piątek, 12 czerwca 2015

Jak z filmu


Kiedy przychodzą upalne dni i zapach rozgrzanej ziemi, traw, roślin zwiastuje bliskość lata odnoszę wrażenie, że nic się nie zmieniło. Wydaje się, że czas jest pewnym złudzeniem, któremu ulegamy na skutek uzależnienia naszych organizmów od procesów biologicznych, fazy wzrostu i więdnięcia. Gdyby nie to zauważalibyśmy tylko cykliczność wynikającą z przemiany pór roku, dni i nocy, okresów wegetacji roślin. Stałość pewnych widoków, zapachów, odczuwania temperatury czasami zatrważa. Z zapachu nagrzanego asfaltu wchodzimy w las i tu uderza nas aromat sosny i rozgrzanego piasku. Dokładnie tak samo jak ze trzydzieści lat temu w czasie wycieczki ze znajomymi. Łączność chwil wydaje się wyraźna. Wbrew siwiźnie na skroniach, wbrew temu, że koledzy gdzieś się zapodziali. Jeden po klęsce swojej firmy ewakuował się z kraju. Drugi zaniemógł, podobno trafił na rentę. Spotkane na wakacjach dziewczyny wróciły do swoich miast. Kogoś życie rzuciło aż do Stanów Zjednoczonych. Kilkadziesiąt lat temu wydawało nam się, że to raj. Teraz ktoś inny wracając z półrocznego pobytu w Chicago skwitował swój pobyt tam krótko: - syfeks. Inni raju szukali w Australii i Nowej Zelandii. Ktoś osiadł w RPA.
Nagrzany słońcem las, ogród, polana dają złudzenie zatrzymania w czasie. Podobnie jest jak z radia doleci stara muzyka. Bezczasowości nie potwierdzają wizyty w miejscach pełnych ludzi związanych z niegdysiejszą aktywnością. Dzisiejszy tłum jest obcy. Brak w nim znajomych twarzy.
Tylko wolna przestrzeń, blisko natury zachowuje w sobie pamięć czasów minionych. Tatrzańska potok niezmiennie przelewa wodę. Głaz z napisem upamiętniającym miejsce śmierci Mieczysława Karłowicza trwa jak trwał na swoim miejscu.


Zmiany widać tam gdzie cywilizacja zabudowuje przestrzeń. Kolejne place pokrywa beton, kolejne kondygnacje piętrzą się wzwyż. Wynalazki z dziedziny komunikacji elektronicznej wydają się zbliżać ludzi do siebie. Wydają się tylko, bo miejsce niegdysiejszych listów wypełniają kilkudziesięcioznakowe komunikaty. Przestrzeń komunikacji literackiej jest niszą. Ale nie wiem czy to zasługa lat ostatnich. Im mocniej przyglądam się historii to tym bardziej wydaje mi się, że o każdej dekadzie można powiedzieć, że należała do czasów nieliterackich, niepoetyckich. Literatura zawsze rozwijała się trochę na marginesie zwykłego życia. Możliwe, że dziś nie jest gorzej niż pół wieku temu. Być może więcej osób czyta dziś cokolwiek niż kiedyś czytało. Teksty artystyczne zawsze trafiały wyłącznie do grupy zapaleńców. W rytmie sinusoidy wracają chwile, w których ludzie znużeni szarzyzną powszednią zaglądają do poezji, chodzą na spektakle teatralne, zgłębiają tajniki współczesnego dramatu, zapełniają sale festiwalów kina artystycznego. Co przeczytają czytelnicy? Co zobaczą widzowie? Zobaczą, że pomimo wrażenia ruchu i zmian jakieś zasadnicze elementy egzystencji ludzi nieustannie się powtarzają, nawracają w czasie tak jakby czas nie istniał. Zobaczą, że gorące powietrze, przed którym chować się trzeba w cień drzew przynosi te same doznania od wielu lat. Sen na powietrzu pod gołym niebem wydaje się unosić śpiącego w tej samej niezmiennej przestrzeni. Niezmienne są też przeciwności losu, niezmienne lęki i niepokoje. Niezmienna jest pokusa zwady z Bogiem, oskarżanym o autorstwo wszelkich niesprawiedliwości. Umyślne zło zarezerwowane jest dla rodzaju ludzkiego, który nigdy się pewnie z niego nie wyzwoli. Lęk przed przypadkową tragedią zawsze będzie trwożył. Wrażenie immanentnego tragizmu życia to constans. Kot śpi w słońcu na grządce wolny od takich refleksji. W pobliżu piwonia rozchyla swoje kwiaty. Album ze zdjęciami z dawnych lat wygląda jak zbiór fotosów ze starego filmu. Zachowane obrazy wydają się nierzeczywiste. Tak jakby odnosiły się do wymyślonej fabuły, a nie do rzeczywistych zdarzeń. Historie opowiadane, częściowo lub całkowicie zmyślone, bywają ciekawsze. Zapamiętałem imiona dziewczyn ze zdjęć. To i tak dużo.





5 komentarzy:

  1. Jak trafnie opisałeś, wyraziłeś to, o czym ja też ostatnio rozmyślałam... Piękny wpis... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Utwierdziałeś mnie, że wybrałam dobre miejsce do życia... ani nadmiernych upałów, ani przelewającego się betonu. I to uczucie życia na marginesie wszystkiego, to wspaniełe uczucie. Pozdrawiam ciepło :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteśmy jak przyroda. Zataczamy koła często nawet tego nie zauważając. Dopiero czyjeś przypomnienie albo zapach, spojrzenie, pozwalają nam na przypomnienie miejsc czy sytuacji podobnych. Ale. Nie takich samych :)

    OdpowiedzUsuń