poniedziałek, 7 grudnia 2015

Syria

Dlaczego Syria? O tym w później. Wypadnie w porządku zapisu zdarzeń dnia i wieczoru. Kolejnego dnia wypełnionego treścią. Dużo treści to pewnie taka właściwość dni biegnących do świąt i zakończenia roku. Aż się boję, że potem nastąpi pustka, bo nic nie może trwać w takiej pełni urodzaju. Zresztą gdyby tak było to urodzaj przestałby być zauważalny.


Najpierw wyprawa do Centrum Kongresowego przy Hali Stulecia na Wrocławskie Targi Dobrych Książek. Poprzednie dwa lata targi organizowane były w budynku Dworca Głównego. Gdzieś tam przyjeżdżały i odjeżdżały pociągi, przemieszczali się podróżni, a na galerii, do której prowadziły ruchome schody wydawcy wystawiali co mieli najlepszego. W kilku salach wyposażonych w rzędy krzeseł dla publiczności realizowano spotkania z autorami. Widzowie spoza miasta dojeżdżali pociągiem bezpośrednio na targi. Centrum Kongresowe położone jest trochę dalej, w miejscu z pewnością atrakcyjnym, pomiędzy Parkiem Szczytnickim a Ogrodem Zoologicznym. Stoiska wydawców skupione są w dużej sali i przylegającym do obiektu namiocie, do którego wtłaczane jest ciepłe powietrze. Zaczynam wędrówkę po labiryncie alejek. Bardzo szybko przekonuję się, że wąskie przejścia blokują się zwiedzającymi. Zastanawiam się, czy oznacza to wysoką frekwencję gości czy świadczy jedynie o źle zaprojektowanych przejściach, czyli o bublu organizacyjnym. W kilku punktach słyszę głosy wystawiających, że na dworcu było lepiej. 


Przeglądam książki, na których istnienie przygotowały mnie już wcześniej audycje radiowe, czasopisma i wzmianki internetowe. Targi zawierają zbiór tytułów niemożliwych do ogarnięcia umysłem. Trudności z selekcją to rzecz naturalna. Dziś jest jednak jeszcze trudniej. Po godzinie spędzonej wśród wydawców zaczyna dokuczać mi wrażenie zaduchu. Coś jest nie tak z cyrkulacją powietrza, nadmuchy nagrzewające namiot działają chyba nadmiernie. Sprawność percepcji wysiada. Coraz bardziej przeszkadzają mi ludzie szturchający mnie w plecy w momencie gdy stoję przy którymś ze stoisk. Koniec końców postanawiam opuścić przestrzeń targów szybciej niż planowałem zabierając ze sobą te kilka książek, na zakup których zdecydowałem się. Aha, robiąc zakupy zabrakło mi gotówki, a nie wszyscy wystawiający byli wyposażeni w terminale do czytania kart płatniczych. Najbliższy bankomat okazał się być dopiero u wejścia do Ogrodu Zoologicznego. Żeby w przestrzeni targów książki nie było bankomatów? Tu też organizator nie spisał się.


Po pauzie na posiłek wyruszam do Klubu Muzyki i Literatury na wernisaż malarski. Wernisaż to dość niezwykły. Autor Khaled Basmadji jest Syryjczykiem. Od blisko pięćdziesięciu lat związany jest z Polską. Studiował tu weterynarię, później wracał na studia doktoranckie.
W Polsce poznał żonę. Po powrocie do Syrii pracował przez wiele lat na Uniwersytecie Medycznym w rodzinnym Aleppo. W 2012 roku przebywał w Polsce na wyjeździe wakacyjnym, po którym nie wrócił już do kraju. Spowodowane było to pogorszeniem się sytuacji wojennej w Syrii. Zostawił tam cały dorobek życia. Musiał wszystko zaczynać od nowa. W dodatku, ze względu na fakt, iż posiada on - z racji ożenku - również polskie obywatelstwo, nie mógł korzystać ze statusu uchodźcy czy emigranta, a tym samym nie przysługiwała mu żadna pomoc.


Malarstwo, którym para się od lat, równolegle z pracą zawodową charakteryzuje się kolorystyką orientalnej mozaiki. Jest to jednak malarstwo figuratywne. Basmadji jest muzułmaninem. Głęboko wierzącym jak wyznaje. Mówi, że jest przekonany o tym, iż jest jeden Bóg, do którego odwołują się wszystkie najważniejsze religie. W jego malarstwie często pojawia się postać Maryi, która ma swoje miejsce w islamie. Co prawda nie występuje tam jako matka Boga, ale to jej poświęcone jest pierwsze śniadanie spożywane przez nowożeńców i nazywane maryjnym.
Sytuacja geopolityczna zmusza artystę do wypowiedzenia kilku zdań na temat przybywających do Europy uchodźców. Mówi, że prawdziwi Syryjscy uchodźcy umierają w namiotach w jego kraju, napadani i mordowani przez mafię ISIS. Ci, którzy przybywają do Europy to zazwyczaj bogaci ludzie, których stać było na podróż. To emigranci, którzy próbują sobie poprawić byt ekonomiczny. To przede wszystkim Pakistańczycy, Afgańczycy, Czeczeni, Azerbejdżanie Libijczycy. Syryjczyków w tej grupie prawie nie ma.


Korespondencja religii wyrażona obrazami, obecność rodowitego Syryjczyka na odległość dwóch kroków sprawia, że problemy tego kraju przestają być odległe. Odświeżona zostaje pamięć polskich śladów na Bliskim Wschodzie, czego najwyrazistszym przykładem jest postać generała Józefa Bema, który aby móc walczyć w szeregach armii sułtana przeciwko Rosji przeszedł na islam, a po podpisaniu pokoju między Rosją i Turcją dokonał żywota w północnej Syrii w Aleppo, w rodzinnym mieście Khaleda Basmandji, dzisiejszego gościa Klubu Muzyki i Literatury.


Kiedy w kuluarach wystawy rozmawiałem przez moment z żoną artysty Danutą zakonotowałem sobie dwie informacje. Pierwsza do teza, wypowiedziana przez kobietę, która mieszkała w Aleppo, że nikt kto miał możliwość poznać Syrię nie powie złego słowa o samych Syryjczykach. To z natury dobrzy i łagodni ludzie. Informacja druga – Syryjczycy są wyznawcami islamu, ale jeżeli chodzi o nację nie są ludnością arabską. Myślę, że warto to zapamiętać.
 

Sobotni wieczór ma jeszcze trzeci punkt. Przemieszczam się do znajdującego się w pobliżu Rynku Klubu Pieśniarze. To miejsce spotkań z poezją śpiewaną na żywo. W półmroku kameralnej salki widzę portrety Stachury, Wojaczka i im podobnych postaci. Książki tworzące scenografię pochodzą z innej epoki. To pozycje antykwaryczne sprzed trzydziestu i czterdziestu lat. Dziś zapowiadany wcześniej recital Remigiusza Szumana. Bard wprowadzony zostaje na scenę. Ma ciemne okulary. Jest jak mityczny pieśniarz, niewidomy jak Homer. Zakłada gitarę i zaczyna śpiewać. Słuchając od czasu do czasu zamykam oczy. Wsłuchuję się w poezję, kogoś kto świata zmysłem wzroku nie poznał, ale świat mimo wszystko zna. Pieśni pełne są emocji, refleksji na temat relacji międzyludzkich, zdarzeń życia ludzkiego. To życie i świat postrzegany inaczej, intensywnie w dostępnych zmysłach i emocjach.











3 komentarze:

  1. Ja też mam podobne odczucia co do tego grudniowego urodzaju :).

    Jeżeli chodzi o uchodźców - wiele prawdy jest w tym, co powiedział ten Pan. W zeszłym roku napisałam na blogu o uchodźcach z Syrii, których uratowano u wybrzeży Cypru. Nieoficjalnie, od osób, które miały z nimi styczność, dowiedziałam się, że byli to ludzie zamożni i wymagający, czasem wręcz wybredni... Nie chcę teraz, po czasie, rozwijać tego tematu, ale... sam fakt, że bilety na statek kosztowały po kilka tysięcy euro od osoby, świadczy już o tym, że biedacy raczej nie mogliby sobie na coś takiego pozwolić. Okropne jest też to, że pod uchodźców podszywają się różni ludzie i - "gubiąc" dokumenty - usiłują się dostać do Europy, a naprawdę potrzebujący nadal czekają na pomoc...

    Pozdrawiam i życzę Ci dobrego, urodzajnego tygodnia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wizytę. Tobie również wszystkiego dobrego! :)

      Usuń
  2. Ale intensywny kulturalnie popołudniowieczór.
    Żałuję, że WTDK już nie na Dworcu Głównym, tam był jednak swoisty klimat (i sporo bankomatów ;-)).

    OdpowiedzUsuń