poniedziałek, 6 listopada 2017

Podróż w głąb poezji



Decyzję o wyjeździe na VII Festiwal Poetycki im. Wandy Karczewskiej w Kaliszu podjąłem spontanicznie. W zasadzie nie było tu żadnego procesu decyzyjnego. Argumenty były proste: będą tam poeci, których znam i lubię (spotykaliśmy się wcześniej z okazji innych imprez), w programie umieszczono informacje o wieczorach autorskich autorów, których tomiki opisywałem (raczej opisywałem niż recenzowałem) do kwartalnika sZAFa, no i odległość do Kalisza nie przerażała.
Spodziewałem się dużej dawki dobrej literatury, ale rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Takiej ilości tekstów z bardzo wysokiej półki nie spodziewałem się. Dotyczy to poetów obecnych, ale także autorów wspominanych. Tu mam na myśli dwóch poetów Michała Gajdę i Marka Brymora, którzy odeszli w tym roku. Było to ciekawe doświadczenie usłyszeć o nich i wysłuchać ich poezji.
Elementem festiwalu był turniej jednego wiersza. Poczucie pełnego uczestnictwa w wydarzeniach uwarunkowane jest decyzją i odwagą wzięcia udziału w tym turnieju. Dużą więc niespodzianką dla mnie było otrzymanie wyróżnienia. Utwierdza mnie to w przekonaniu, żeby kontynuować poetyckie zmagania i zadbać o odpowiednią relację między tą kreacją i innymi rodzajami piśmiennictwa, które praktykuję. 
W tej chwili układam sobie w głowie wrażenia po festiwalu. Najłatwiej było uporządkować materiał fotograficzny. Zdjęcia pomagają utrwalić wszystkie myśli jakie narosły w głowie w czasie kolejnych zdarzeń, zarówno tych estradowych, jak i kuluarowych. Odczuwam mocno rodzaj smutku z faktu rozstania się tymi, z którymi spędziłem intensywnie kilkadziesiąt godzin mego życia. Szkoda, że dobre chwile szybko mijają. Zdjęcia pozwolą mi pamiętać o wszystkich uczestnikach festiwalu, przywiezione tomiki będę czytał w w jesienno-zimowe wieczory.
Obiecałem kilku osobom uzewnętrznić wyróżniony tekst i robię to tu:



Non omnis…


mówisz, że wyjeżdżasz aby oglądać inne miejsca
bo nie wiadomo czy jutro żyłka w głowie nie pęknie
świadomość możliwego kresu eksploduje podróżami
nienasyceniem zwiedzania
tysiącami zdjęć zasypujesz neurony elektronowej sieci
rozpiętej wśród tobie bliskich, twoich bliskich
pożądanych do bliskości i zupełnie obcych
gdzieś tam miliony nie twoich obrazów z zapisem widoków świata
wzmagają natręctwo konsumpcji, któremu ulegasz
jak wódce pijak
boisz się, że nie zdążysz przemierzyć wszystkich szlaków
nie wchłoniesz wszystkich krajobrazów
nie utrwalisz swojej postaci na każdym możliwym tle

bo świat i jego urok nie ma znaczenia
istotne jest to, że jesteś
że wspinasz się po zboczach gór urwistych
że wchłaniasz przedziwną potrawę na którą inni baliby się spojrzeć
że przemierzasz mur chiński patrzysz na Ganges
spoglądasz na koronę świata
że meksykańscy tancerze zapraszają ciebie do zabawy
turecki derwisz dobrze układa się za siatką twoich rozrzuconych włosów
jesteś dla siebie najważniejsza i krzyczysz o tym nieustannie
zapisujesz każdą chwilę swojego istnienia
wtopionego w zmieniającą się scenografię

o czym dumasz wpatrzona w obiektyw z wyrazem twarzy
dziewczyny z agencji nęcącej klientów?
czy naprawdę myślisz że nie cała umrzesz?
czy pozostawisz po sobie choć jedną myśl? jedną refleksję?
choć jedno ważne słowo?








Galerie wydarzeń festiwalowych: