czwartek, 16 lipca 2015

Wieczór w bibliotece


Decyzję o popołudniowym wyjeździe do Wrocławia podjąłem nagle. Poprzedniego dnia mój działający w radio kolega, Jacek Antczak, poinformował mnie, że będzie miało miejsce spotkanie z Anną Janko. Domyśliłem się, że wieczór autorski będzie związany z wydaną kilka miesięcy wcześniej książką „Mała zagłada”. Ważyłem przez kilkanaście godzin decyzję jechać, nie jechać, ale decyzja ta gdzieś wewnętrznie była już podjęta. Anna Janko jest dla mnie pisarką i poetką ważną. Wynika to ze zbiegania się jej i moich punktów refleksji. Pamiętam jak wciągnęły mnie w lekturę jej powieści „Dziewczyna z zapałkami” i „Pasja według św. Hanki”. Sięgnąłem też do jej poezji. Czytałem już utwory te wcześniej, ale jak się okazało zbyt powierzchownie, dlatego teraz ponownie, uważniej. Wspomniane powieści mają zdolność trzymania uwagi czytelnika niczym sprawnie napisana sensacja. Nie jest to oczywiste, ponieważ fabuła składa się z sumy luźnych epizodów z życia bohaterki, nie jest superlogiczną układanką, przemyślną konstrukcją typową dla książek o wartkiej akcji. Tu uwagę czytelnika trzyma opowiedziana historia z życia bohaterki, pełna zwrotów wynikających z problemów z podejmowaniem decyzji, w której szczerze nazywane są różne dylematy i rozterki, będące udziałem większości ludzi, ale o których rzadko kiedy rozmawia się, bo w dalszym ciągu przynależą do sfery kulturowego tabu. O doświadczeniach lektury tych powieści pisałem już niegdyś.
Spotkanie z autorką było dla mnie ważne z powodu jednej jeszcze okoliczności. Z Anną Janko „mijałem się” na zbiorowym blogu Zwierciadła w czasach gdy ona tam bywała i ja sam jeszcze się tam udzielałem. Ta blogosfera stworzyła pewną mikrospołeczność, która przetrwała sam blog. Z wieloma osobami stamtąd kontaktuję się nadal w innych miejscach, z niektórymi poznałem się osobiście, jeszcze innych cały czas spotykam. Ujawniają się, podchodzą do mnie w trakcie jakichś wydarzeń, w których uczestniczymy.


We wrocławskiej Mediatece, w której zaplanowano spotkanie są już pierwsi goście. Jest też Anna Janko. Nie czekam. Korzystam z wolnej chwili, przedstawiam się i rozmawiam. Ciekaw byłem realiów, na których wzorowana była przestrzeń „Dziewczyny z zapałkami” Czytając dekodowałem tę przestrzeń jako mi bliską, przestrzeń mego wcześniejszego miejsca zamieszkania. Sygnalizowały to niektóre nazwy, opisy miejsc i ludzi. Nie myliłem się. Przez jakieś siedem lat mieszkaliśmy obok siebie na Oporowie, niegdyś podwrocławskiej osadzie, od kilkudziesięciu lat osiedlu willowym w granicach miasta.
Wrocławskiego etapu życia dotyczy pierwsze pytanie skierowane do autorki. Jak postrzega dziś Wrocław, jak odbiera miasto, w którym spędziła dwadzieścia lat życia. Słyszę o poczuciu napięcia pomiędzy tym co zapisane w pamięci a widokiem teraźniejszym, między tym co znane i nie znane już. Pojawiły się nowe obiekty zmieniające ogląd miasta, dookoła bawią się nowe dzieci, inne od tych, które wypełniają wspomnienia. Domyślam się, że tamte dzieci rosnąc, doroślejąc obnażają świadomość upływu czasu.
Kolejna kwestia to pytanie o to czym jest dla niej pisanie i czy mogłaby nie pisać. Była taka próba nie pisania, ale nie udało się wytrwać. Bo pisanie to sposób na kontaktowanie się ze światem, bo pisanie to poznawanie poprzez nazywanie, bo pisanie to konieczny proces, to życie samo. Spotkaniu przyświeca promocja książki „Mała zagłada”. To książka szczególna. Inna niż dwie poprzednie. W zamyśle autorskim, jak można wnioskować ze słów Janko, zawiera kilka warstw znaczeniowych. Pierwsza, najbardziej czytelna, to historia rodzinna, historia wojenna z życia matki pisarki, która ocalała z pacyfikacji zamojskiej wsi. To wydarzenie, które na trwale zmieniło życie mamy i jak się okazało życie innych. Bo „Mała zagłada” jest również o tym jak dziedziczy się traumę wojenną, jak z pokolenia na pokolenie przenosi się strach, pogotowie lękowe. To powieść o tym, że trauma wojenna wydaje się wypalać znamię w genach i przenosi się jak choroba.
Powieść jest też o układaniu sobie relacji z matką, o układaniu sobie relacji po latach, w okresie gdy obie, matka i córka, są już wieku jednoznacznie dojrzałym. Poprzez zapisywanie traumatycznych wydarzeń na kartach literatury buduje się dystans do tamtych strasznych chwil, dystans, który niby był, ale nigdy go nie było. To sposób na przezwyciężenie traumy dotyczący tych, którzy ocaleli z pogromu. To dziś starsi ludzie. Jak reagują na lekturę „Małej zagłady”? Czytają i płaczą. Płaczą, bo od dawien dawna poprzez płacz przezwycięża się spętane wyparciem emocje. O tym jak mocno zjawisko dziedziczenia traumy dotyczy nas wszystkich uświadamia nam Janko poprzez odczytanie na spotkaniu dwóch wierszy, z dwóch odległych okresów życia. W obu wierszach zapisane zostały wojenne odniesienia. Bo po wojnie długo wszyscy wojowali, długo po nocach uciekali przed Niemcami, pomimo tego, że życie ich wypadło w innym już okresie, w innej sytuacji. Ale każde życie wypada co najwyżej w pauzie pomiędzy wojnami. To refleksja z jednego z wierszy.


Książka, w której faktograficzny temat pogromu zamojskich wiosek jest tematem przewodnim nie jest opracowaniem historycznym. To literatura, będąca literaturą faktu, ale jednak literaturą. Uwidacznia się to tym, że dużo istotniejszym zadaniem, jakie postawiła sobie autorka jest zapis tamtych i późniejszych emocji. Sama Janko powiedziała, że chciała pisząc odtworzyć emocje. Dlatego na czas pisania wynajęła osobną pracownię, w której mogła się odizolować. Emocje odtworzone, ponownie przeżyte i zapisane udzielają się czytelnikom. Można doznać tego już od pierwszy stron powieści. Tym bardziej, że emocje te dotycząc dzieci, są przez to bardziej dojmujące. Często ośrodkiem przeżyć jest osoba z pokolenia powojennego, która cierpi na przymus odtworzenia starej historii, często szuka impulsu, pomostu między tym co teraz i tym co wtedy, szuka tego pomostu w starych przedmiotach, czy widokach.
Dwóch jeszcze warstw znaczeniowych dotyczyła rozmowa z autorką. Pierwsza dotyczy manipulacji znaczeniowej, która doprowadziła do tego, że wojenne zbrodnie oddzielono od Niemców. Bardzo pomogło w tym procesie słowo użyte na wymianę. Na kartach powieści córka rozmawiając z matką mówi, że przyszli naziści i spalili wieś, mordując mieszkańców. - Jacy naziści? - pyta matka, dla której słowo nazista jest obce. - To Niemcy przyszli. Dziś mówiąc o zbrodniach wojennych używa się trybu bezosobowego, a wydarzenia osadza się w przestrzeni jakby abstrakcyjnej. Wydarzenia te są osadzone poza realną przestrzenią, albo... w Polsce. To druga manipulacja, która sprawiła, że utarło się dziś mówić o polskich obozach śmierci, a omawiając zbrodnie wojenne w jednym zdaniu zestawia się je z Polską. To manipulacja prowadząca do przemiany ofiar w katów.


Kolejny poruszony na spotkaniu wątek dotyczył stosunku do historii i nauczania historii. Świadomy, celowy program redukcji nauczania historii doprowadził do tego, że już dziś ludzie legitymujący się wykształceniem średnim i wyższym nie potrafią wyjść poza schematyczną wiedzę o głównych wydarzeniach. O zbrodniach popełnionych na ludności zamojskich miejscowości nie wiedzą dziś nawet ci, którzy tam mieszkają, dla których Zamojszczyzna jest małą ojczyzną.

Po zakończeniu spotkania podsłuchałem jak znajomi pisarki wymienili uwagę, że po pierwszej lekturze „Małej zagłady” wydawało im się, że jest to utwór na miarę nagrody Nike. Dziś wiedzą, że nagrody takiej książka dostać nie mogła, bo jest „niepolityczna”.







4 komentarze:

  1. Co prawda, mam to wszystko jeszcze na świeżo w pamięci, ale miło było przeczytać Twoją relację. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Wypatrzyłem Ciebie wczoraj na widowni i i zaplanowałem, że podejdę później, ale niestety zdążyłem zauważyć jedynie to, że opuściłaś Mediatekę krótko po zakończeniu spotkania. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. https://www.facebook.com/filia29.mbp.lublin.kiepury?fref=ts poleciłam tu :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń