niedziela, 12 kwietnia 2015

Są motyle...



Nagły wybuch wiosny w moim ogrodzie sprawił, że podjąłem próbę wybudzenia się z zimowego letargu. Do pobudki mobilizuje mnie intensywny zapach kwiatów śliwki. Zapach wypełnia moją werandę. Słyszę także buczenie nałożonych dźwięków jakie wydają owady pracujące w kwiatach.
O wiośnie świadczy również to, że drzewa zaludniają się chłopcami. Nie widziałem jeszcze bocianów, ale są motyle – podobnie jak pszczoły i trzmiele fruwają z kwiatka na kwiatek. Wiem, że w tym otoczeniu utwierdzam się w życiu poza przestrzenią publiczną i poza czasem wszelkich aktualności. Nie jestem urządzeniem do reżyserowanego przez specjalistów od socjotechniki reagowania na kolejne wybory, rocznice, ujawnione tragedie, płaszczyzny napięć społecznych. Nikt nie będzie wykorzystywał dla swoich celów mojej umiejętności współczucia.
Moja własne prywatne cele wcale nie pokrywają się z celami ukazywanymi jako te wypracowane wolą ogółu. Moje potrzeby wartości sięgają trochę dalej niż poziom utarczek grup i plemion. Moje potrzeby kulturowe nie mieszczą się w ramach oferowanego mi kapitałorealizmu.

Poza celebrowaniem pięknej pogody mam konkretny plan. Muszę zbudować pergolę, na którą będzie wspinać się winogron. Winogronem obdarowano mnie tydzień wcześniej. Już go posadziłem. Na razie płoży się po ziemi. Obmyślam konstrukcję. Mam po remontach budowlanych odpowiednią ilość drewnianych belek i listew, mam drewnochron do pomalowania konstrukcji. Brakuje mi tylko metalowych stóp, które wbiją w ziemię i do których przymocuję pergolę. Ogólny projekt konstrukcji też już mi się zarysował. Wyjeżdżam więc do składu budowlanego w poszukiwaniu metalowych stóp. Pani w składzie, tłumaczy mi, że owszem jest to czego szukam, ale nie w każdym rozmiarze. „Mamy sezon prac ogrodowych...” - konkluduje przyczynę braku towaru w poszukiwanych przeze mnie wymiarach. Udaję się więc do znajdującego się nieopodal sklepu metalowego. Powiedzieć sklep to przywołać nieodpowiednie wyobrażenie. To magazyn raczej rzeczy różnych, które zgromadzone zostały w obiekcie, który należał niegdyś do zabudowań PGR-u, była tam może obora, albo garaże na maszyny rolnicze. Nie chcę sam szukać tego, czego potrzebuję, bo zajmie mi to zbyt dużo czasu. Poza tym na pewno znajdę mnóstwo innych potrzebnych mi w domu artykułów. Potrzebnych tak, ale nie koniecznie dziś. Właściciel składu prowadzi mnie alejkami między elementami instalacji sanitarnej, łopatami, szpadlami, widzę też kosy, grabie i rurki miedziane. Kilka chwil później sprzedawca przygotowuje paragon na komputerze, a ja rozglądam się po jego kantorku. Muszę przyznać, że ma człowiek poczucie humoru. Wśród rozgardiaszu papierów i segregatorów dostrzegam zawieszone na ścianie dwa obrazy olejne. Przedstawiają Żydów liczących pieniążki.
Jestem z powrotem u siebie, porozkładałem narzędzi i materiały. Rozkoszuję się kawą. Nigdzie kawa tak nie smakuje, jak wówczas gdy spożywana jest wiosną na powietrzu. Drogą wzdłuż ogrodzenia przechodzą od czasu do czasu spacerowicze. Sporo jest też rowerzystów, czasami przejeżdża ktoś na rolkach, ludzie trenują bieganie, albo chodzą z kijkami.


Słońce nagrzewając ciało pompuje w organizm energię. Poczucie rozpierającej błogości rozchodzi się promieniście. To dobry moment na snucie rozważań o rzeczach przyjemnych. Bo nie wiadomo kiedy następnym razem będzie taka możliwość. To ważna umiejętność rozważać o czymś przyjemnym, projektować możliwą, satysfakcjonującą aktywność w momencie, gdy samo życie zaczyna się pomału schylać, zanikać. Łatwiej być pogodnym i optymistycznym w młodości, gdy jeszcze rozwijamy się. Podobno rozwijać się psychicznie, poznawczo, kreatywnie możemy całe życie. Czy ja wiem?...


W chwilach takich jak ta nawiedzają mnie wspomnienia. Tym razem są to wrażenia z okresu „przedwojennego”. Umysł przypomniał mi dźwięki piosenek polskiego zespołu lat siedemdziesiątych. Nazwa grupy nie jest obca, ale muzyka zapadła w lamus przeszłości. Pamiętam te dźwięki, bo moi starsi puszczali je z płyty, którą sobie nabyli. Jak byłem wówczas wieku, w którym dzieci uczęszczają na nauczania początkowe w podstawówce. Jakiś czas temu trafiłem na piosenki w sieci i ściągnąłem je sobie. Pomagają mi intensywnie przypominać sobie tamten czas. Styl piosenek i ich teksty zupełnie nie przystają do tego co dziś. Jest coś pogodnego w tych piosenkach, co kłóci się z obowiązującą opinią, że w tamtych czasach było tylko ponuro. Czego by nie sądzić dziś o stylu muzycznym i tekstach utworów to wydaje się, że ówcześnie piosenki te budowały w umysłach dzieci wrażenie tego, że dorosłość jest fajna jako taka. Dopiero w przyszłości okazało się, że najfajniejsze bywa to, co budowane jest siłami imaginacji, konfabulacją, pobudliwą wyobraźnią, marzeniami itp.
Przenoszenie się wyobraźnią w czasie to systematycznie powracający motyw w literaturze i w filmie. W ten weekend „O północy w Paryżu”...


Muzyka tu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz