wtorek, 12 stycznia 2016

Krakowskie chwile

Fot. Bożena Boba-Dyga

Chodząc po Krakowie słyszę, że romantyczna mgła zmiękczająca widok ulic to w rzeczywistości smog, czyli powietrze, którym niezbyt zdrowo jest oddychać. Pozostaję przy swojej wersji, że to magiczna scenografia labiryntu starego miasta. Przyjechałem rano na zaproszenie Bożeny Boby-Dygi. Weźmiemy wieczorem udział w 38 Poezjach i Herezjach, czyli wielkim zbiorowym czytaniu wierszy. To później. Teraz korzystamy z kilku godzin, które możemy poświęcić na szwendanie się po mieście. Bożena próbuje zrobić rzecz niemożliwą. Próbuje w ciągu kilku godzin opowiedzieć mi Kraków. Opowiedzieć mi swoje widzenie Krakowa. Ma do miasta stosunek emocjonalny i jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, fizyczny. Pracuje bowiem jako konserwator zabytków. Dotyka murów i zdobień, wiele obiektów ma odnowione jej ręką ornamenty. Można powiedzieć, że jestem szczęściarzem, bo oprowadzanie po mieście tego typu, subiektywne, jakby intymne jest czymś niezwykłym. Kiedy mnie wewnętrzne podwórko skojarzy się jedynie z rysunkami prof. Zina z programu telewizyjnego nadawanego w latach siedemdziesiątych ona, pokazując detale, opowiada mi historie o teatrze, który był i którego nie ma, o wystawie starych fotografii odzyskanych ze szklanych negatywów... Wystawie, która dała autorce zdjęć pośmiertną sławę. Mówi o zachowanej stylistyce miejsc. Mnie – gdybym sam spacerował po starówce nie przyszłoby do głowy aby zachodzić na ul. św. Jana do baru Rio. A jednak? Bar ten ma zachowany design z lat sześćdziesiątych. Charakterystyczny wystrój, kształty i linie, nawet wiatrak pod sufitem, obowiązkowe wyposażenie lokali gastronomicznych w tamtej dekadzie, poprzednik klimatyzacji. Zachowana stylistyka została lekko przekształcona, wiatrak w całości powleczony jest czarną farbą, podobnie rurki przebiegające między powierzchnią stołów a płytą obniżonego sufitu. Wrażenie zatrzymania w czasie jest silne. Lokal odwiedzają głównie ci, których młodość wypadła w tamtej odległej dekadzie. Jest to miejsce spotkań dzisiejszych seniorów.
Inne miejsce szczególne to znajdujący się na Rynku BAR zVIS, albo VIS-à-VIS jak można przeczytać na markizie. Tu też wystrój wnętrza nie zmienił się od co najmniej trzydziestu lat. Lokal znajdujący się po sąsiedzku z Piwnicą pod Baranami skupiał artystów. Do dziś przychodzą tu znani aktorzy, poeci, artyści estradowi. Zostaje mi przedstawiony barman-poeta Marek Wawrzyński. Zamawiam espresso, rozmawiamy. Snują się anegdoty o Bobsie (Adam Marczek), który nie pytany o zgodę odwiedzał lokale starówki i czytał swoje wiersze. O inicjatywie stałych bywalców wydawania zvisowej gazetki. - Tu przy tym blacie - Marek wychodzi przed bar – jeszcze kilka lat temu siadywała Szymborska. Naciąłem dyskretnie deskę, żeby zaznaczyć miejsce gdzie przebywała.
Przed witryną baru zamontowano rzeźbę siedzącego przy stoliczku Piotra Skrzyneckiego, jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci Krakowa. Dziś jest elementem atrakcji turystycznej. Takie mosiężne postacie znanych twórców i ludzi kultury umieszczono w większości polskich miast. Siedzą na ławeczkach, krzesłach, przy stoliczkach. Jest to jeden z elementów globalizacji gustów.
Kropi deszcz. Idziemy w kierunku Pałacu Sztuki. Secesyjny obiekt stanowi dziś galerię sztuki współczesnej. Oglądamy wystawę rysunków Mariana Siwka. To prace z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, mocno przerysowany, ponury w wyrazie obraz życia w tamtym systemie. Wśród prac zwraca uwagę seria poświęcona upamiętnieniu górników kopalni Wujek, którzy zginęli zastrzeleni w trakcie stanu wojennego.
W pozostałych salach ma miejsce wystawa zbiorowa prac osób związanych z krakowskim oddziałem Związku Polskich Artystów Plastyków. Ogromna różnorodność. Różne style. Wiele obrazów przykuwa moją uwagę. Wystawa ukazuje potencjał lokalnego środowiska artystycznego. Jeden dysonans. Sale Pałacu Sztuki nie są ogrzewane, bowiem administratora obiektu nie stać na to. Chłód jest mocno odczuwalny. Stare mury wzmacniają to wrażenie. Dla mnie chłód ten ma znaczenie symboliczne. Pokazuje jak bardzo w liberalnym świecie sztuka i kultura spychana jest na margines życia.
Po południu chodzimy jeszcze po krużgankach kościołów oo. Franciszkanów i Dominikanów. Tam oglądamy stare obrazy po konserwacji, wyeksponowane specjalnym oświetleniem. Do tego alabastrowe nagrobki i napisy w staropolszczyźnie. W moim mieście o skomplikowanej historii napisy są po łacinie albo po niemiecku. Dlatego chłonę teksty ze starych reliefów.
Potem przyszedł wieczór. W Klubie Kabaret mieszczącym się na Kazimierzu było czytanie poezji, byli znajomi, osoby z którymi widziałem się ostatnio bądź to w Chorzowie, bądź u mnie we Wrocławiu. I jeszcze koncert Debilio Kudenzo. Tu niespodzianka. Pseudonim artystyczny nie zachwycał. Image artysty ubranego w maskę z wielkim nosem i okularami, przystrojonego w kapelusz stożkowy, też kierował uwagę w kierunku jarmarcznych raczej rozrywek. Tymczasem usłyszeliśmy piosenki śpiewane mocnym głosem, o dużej skali, ładnej barwie. Dużo było w tej muzyce brzmień podobnych do szant. Teksty rozbawiające, będące mądrą satyrą obrazującą współczesny świat i styl życia.
Wracam z Krakowa z wiązką tomików poetyckich w plecaku i z płytami Bożeny, bo ona poza pisaniem wierszy, pracami przy konserwacji zabytków, a przez to również aktywnością plastyczną, zajmuje się jeszcze muzyką i śpiewaniem. Wydaje mi się to typowe dla tego miasta, że są tu artyści, którzy wykorzystują maksymalnie wszystkie środki wyrazu. Muzyka Bożeny pozwala mi trwać w wysokoartystycznych doznaniach jeszcze długo po powrocie. 

Debilio Kudenzo

10 komentarzy:

  1. Jeden dzień, a doznań, wrażeń na co najmniej dekadę. I ładnie zebrane w słowa. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne spojrzenie na miejsca, które mijam codziennie od ponad 10 lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że spodobał się zapis tego co widziałem.

      Usuń
  3. O tak! Kraków nigdy nie stracił swojej magii. Tutaj po prostu trzeba wracać!

    OdpowiedzUsuń
  4. przypomniało mi to jak kilka lat temu spedziłam weekend w Krakowie w towrzystwie Bożeny...własciwie towarzyszyłam jej i to było własnie tak jak Pan tu opisuje...byłam na jej recitalu, na koncercie jazzowym ....to byla magia...a sama mieszkam we Wrocławiu, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. ...magia - potwierdzam. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń