czwartek, 6 października 2016

Podwórka


Otworzyłem pudełka z negatywami zdjęć z czasów gdy, pracując jako dziennikarz, poruszałem się po mieście i utrwalałem niektóre widoki przy pomocy aparatu fotograficznego. Negatywy te zawierają zdjęcia, które przez długi czas wydawały mi się mało wartościowe. Nie były tak fascynujące jak obrazy miasta sprzed drugiej wojny światowej. Umknęło mojej uwadze to, że dystans czasowy jaki dzieli teraźniejszość od momentu naciśnięcia migawki to bez mała ćwierć wieku. W tym czasie sporo się zmieniło. Zupełnie zapomniałem, że Wrocław był niegdyś miastem raczej brudnym i zaniedbanym. Gruz, śmieci, rozbebeszone chodniki to był normalny widok. Zachowane kwartały przedwojennych kamienic straszyły ceglanymi, pozbawionymi tynku ścianami. Wewnętrzne podwórka pełne były rupieci, byle jak skleconych baraczków, komórek. W tej nieciekawej scenerii bawiły się dzieci. Niedostatki otoczenia uzupełniały w zabawach swoją wyobraźnią. Czy miały gorzej niż te dzieci, które dziś wychodzą na zadbane i estetyczne podwórka w wyremontowanych częściach miasta? Te nowe podwórka wydaję mi się czasem zbyt sterylne. Ich ład i porządek zdają się krępować inwencję, kreatywność, wyobraźnię. Zardzewiała kłódka spinająca metalowy łańcuch zamykający bramę miała czasem magiczne znaczenie, sygnalizowała tajemnice ukryte w zamkniętym pomieszczeniu. Mogły to być skarby przeszłości, kolekcja przedmiotów współczesnych, które zmagazynowano, bo na pewno przydadzą się do czegoś, mógł to być tajemny warsztat gdzie dorośli mężczyźni spędzali czas wolny po pracy zarobkowej naprawiając lub modernizując motory, maszyny, auta. Zazdrośnie chronili swoje poczynania zamykając się przed oczami gapiów. Typowym widokiem podwórek była bita ciemna ziemia, fragmenty dzikich, nie pielęgnowanych trawników, gruz, trzepaki, kontenery śmietnikowe, często poprzeciągane między słupkami, drzewami i murkami sznury do suszenia prania.


Podwórka pustoszały w ciągu dnia i zaludniały się po południu, kiedy dzieci wracały ze szkoły a starsi z pracy. Czy dziewczynki wspinające się na płot, aby pokonać przeszkodę i przejść na drugą stronę wybierały się właśnie do czarodziejskiego ogrodu? Chyba tak. Nikt z dorosłych o przytępionej wyobraźni nie podążał ich śladem.



Nie wydaje mi się żeby postacie z oglądanych zdjęć przez fakt zabawy na brzydkim, zaniedbanym podwórku miały smutne dzieciństwo. Nie wygląd otoczenia jest ważny tylko to, co uczestnicy zabaw mieli w głowach, ich projekty, ich zdolności kreacyjne oglądania świata lepszym niż był. Postacie ze zdjęć mają dziś ponad trzydzieści lat. Większość z nich mieszka już w innym miejscu z pewnością. Może cieszy ich fakt nowych zadbanych placów dla dzieci, pełnych rozmaitych sprzętów zabawowych. Ich dzieci nie muszę wiele tworzyć. Wypełniają schemat czynności narzucony przez zainstalowane sprzęty. Mają dzieciństwo perfekcyjnie zaprojektowane. Rzadko kiedy straszy je widok kogoś biednego, przeglądającego zawartość śmietników. Nie muszą się brzydzić takim widokiem. Bo wewnętrzne podwórka nowych osiedli zamknięte są płotami, szlabanami, furtkami z domofonem, są chronione przed przybłędami. Nie przybłąka się tam żebrak, nie wejdzie reporter z codziennej gazety z aparatem fotograficznym. Przestrzeń jest uporządkowana i prywatna.  









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz