piątek, 1 kwietnia 2016

Ostatni dzień



Burzą zakończył się we Wrocławiu ostatni dzień marca. Niby nic, a jednak dziwne. Grzmot usłyszałem przebywając w galerio-kawiarni Macondo. Uświadomiłem sobie, że chwilę wcześniej zarejestrowałem w świadomości błyski, ale byłem przekonany, że to zaiskrzyła trakcja elektryczna od przejeżdżającego tramwaju. Do Macondo wybrałem się na comiesięczne spotkanie z zaproszonym gościem - tym razem jest to spotkanie z poetką Elżbietą Lipińską. Dojeżdżając do galerii uświadomiłem sobie, że poprzednim razem byłem tam cztery miesiące temu. Doznaję przykrego uczucia gonitwy czasu.

Słuchając czytanych wierszy zastanawiamy się nad istotą poetyckości. Nad potrzebą budowania zestawień słownych, które tworzącym nadają cechę "bujania w obłokach" - odrealnienia. To nie tak. Realność ma wiele wymiarów. Umiejętność nazywania odcieni rzeczywistości jest cechą tych, którzy doświadczają świata i egzystencji mocno, czasami do bólu.

Nie ma jednej recepty na dobry wiersz. Dziś wiersze z poprzednich epok tchną często naiwnością. Wtedy były wysoką literaturą. Wiersze współczesne potrafią porazić eksploracją sfer brzydkich, brudnych, nadmiernie fizjologicznych. Bywa, że emanują wulgaryzmami. Wszystko jest dobrze, jeżeli po odczytaniu całego tekstu widać, że sięganie po te tematy i środki jest uzasadnione. A jeżeli nie jest? To cechy tła twórczego, o którym mówimy. Nie są to cechy prezentowanej dziś poezji. To, co słyszymy pełne jest refleksji, swobodnych myśli kogoś, kto porusza się między ludźmi i w przestrzeniach. Doznania prowokują do nazywania.

Podobno w krajach arabskich poeci czytają swoje utwory na stadionach, dla wielu tysięcy słuchaczy...

Siedzimy w Macondo i słuchamy poezji bardzo kameralnie. Może tak jest lepiej? Duża widownia wymaga od poety umiejętności parateatralnych. Tak myślę.

Kiedy dzień wszedł w noc za oknami lunął rzęsisty deszcz. Dokładamy nowe elementy do budowanej na ścianie instalacji. Goście galerii przylepiają na ścianie to, co mają w kieszeniach: bilety, monety, zapalniczkę, jakieś fiszki. Ja mam tylko napoczętą paczkę chusteczek higienicznych. Ktoś przylepił mały rewolwer, zabawkę. Dlaczego wypychał nim kieszeń?

Przedwiośnie uwalnia zapachy. W pierwszej kolejności to ziemia, wilgoć, stęchlizna. Niedługo pojawi się zapach zieleni i kwiatów. Zimny deszcz oznacza chłodną noc przed ciepłym dniem. Trudno w to uwierzyć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz