poniedziałek, 14 grudnia 2015

Sojan i przyjaciele



Spotkanie z poetą Jackiej Sojanem i zaproszonymi przez niego gośćmi, jakie miało miejsce w sobotni wieczór, 12 grudnia w Klubie Pieśniarze we Wrocławiu stało się wydarzeniem niezwykłym. Niezwykłość ta nie wynikała tylko z faktu połączenia wieczoru poetyckiego z imprezą urodzinową Jacka. Klub na kilka godzin stał się rodzajem oazy, w której można było schować się umykając dyktatom przedświątecznych zakupów, odcinając się od jazgotu jarmarku świątecznego, który nieopodal zgromadził setki mieszkańców łaknących chleba ze smalcem, grzańca, suszonych wędlin, pączków prosto z gorącego tłuszczu wyjętych i zalanych wybranym słodkim syropem, kołaczy i tym podobnych zapowiadających święta akcesoriów. Koncerty piosenek śpiewanych do wtóru gitary pozwalały o tym wszystkim zapomnieć. Atmosfera serdeczności w trakcie czytania poezji i rozmów o niej pozwalała na wyciszenie rozbieganych myśli. Zabawne teksty piosenek kabaretowych przyozdobiły twarze zebranych w uśmiechy. Istotne było to, że śmiech wzbudzały wyłącznie mądre teksty. Nie trafił się ani jeden utwór z treścią mającą wzbudzić wesołość trochę na siłę, przez prostackie dość odwoływanie się do bieżących spraw politycznych. Takimi tekstami częstują nas artyści w programach transmitowanych poprzez TV. Mam alergię na ten typ kabaretu. W sobotę u Pieśniarzy największe salwy śmiechu wzbudzały teksty łączące w sobie humor i mądrą refleksję na perypetiami życia każdego z nas.




Nie będzie przesadą stwierdzenie, że wieczór przebiegał jak spotkanie u starych serdecznych przyjaciół. Pewnie, że w jakiś sposób wynikało to z faktu tego, że salę wypełnili prawie wyłącznie ludzie parający się poezją i piosenką poetycką. Osoby, których ścieżki życia przecinały się gdzieś tam kiedyś wielokrotnie, przez co spotykając się we wrocławskim klubie mogli łatwo emanować serdecznością i przyjaźnią. Ten ciepły klimat wynikał wyraźnie ze stylu życia polegającego na nieustannym obcowaniu z poezją. Ten ciepły klimat zawdzięczaliśmy patronatowi Jacka Sojana, który, jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało, pełnił rolę autorytetu. Mówię źle, bo niektórzy bardzo bronią się przed tym mianem. Ten przyznany mu autorytet wynikał zarówno z uszanowania długich lat praktyki literackiej, jak i z tego, że w utworach swoich prowadzi on często rozważania metatekstowe. Zastanawia się na wartością samej poezji, demaskuje zgrane schematy popularnych bohaterów literackich, służy pomocą i radą adeptom sztuki.


Do klimatu spotkania przyczyniło się zapewne samo miejsce, czyli Klub Pieśniarze. Jego wystrój, aura występujących tam artystów, jakiś dobry duch tego miejsca sprawia, że przychodzi się tam chętnie i niechętnie opuszcza to miejsce. Jak niechętnie – o tym najlepiej niech świadczy fakt tego, że spotkanie z Jackiem Sojanem zakończyło się dopiero około trzeciej nad ranem. Żadna impreza artystyczna, żaden koncert zorganizowany w pięknej i nowoczesnej sali nie trwa tyle. Tu inaczej budują się relacje między występującymi a publicznością. Tu inaczej gra się, śpiewa, słucha, uczestniczy. Kto był tam ten wie.   
























1 komentarz: