niedziela, 29 listopada 2015

Intensywność sobotniej nocy

Jens Grandt, Bożena Boba-Dyga i Heinrich von der Haar

Kiedy w sobotnie popołudnie wybierałem się do Wrocławia nie przypuszczałem, że spędzę bardzo intensywny w treści kulturowo-literackie wieczór. Trochę frustrowała mnie bogata oferta, nakładanie się zdarzeń i wynikająca stąd konieczność selekcji, wyboru i rezygnacji. Zatrzymuję samochód w sąsiedztwie Rynku i kieruję się do Przejścia Garncarskiego, w którym trwają już spotkania z autorami, którzy publikowali swoje książki w wydawnictwie Biuro Literackie. Poza spotkaniami trwa tam kiermasz książek. Wydarzenia przebiegają w tajemniczej aurze zamykania pewnego etapu działalności instytucji. Z końcem grudnia wydawnictwo wyprowadza się z pomieszczeń oficyny Przejścia Garncarskiego. Ma to związek w fiaskiem rozmów o współpracy pomiędzy instytucją a magistratem Wrocławia. Przyczyny niepowodzenie leżą z pewnością po obu stronach dialogu, o szczegółach wiedzą tylko bezpośrednio zainteresowani. Faktem pozostaje to, że Biuro Literackie wyprowadza się z obecnych pomieszczeń w przeddzień inicjacji Europejskiej Stolicy Kultury, jaką miasto będzie w roku 2016. Z boku patrząc nie ulega wątpliwości, że bez względu na sympatie lub antypatie Biuro Literackie było jedną z wyrazistych instytucji kulturalnych Wrocławia. Dziwne to wszystko, ale pewnie zawsze tak jest gdy w tle mielą się środki finansowe związane z realizacją takiego projektu jak Europejska Stolica Kultury. Wydaje nam się idealistycznie, że najważniejsza jest idea i związana z nią wymiana kulturalna, a pewnie najistotniejsze jest realizacja biznesowej strony projektu, wybór podmiotów beneficjentów środków, zgodność „charakterologiczna” podmiotów tych z instytucją magistratu itd., itp.
Od prowadzących wydawnictwo dowiaduję się, że siedzibą wydawnictwa pozostanie Wrocław, lokalizacja nowej siedziby biura nie jest jeszcze znana, na razie „bez domu”. Na pewno zlikwidowana zostanie przyredakcyjna księgarnia, z pewnością inicjowane przez Biuro Literackie imprezy kulturalne organizowane będą wyłącznie poza Wrocławiem. Tym samym organizowany od wielu lat w stolicy Dolnego Śląska festiwal Port Literacki, w swej wrocławskiej wersji staje się historią. 

Rafał Putz

Obładowany kartonem kiermaszowych książek opuszczam Biuro Literackie i wracam do samochodu. Teraz kieruję się do Klubu Muzyki i Literatury. Zapowiedziano tam spotkanie z autorami antologii „Dzieciństwo w Polsce – Kindheit in Deutschland”. W sali słychać już muzykę Rafała Putza barda, który swoimi utworami uświetnia klimat spotkania. Spotkanie związane jest z dwudziestopięcioleciem Literatur-Kollegium Brandenburg e.V. Organizacji pożytku publicznego, która swoją działalnością kulturotwórczą stara się intensyfikować zainteresowanie dla medium literatury. Przewodniczący organizacji Heinrich von der Haar jest jednym z inicjatorów prezentowanej antologii. Zaproszono 27 autorów z Polski i Niemiec (z landów dawnego NRD i RFN) i poproszono ich o zaproponowanie tekstów związanych ze wspomnieniami z dzieciństwa. Książka zawiera wspomnienia osób zamieszkałych z dwóch stron Odry, czasu sztywnych granic państwowych, ekonomicznych, kulturowych. Zamieszczono tam utwory poetyckie i prozę, opowiadania i fragmenty powieści. We wrocławskim spotkaniu uczestniczy siedmiu autorów. Przybyła z Poznanie Łucja Dudzińska (kolejność w jakiej przywołuję twórców nie jest chronologiczna) czyta poetyckie obrazy z lat minionych, przepełnione dziecięcą wyobraźnią, animizacją przestrzeni, uwrażliwieniem na szczegóły. Świat dorosłych odwzorowany w tych utworach odciska się dysonansem sygnałów świadczących o traumie wojennej.

Łucja Dudzinska

W poemacie wrocławskiej poetki Ewy Sonnenberg świat dzieciństwa, wyznaczony relacją dziecka do matki, jest oazą na pustyni wrogiego świata zewnętrznego. Kolejne, bardzo sugestywne obrazy z dzieciństwa znajdujemy z utworach pochodzącej z dolnośląskiego Zawidowa Anny Nawrockiej. To obrazy intensywne, wyraziste, utrwalające świat, który przeminął.
Fragment prozy Ewy Andrzejewskiej (Zielona Góra) to obraz domu rodzinnego z ziem, które nazwane zostały odzyskanymi, gdzie kamienie zdają się sygnalizować ślady obecności poprzednich mieszkańców, gdzie gospodyni przygotowująca bliny mówi śpiewnym językiem kresowego dialektu.
Bożena Boba-Dyga, krakowska pisarka prezentuje fragment wspomnień dziecka, które ze względu na fakt opozycyjnej działalności ojca i to, że naukę pobierało w trybie kursu prywatnego, bez chodzenia do szkoły, nosi w sobie wstydliwą inność.
Heinrich von der Haar (Berlin) prezentuje prozę będącą wspomnieniem praktyk rodzin wielodzietnych, w których zasadą było przekazywanie do domów małżeństw bezdzietnych wybranego potomstwa. To nie była adopcja małego, nieświadomego niemowlaka, tylko podrośniętego już, świadomego dziecka, dla którego rozmowy dorosłych o przekazywaniu dzieci stawały się bodźcem stresogennym.

Jens Grandt i Bożena Boba-Dyga

Pochodzący z Drezna Jens Grandt napisał opowiadanie, które jak sam to przyznał, jest jego osobistym wspomnieniem. Bohater opowiadania to chłopiec, który spędza wakacyjny czas na międzynarodowym obozie w Cieplicach. Przeżywa tu fascynację przybyłą z Łodzi Jadzią. Ciężko im się porozumieć, bo ona nie mówi po niemiecku, on nie mówi po polsku. Próbują się porozumieć językiem narzuconym w edukacji krajów demokracji ludowej, czyli po rosyjsku. Brak swobody komunikacyjnej nie przeszkadza im w przeżywaniu młodzieńczej miłości. Przez pięć lat korespondują ze sobą. Po latach dorosłego mężczyznę nęka poczucie zdrady, jaką było jego zdaniem zerwanie korespondencji i znajomości.
Po każdej prezentacji wywiązywała się krótka dyskusja, ja przywołam tylko jeden fragment. Po opowiadaniu Jensa padły pytania czy dorosły bohater próbował się kiedyś kontaktować z Jadzią. W pewnym momencie Heinrich zapytał Jensa czy jego bohater był świadom tego, że jego miłość pochodzi z miasta, w którym Niemcy zamknęli 100 tys. osób w getcie, a następnie wszystkich zabili. Swoje zdumienie wyraziłem na głos. Nie pamiętam spotkania, w którym inicjatorem odwołania do trudnej historii byłby Niemiec, nie pamiętam spotkania, w którym Niemiec Niemca prosiłby o sprawozdanie ze stanu świadomości.
Ponieważ jestem zaprzyjaźniony w dwójką twórców po opuszczeniu Klubu Muzyki i Literatury udaję się ze wszystkimi się do pobliskiej kawiarni. To czas na swobodne rozmowy. Słyszę uwagi na temat wartości tworzenia literackich pomostów między narodami. Heinrich mówi mi, że moja uwaga wypowiedziana w Klubie była dla niego bardzo interesująca. Rozmawiamy o konieczności świadomości historycznej, o nieodwracaniu się do historii plecami i o możliwościach redukcji wzajemnych uprzedzeń. Opowiadam mu historię mojej rodziny, która przeżyła rzezie wołyńskie, mordy Ukraińców na Polakach. Uprzedzenia do Ukraińców były trudne do przezwyciężenia. Dziś ja przyjaźnię się z sąsiadem, który pochodzi z Ukrainy i staramy się rozmawiać na każdy temat, chociaż rozmowy nie układają się zawsze łatwo.

Cafe Macondo

Żegnam gości i razem z Bożeną przenoszę się do Cafe Macondo. Ta artystyczna kawiarnia i galeria obchodzi drugie urodziny. To miejsce prezentacji literackich, koncertów kameralnych, wystaw plastycznych i fotograficznych. To przede wszystkim miejsce intensywnych rozmów. W ten sobotni wieczór też wznieciliśmy nocne Polaków rozmowy. Ponieważ konkretna literatura nie była ich pretekstem rozmawiamy o sprawach bieżących, przemianach możliwych związanych z przesunięciami politycznymi, a przede wszystkim o tym, co spędza sen z powiek mieszkańców Europy, o problemie żywiołowej migracji i o tarciach kulturowych. O tym czy postulowana multikulturowość to wybór, konieczność, zagrożenie czy potencjał.
Minęła północ, noc trwa. Jeszcze tylko wizyta w Kalamburze gdzie mamy się spotkać ze spędzającym tam wolny czas Marcinem Czerwińskim, naczelnym periodyku Rita Baum. Wracają tematy ważkie, takie jak potencjał wydawniczy, czy kontekst Europejskiej Stolicy Kultury. W secesyjnej sali tańczą ludzie. Długie jesienne wieczory to dobry czas na literaturę i długie dyskusje.

Łucja Dudzińska i Ewa Sonnenberg

Ewa Andrzejewska

Anna Nawrocka



środa, 25 listopada 2015

Mgła




mgła pokrywała miejskie kamienie
niewidoczne stawały się ubytki architektury
wspinaliśmy się po wyszczerbionych stopniach
w górę kamienicy o pustych oczodołach

z wysokiego tarasu wychodzącego w niebo
roztaczała się panorama miasta skaleczonego wojną
brud minionych walk pokrywał powierzchnie szarą patyną
odbudowa napawała lękiem, oczywistością niedomiaru sił
konieczność nakazywała akceptację niezasypanych okopów

pozostało wyobrażenie o świecie estetycznym i czystym
gładkich brukach, równomiernych murach
ułożonych poręczach, rozpiętych dachach
labiryncie uliczek, zamkniętych obiektami placach

życie podróżowało poprzez czas
upływały miesiące i lata
miasto jakby ożyło, podnosiło się, ogromniało
przybierało kostium nowych stylów

ludzie dostrzegli jego urodę, byli dumni, wznosili głowy
ze wzrokiem wpatrzonym w wieże i pylony
powtarzalne wzory wyzwoliły schematyczne reakcje
ekspresja zamknięta w konwencję euforii
udzielała się kolejnym zwiedzającym
z siłą wędrującego wirusa

w mgliste wieczory pojawia się wrażenie
że dawniej wnikliwiej się szukało, głębiej analizowało
treściwa refleksja budowała system myśli
w tamtej scenografii świata brzydkiego, w ruinie
pokrytego popiołem i sadzą