sobota, 2 lipca 2016

Odkrywanie miasta


Urodziłem się w mieście pozbawionym swojej historii. Zniszczenia wojenne i zmiany granic państwowych spowodowały, że wprowadzono grubą kreskę, od której miasto miało budować swoją historię od nowa. Ale tak się nie da, ponieważ zakodowane w znakach graficznych i napisach wyrytych w reliefach informacje świadczą o tym, że miasto żyło swoim wydarzeniami przez wieki, zamieszkiwali je konkretni ludzie tworzący kolejne dni dziejów miasta. To prawda, że miasto legło w gruzach decyzją uczynienia z niego twierdzy w trakcie działań wojennych i do jego zniszczenia przyczynili się wojenni włodarze. Tylko część tkanki miejskiej Wrocławia przypomina stary przedwojenny gród. Wiele kamienic i całych kwartałów obiektów zniknęło na zawsze. Dziś odtwarzamy te widoki oglądając stare zdjęcia. Zdjęcia przedstawiają obiekty. Ale obiekty to nie wszystko. Cała tkanka architektoniczna miasta związana była z życiem konkretnych ludzi. Żyli, pracowali, kochali się, przeżywali swoje prywatne uniesienia i dramaty, każdego dnia wnosili w historię miasta efekty swojej pracy. W roku 1945 zostali zrównani pamięcią z twórcami systemu, których trzeba było potępić, a pamięci o nich nie krzewić. Czy można tworzyć historię grodu od nowa, wybierając nowy punkt, od którego historia ta tworzy się? Takie pewnie były powojenne założenia. Niestety zakodowane w kamieniach informacje wzbudzają zainteresowanie. Wzbudzają chęć drążenia dziejów, poznania przeszłych wydarzeń, które tworzyły dzieje miasta znajdującego się przez lata pod wpływem kilku nacji. Przede wszystkim polskiej, niemieckiej i czeskiej.


Skorzystałem z letniej oferty wycieczki edukacyjnej po mieście zainicjowanej przez mieszkającą we Wrocławiu Czeszkę Natalię Raslavską (pisałem już o jej aktywności). W trakcie tej wycieczki trafiłem pod mury mojego liceum (nr IX) i dostałem porcję informacji o historii tego miejsca. Otrzymałem tę wiedzę dzięki temu, że przyjechała do Wrocławia młoda dziewczyna, fascynująca się czeskimi śladami w moim rodzinnym mieście. Dziewczyna, dla której odkrywania historii miasta jest wyzwaniem i pasją. 


Natalia zaaranżowała wycieczkę edukacyjną po mieście śladami czeskiego badacza Jana Ewangelisty Purkyniego. To naukowiec żyjący w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. 27 lat swego życia związał z Wrocławiem. Gdyby żył sto lat później byłby z pewnością laureatem nagrody Nobla. Dla wielu wrocławian jego nazwisko kojarzy się wyłącznie z ulicą jego imienia. Trzydzieści lat temu ulica kojarzona było ze znajdującą się przy niej instytucją komunikacji. Miejsca dystrybucji dobra nie zawsze łatwo wtedy dostępnego, czyli telefonu - dodajmy stacjonarnego. Było to jedyne skojarzenie z nazwiskiem Pyrkyniego. Dopiero w trakcie piątkowej wycieczki dowiedziałem się, że ten czeski badacz stworzył we Wrocławiu pierwszy w świecie zakład fizjologii eksperymentalnej. Był odkrywcą protoplazmy, dokonał opisu niepowtarzalności linii papilarnych, opisał gruczoły potowe. W pracy używał systemowo mikroskopu achromatycznego, sukces swój zawdzięczał także umiejętności zarządzania pracą zespołową.
Wycieczka zorganizowana przez Natalię ruszyła spod Muzeum Narodowego w kierunku miejsca gdzie znajdowała się kamienica, w której mieszkał Purkynie. Dziś jej nie ma. Legła w gruzach w trakcie wojny. Znajdowała się w pobliżu kompleksu budynków dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych. Udaliśmy się stamtąd do miejsca pracy badacza, do Zakładu Fizjologii przy ul. św. Katarzyny. Dziś obiekt tego zakładu znajduję się w ruinie. Nowy właściciel zwleka z remontem i adaptacją na nowe cele. Na niekonserwowanej tablicy pamiątkowej coraz trudniej odczytać informacje.


Kolejnym miejsce wycieczki związane było z obiektem mojego liceum przy ul. Piotra Skargi. W dawnych czasach w miejscu tym znajdowała się kamienica, w której żył przyjaciel Purkyniego, literat i profesor slawistyki Uniwersytetu Wrocławskiego Ladyslav Čelakovsky. Autor tekstów poetyckich, znajdujących się w obowiązkowym spisie utworów, które w czeskich szkołach młodzież uczy się na pamięć i recytuje. To, że dzisiejsi mieszkańcy Wrocławia nic o Čelakovskym nie wiedzą wynika być może z faktu jego krytycznego stosunku do naszych zmagań narodowowyzwoleńczych w trakcie zaborów. Ale wrogiem Polaków raczej nie był, bo dzięki niemu wielu polskich badaczy mogło wyjechać i działać w Pradze. Przyjaźń Purkyniego z Čelakovskym związana była z zainteresowaniami badacza kulturą i literaturą. Ciekawostką jest, że dokonał Purkynie tłumaczenia na czeski polskiego poematu „Maria” Antoniego Malczewskiego. Poza tym współtworzył stowarzyszenie słowiańskie krzewiące kulturę Słowian na terenie ówczesnych Prus.
Kolejne punkty wycieczki to katedra Marii Magdaleny, w której Purkynie odnalazł stare teksty napisane po czesku i gmach główny Uniwersytetu Wrocławskiego, którego badacz był pracownikiem.


Słuchając o kolejach losu badacza, w opowieści ukazującej sugestywnie jego postać aktywną na wielu polach pomyślałem sobie, że bardzo interesujący mógłby być przybliżający wiedzę o nim film biograficzny. Kiedyś takie produkcje były praktyką powszednią telewizji. 
Zazwyczaj ze spacerów edukacyjnych korzystam przybywając do obcych miast. Tym razem było inaczej. Okazuje się, że rodzinne miasto ma wiele jeszcze do odkrycia. Trzeba jednak spojrzenia kogoś z zewnątrz, kto dostrzega informacje z innej optyki, patrząc przez pryzmat własnej, w tym wypadku czeskiej kultury.  
Był ciepły słoneczny, ale nie duszny letni wieczór. Wycieczkę kończymy w restauracji Česka, racząc się czeskim piwem i czeską kuchnią.





2 komentarze:

  1. Lubię takie wycieczki. Zawsze można dowiedzieć się czegoś więcej o swoim mieście które zbyt często przemierza się w dość bezmyślny sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe są takie wycieczki. Pozdrawiam :)

      Usuń