wtorek, 13 października 2015

Wieczór ballad

Andrzej Garczarek



Kiedy rano wystawiłem nos za próg ściął mnie ziąb. Skorygowałem odzież i kilkadziesiąt minut później wyszedłem w ciepłej kurtce. Lodowate powietrze przyszło na przekór oczekiwanej złotej, ciepłej jesieni. W głowie mam zakonotowany popołudniowy wyjazd do Wrocławia do Art Cafe Kalambur. Kawiarnia ma być miejscem nowego wydarzenia. Imprezy pierwszej z cyklu „Cudowne spotkania po latach”. Gościem pierwszego spotkania ma być Andrzej Garczarek. Legendarny (dobre słowo) bard, śpiewający swoje utwory na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Aktywny twórczo i estradowo do dziś. Pomysł cyklu związany jest z przypomnieniem wydawnictw Ośrodka Teatru Otwartego Kalambur jakimi były tomiki z tekstami m.in. Wojtka Bellona, Andrzeja Poniedzielskiego, Leszka Długosza, Andrzeja Sikorowskiego, Marka Grechuty, Jacka Kleyffa i wymienionego już Andrzeja Garczarka. To tomiki poezji śpiewanej wydane w czasach, w których papier był reglamentowany, a każdy tekst musiał mieć aprobatę Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w skrócie cenzury.
Do Kalambura przybywam na pół godziny przed planowanym początkiem koncertu. Zamieniam parę słów z prowadzącym wieczór Staszkiem Wolskim. Próbujemy odtworzyć w pamięci wszystkie tomiki biblioteki bardów. Ze zdziwieniem stwierdzam, że było tego więcej niż pamiętam. Szukam sobie dobrego miejsca na sali. Jest już dość ciasno. Decyduję się przysiąść do stolika blisko niewielkiej estrady gdzie rozmawiają ze sobą dwie dziewczyny. Pytam czy mogę i siadam. Ogarnia mnie melodia dialogu prowadzonego w języku czeskim. Uśmiecham się do siebie. Uśmiecham podwójnie, bo po pierwsze w życiu zawodowym zajmuję się w tej chwili obsługą czeskich kontrahentów, słyszę więc czeską mowę na co dzień, po drugie ubawiła mnie gra słów Bohemia i Bohema. Jedna z dziewczyn przy moim stoliku studiowała bohemistykę - język i kulturę czeską druga to, jak się później dowiedziałem, rodowita Czeszka, mieszkająca od kilku lat w Polsce. Bohema inaczej cyganeria artystyczna czyli stowarzyszenie twórców i pretendujących do miana artysty, termin z przełomu wieku XIX i XX, nasączony legendą i mitem. Tu w kawiarni Kalambur stylizowanej na secesję termin ten ma szczególne znaczenie.
Rozpoczyna się koncert, to znaczy Andrzej Garczarek przywitany przez gospodarzy kawiarni śpiewa nam pierwszy utwór, gawędzi, śpiewa kolejny utwór i powoli ogarnia nas wrażenie powrotu do miłych doznań sprzed lat. Poezja śpiewana jest tym szczególnym rodzajem liryki, który przez połączenie z melodią nie tylko mocno wpływa na zdolność snucia refleksji, ale przede wszystkim dostarcza emocji i wzruszeń. Trzydzieści lat temu poezja była jedną z nielicznych sfer gdzie silnie odczuwało się nieskrępowaną niczym wolność. A dziś? Dziś podobnie. Wówczas chodziło o azyl od zniewolenia politycznego, dziś poezja śpiewana wpływa na poczucie tego, że nie do końca jeszcze utopiliśmy się w konsumpcji. Że poza tym co dla ciała, odczuwamy jeszcze potrzeby ducha.
Koncert trwa długo, prawie dwie godziny, Garczarek zachęca publiczność do wtórowania mu w refrenach utworów i sala zaczyna się lekko kołysać we wspólnym śpiewie.
W trakcie koncertu element czeski. Andrzej wspomina okoliczności buntu przeciwko akcji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Przypomina stworzoną na tę okoliczność piosenkę.
Po koncercie rozmawiam na temat relacji polsko-czeskich z Natalią. Mówi mi ona, że w Czechach na spotkaniach z bardami też wspomina się z sentymentem czasy grubo dziarganych swetrów i licznych niewygód. Podoba jej się klimat dzisiejszego koncertu i podobają jej się ballady Garczarka. Wiem, że podobają jej się teraz. Nie przez wzgląd na stare wspomnienia, bo ich nie ma.
Spotkanie w kawiarni zgromadziło wielu dawnych animatorów działań Teatru Kalambur. Przyszli żeby ożywić pamięć. Ale przyjemnie jest pomyśleć, że koncert ten miałby znaczenie również wówczas gdyby oddzielić go od przeszłości. Ma znaczenie dla nowotworzonej teraźniejszości. Był piękną chwilą, która trwała.

6 komentarzy:

  1. Ale ciekawy wieczór (miałeś)!
    I ten uważam, że "ziąb" jest najbardziej trafnym określeniem obecnie panującej nam pogody. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczór był Magic. I można było schować się przed tym "ziąbem" :)

      Usuń
  2. A wpadnij kiedy do Pieśniarzy! Andrzej Garczarek był tam w sobotę i było jeszcze magicznej! Tyle, że stamtąd nie ma takich świetnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń