu zamieszkałem w miejscu oddalonym o piętnaście minut spacerkiem od ogniska. Wtedy nocą nie wiedziałem jeszcze tego, że tak się stanie. Mieszkam więc tu, gdzie cień Jaremy wtopił się w otoczenie.


Penetrując ostatnio swoje archiwa fotograficzne natrafiłem na stare zdjęcia. Fakt ich istnienia zatarł się w mojej pamięci. To zdjęcia z czasów mojej aktywności reporterskiej, czyli fotografie robione gdzieś w biegu, przy okazji. Jedna grupa zdjęć pochodzi z dziewiętnastej edycji Nocnych Spotkań Literacko-Muzycznych, których miejscem był wrocławski Klub Firlej. Był to rok 1993. Druga grupa zdjęć to fotografie pozowane. Jarema i Krzysztof chcieli skorzystać z tego, że pracując jako reporter mam kamerę fotograficzną zawsze przy sobie. Zrobiliśmy więc sesję podwórkową, czyli kilka zdjęć do ich potrzeb. Odnalezienie po latach tych obrazów było dla mnie dużą niespodzianką i bodźcem do wspomnień. Przeglądając lokalne informacje z uznaniem patrzę na organizowane we Wrocławiu spotkania poświęcone pamięci Jaremy Klicha.


3 komentarze: