środa, 21 grudnia 2016

Urodziny portalu



Obok całego zamieszania związanego z przygotowaniami do świąt, obok niepokojących informacji dotyczących aktów terrorystycznych za rogatkami kraju i przepychanek politycznych w jego wnętrzu, miało miejsce urocze spotkanie z racji pierwszych urodzin portalu kvetevropy.cz. To portal, który w czeskim języku informuje o atrakcjach Wrocławia. Strona powstała, bo tak chciała jej pomysłodawczyni - mieszkająca w stolicy Dolnego Śląska Czeszka - Natalia Raclavska.
Przez rok funkcjonowania wokół portalu skupiła się grupa osób, do której należą mieszkający w Polsce Czesi, a także ich znajomi, którzy powodowani bodźcem promującym atrakcyjność miasta przyjeżdżają do Wrocławia. Wokół portalu skupiają się oczywiście przyjaźniący się z Czechami Polacy. Rośnie grupa osób, które na skutek praktyki zawodowej kontaktują się z firmami południowego sąsiada i odczuwają potrzebę poznania choćby podstawowego słownictwa czeskiego, ułatwiającego im codzienną komunikację. Ważną grupą są adepci Bohemistyki.  Jest taki kierunek na Uniwersytecie Wrocławskim. Do grona wymienionych wyżej osób dołączyła Katka, która przyjechała ze Słowacji i podobnie jak Natalia zamieszkała we Wrocławiu. Katka śpiewa ballady - przejmujące słowackie ballady.


NIe potrafię opisać przyjemności przebywania w grupie, w której mieszają się języki polski, czeski i słowacki, gdzie nie ma żadnych barier komunikacyjnych. Portal internetowy jest tylko zewnętrznym medium, gdzie zapisywane są informacje i relacje z wydarzeń. Najistotniejsza jest chęć wzajemnych kontaktów, spędzania ze sobą czasu, przygotowywania i przeprowadzania projektów kulturalnych, edukacyjnych, towarzyskich.


W zaciszu Klubu Pieśniarze słuchaliśmy piosenek, kosztowaliśmy urodzinowy tort i uwarzone według czeskich receptur piwo, rozmawialiśmy i cieszyliśmy się z chwil wspólnie spędzanych.






Zapis wideo: tu

wtorek, 6 grudnia 2016

Wczorajsze manifestacje



Do sięgnięcia do materiałów archiwalnych związanych z manifestacjami początku lat dziewięćdziesiątych skłoniły mnie wydarzenia związane z solidarnościowym bohaterem Józefem Piniorem, na którego padło podejrzenie parania się płatną protekcją. Pamiętam jak niegdyś wpadł mi on w obiektyw na manifestacji, która przetoczyła się przez centrum Wrocławia. Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że była to manifestacja anarchistów, a Józef Pinior wędrował w jej szeregach wymachując czerwoną flagą. Co chciał wtedy tym gestem powiedzieć? Dziś nie jestem tego w stanie odtworzyć.
To był dziwny czas, bo manifestacje przetaczały się ulicami miasta bardzo często. Poza anarchistami zobaczyć można było protestujących Zabużan upominających się o utracone na kresach mienie, aktywni byli emeryci i renciści, osoby niepełnosprawne angażowane były w akcje nazywane pikietami, czasami odbywały się jeszcze happeningi a’la Pomarańczowa Alternatywa.
Przemianowana w policję milicja starała się asystować pochodom, ale stare przyzwyczajenia nie pozwalały niebieskim chłopakom stać spokojnie. Uganiali się więc z pałami za chuliganami raczej (w ich przekonaniu) niż za nieprawomyślnymi politycznie. Zresztą - jeden pies…


Oglądam stare zdjęcia i zastanawiam się, czy była to zarejestrowana na obrazach rzeczywistość była była ciekawa i intrygująca czy raczej ponura. Nie wiem.

Manifestacje dalej ożywiają krajobraz miejski. Pojawili się nowi organizatorzy tych wydarzeń, głoszone są nowe hasła, określane są nowe cele. I w dalszym ciągu panuje powszechne przekonanie, że brak realizacji wypowiadanych postulatów skutkować będzie jakąś wielką katastrofą.