czwartek, 29 czerwca 2017

Ślepe ściany w Entropii



Pamiętam, że w roku 1988 Wrocław był miastem przed eksplozją kolorów nośników reklamowych i barw nowych obiektów architektonicznych. Miasto – zwłaszcza zimą mogło uchodzić za szare. Takie obrazy utrwaliły się w pamięci. Reklam, w dzisiejszym rozumieniu nie oglądaliśmy, bo był to atrybut wolnego rynku, jakiego wówczas nie było. Były szyldy, były wielkoformatowe freski, które miały funkcję parareklamową. Informowały o firmach produkcyjnych, handlowych i usługodawczych działających w tamtej rzeczywistości. Chodzi o takie podmioty jak zakłady Polar, Intermoda, Powszechna Kasa Oszczędności, Powszechny Zakład Ubezpieczeń, lokalne firmy usług lokatorskich itp. Celowo używam słowa freski zamiast murale, bo tak jak pamiętam termin murale pojawił się dużo później. Charakterystyczne było to, że wielkoformatowymi, użytkowymi malowidłami zostały zagospodarowane ściany kamienic, których powierzchnie odsłoniła wojna. Stało się to na skutek wyburzenia części zniszczonych kamienic i powstania dziur w strukturze urbanistycznej miasta. Ściana kamienicy, połączona ze ścianą kamienicy sąsiedniej stała się w ten sposób ścianą szczytową. Jeżeli na ścianie tej pojawiały się okna to tylko dzięki inwencji lokatorów, którzy otwory okienne w tym miejscu wybijali. Te duże powierzchnie ścian zagospodarowano malarsko. Dziś wiele z tych ścian już nie istnieje, ponieważ wolne przestrzenie zabudowano nowymi obiektami, które początkowa nazywano plombami, od dentystycznych plomb wypełniających dziury w zębach. Takie to było miasto – szczerbate.


Z katalogu wystawy

Dokumentacje takich ścian zrobił w 1988 roku fotograf Bogdan Konopka. Stało się to, na krótko przed jego wyjazdem na stałe do Francji. Dziś po latach wykonał pozytywy ze starych klisz i efekt tej pracy oglądać można na wystawie we wrocławskiej Galerii Entropia. Wernisaż tej wystawy przyciągnął tych widzów, którzy pamiętają tamto miasto. Tych, którzy mogą i chcieliby skonfrontować wspomnienia z materiałem zdjęciowym. Oczywiście, że percepcja zdjęć rodzi pewne wspomnienia o charakterze sentymentalnym. Przypomina się górka saneczkowa przy ul. Jedności Narodowej, wspominamy nierówne chodniki miejskich ulic, dziwi nas ubiór ludzi z tamtej epoki. Uświadamiamy sobie, że zimową porą marzeniem wszystkich było posiadać kożuszek i futrzaną czapę. Ulice, dziś rekreacyjnej części centrum, emanują na fotografiach pustką i rusztowaniami. Próbujemy sobie przypomnieć gdzie wówczas koncentrowało się życie mieszkańców. Może trudno to pojąć, ale w Rynku było kilka zaledwie lokali gastronomicznych, w porze letniej nie było ogródków piwnych, turyści zagraniczni nie przyjeżdżali.









wtorek, 6 czerwca 2017

Mój tekst na Port

Fot. Bożena Boba-Dyga


XV edycja Portu Poetyckiego w chorzowskiej Sztygarce powoli zapisuje się w pamięci. Układam to wszystko w głowie, zarówno obrazy, jak i dźwięki. Miło było spotkać znajomych, równie miło poznać nowe osoby. Fenomenem jest odczuwalne przebywanie w gronie ludzi tworzących coś więcej niż społeczność artystyczną. I nie pasuje tu określenie zgrana paczka, bo nie wyjaśnia w pełni tego zjawiska. To trochę tak, jakby zjechała się z odległych zakątków duża rodzina, rodzina tworząca podgrupy kuzynów i krewnych. Doświadczyłem tego kolejny już raz. Pewnym mankamentem Portu jest fakt, że po stronie estrady i widowni zasiadaję głównie poeci, czyli impreza jest rodzajem zjazdu poetów z kraju. Może to taka specyfika tego zdarzenia. W każdym razie nie jest to festiwal zamknięty dla szerszej publiczności. Należy tylko zdobyć się na odwagę słuchania mowy wiązanej i przyjść. 

W tym roku pojechałem na Port poetycki z takim tekstem:



Plan
plan był prosty wstać rano
zasilić jaźń kilkoma łykami czarnego naparu
napisać trzy wiersze
przemyśleć pęd świata do kresu
obudzić poczucie traumy przeżyć lęk
wypatrzeć światełko w tunelu
chwycić się nadziei poczuć ulgę
wspomnieć starą miłość odtworzyć drgnienia zmysłów
przekonać się że dawnych zakochań nie pokrywa patyna rdzy
nigdy
zwrócić się do szefa za wstawiennictwem świętych patronów
wypomnieć mu błędy dni twórczych albo
wyrazić tęsknotę duszy pragnącej spocząć w …
wsłuchać się w głosy ludzi szum ulicy
kakofonię dźwięków medialnych
dyskurs mądrych lirykę natchnionych
przejrzeć nagłówki pism artystycznych
zaktualizować wiedzę o punkcie rozwoju sztuki
przejrzeć stare notatki i metodą ponowoczesnej mowy
dopisać nowe
ogarnąć zgromadzone zasoby ogarnąć się
przygotować czystą kartkę lub otworzyć nowy dokument
położyć ręce na klawiaturze wysilić umysł
zobaczyć zestrój znaków słów powiązany w celową całość
zacząć pisać lub powtórzyć kilka razy
mam w dupie pisanie wierszy
mam w dupie pisanie wierszy
mam w dupie pisanie wierszy
potem pójść na mecz na ryby albo na dziwki




Galerie zdjęć portowych:

1. Wieczór Haiku
2. Warsztaty