niedziela, 13 marca 2016

Znaki minionej rzeczywistości


Zapisałem sobie w kalendarzu informację o nowej wystawie.  Piątkowy termin wernisażu odpowiadał mi, bo wieczór przed  weekendem pozwala nie myśleć o pracy  i  związanych  z nią obowiązkach. Poza tym to wystawa szczególna – wystawionymi obiektami będą znaki graficzne. Będąc już na miejscu ekspozycji, we wrocławskie Galerii Dizajn BWA, dowiaduję się, że zasadnicza część ekspozycji jest rekonstrukcją pierwszej wystawy znaków graficznych jaka miała miejsce w Warszawie w roku 1969.
Zaprezentowane znaki graficzne to zasadniczo to, co dziś określamy terminem logo. Ale nie tylko. Wśród zaprezentowanych znaków obejrzeć możemy te, które miały wartość bardzo użytkową, oznaczały typ paliwa na stacji benzynowej, wyjście ewakuacyjne, czy też pierwszą klasę towaru. Wiele znaków oznacza instytucje do dziś istniejące i funkcjonujące. Wśród znaków rozpoznawalnych zarówno przez starszych, jak  i młodszych widzów, znajdziemy Herbapol, Polmos, Amino. Rozpoznawalne są znaki instytucji, które do niedawna obecne były w naszej rzeczywistości, a dziś albo nie istnieją, albo zmieniły nazwę. Wśród nich CPN, Petrochemia, Unitra, Bank Pekao, Orbis. Sporą reprezentacje mają znaki znanych polskich wydawnictw, wśród nich: Nasza Księgarnia, Czytelnik, czy Wiedza Powszechna.


Im dłużej oglądam prezentowane znaki tym mocniej uświadamiam sobie jak wielką rolę przypisywano dobrym projektom. Miały one funkcję użytkową, ale powstawały dzięki kreacji podobnej do tej, którą postrzegamy w sztuce. Łączyły prostotę z wpisanym w kształt symbolem.
Sale galerii wypełnia tłum, głównie młodych ludzi, robi się tłoczno, ciasno. Wernisaż ma nadspodziewaną frekwencję. Jedna z gablot zawiera zestaw narzędzi warsztatowych grafika projektującego znaki. To narzędzie kreślarskie, cyrkle, linijki, krzywaki. Może to dziwnie brzmi, ale komputerów z programami graficznymi nikt sobie w czasach tamtych projektów nawet nie wyobrażał.


Oglądanie ekspozycji jest lekcją historii gospodarczej. Mam na myśli grafiki wyznaczające zespół zakładów przemysłowych, dziś już nie istniejących. Sporą grupę stanowią tu zakłady odzieżowe, producenci tkanin, przedsiębiorstwa z branży chemicznej. Nie tylko zakłady miały, używając współczesnego określenia, swoje logo. Znaki takie posiadały liczne instytuty badawcze, doświadczalne i wdrożeniowe. Ciekawe czy jakikolwiek z tych instytutów przetrwał do dziś?
W drugiej z sal galerii czeka mnie duża niespodzianka. Sala ta gromadzi znaki związane z Biurem Wystaw Artystycznych. Jest tam też gablota w wycinkami prasowymi i zdjęciami z imprezy, która odbywała się w tym miejscu u zarania galerii w jej  obecnym kształcie. Były to wydarzenie drugiej edycji Festiwalu Wizualnych Realizacji Okołomuzycznych WRO, czyli prezentacji wideoartu. Wśród zamieszczonych zdjęć znajduję moje własne, które robiłem dokumentując imprezę, pracując dla jednej z wrocławskich gazet. Obliczam kiedy to było. Wynik – dwadzieścia sześć lat temu. Mam pod powiekami te wydarzenie jakby miały miejsce wczoraj. Nad gablotą spotykam organizatorów wrocławskich prezentacji wideoartu: Violettę i Piotra Krajewskich oraz Zbigniewa Kupisza. Do dziś konsekwentnie kontynuują tę aktywność organizując Biennale WRO.

Na skutek bodźców wywołanych przez obiekty wystawy umysł mój powędrował w przeszłość. W takim też dość nostalgicznym nastroju opuszczam galerię.


2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa wystawa, z chęcią bym ją odwiedziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaki w kwadratach równomiernie, geometrycznie rozmieszczone na ścianach sprawiają wrażenie (patrząc z dystansu) hieroglifów egipskich. Języka, który chcemy odkryć. Dzięki temu wystawa jest jeszcze bardziej fascynująca. Pozdrawiam.

      Usuń